Archive for the ‘Archiwa z By?o Kiedy?’ Category

Mikropożyczka dla każdego

Monday, October 15th, 2001

- Udało mi się wyremontować zakład, który został zniszczony podczas powodzi w 1997 roku – opowiada Józef Cieślarczyk, właściciel przedsiębiorstwa produkcyjno-handlowego. – Potem go rozbudowałem i zatrudniłem nowych pracowników. Wziąłem bowiem pożyczkę proponowaną przez Fundusz Mikro. Z jego oferty skorzystałem już pięć razy. I zrobię to raz jeszcze…

- O funduszu dowiedziałam się w 1997 roku w urzędzie miejskim – mówi Józef Cieślarczyk. – Moja firma została zalana. Nie wiedziałem skąd wziąć pieniądze na remont zakładu. Powiedziano mi, że są specjalne, nieoprocentowane pożyczki. Zdecydowałem się. Potem skorzystałem z następnych czterech na atrakcyjnych warunkach.
Wrocławskie przedstawicielstwo funduszu udzieliło już prawie 3000 pożyczek, ponad 1500 pożyczkobiorcom.
Rozdać czy pożyczać?
Fundusz Mikro został utworzony w 1994 r. przez Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości PAEF do realizacji programu wspierania mikroprzedsiębiorczości w Polsce. Przeznaczono na ten cel 20 mln USD.

- Mogliśmy zdecydować, że pieniądze te rozdamy dzieląc je pomiędzy potrzebujących – opowiada Wojciech Łaptaś, dyrektor inwestycyjny funduszu. -Zrobiliśmy jednak inaczej. Postanowiono, że będziemy udostępniać kapitał w formie oprocentowanych pożyczek tym spośród właścicieli małych firm, którzy zapewnią ich najbardziej racjonalne wykorzystanie. W ten właśnie sposób umożliwią skorzystanie z możliwości dofinansowania rozwoju większej ilości mikroprzedsiębiorstw.
Fundusz Mikro swoją ofertę kieruje do właścicieli najmniejszych firm. Od lata 1999 r. wspomaga też osoby mające zamiar rozpocząć działalność na własny rachunek.
Kilku za jednego
- Naszym klientom oferujemy stały dostęp do kapitału na prostych warunkach i przy formalnościach ograniczonych do minimum – mówi Małgorzata Chruściel, przedstawiciel lokalny Funduszu Mikro we Wrocławiu.
- Z oferty Funduszu Mikro może skorzystać każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą. – Kierujemy ją do osób, które chcą rozwinąć własną działalność, a prowadzona przez nich firma jest zbyt mała, żeby banki uznały ich za wiarygodnego partnera. Nasi klienci tworzą małe grupy, w których wszyscy się znają. Pomagają sobie wzajemnie w razie kłopotów finansowych.

Autor artykułu: Tomasz Bonek

Zapobiegać zamiast leczyć

Monday, October 15th, 2001

Crakc i DMT – to narkotyki, które wkrótce pojawią się na Dolnym Śląsku – zapowiada oficer operacyjny wrocławskiej policji. – Ckrack to syntetyczna kokaina. DMT (dimetylotryptamina) jest środkiem odurzającym produkowanym z pewnych gatunków traw, wykorzystywanym przez szamanów z Ameryki Południowej.

- Wśród młodzieży bardzo popularna jest marihuana. Nie ma co się oszukiwać, ten narkotyk jest dostępny w większości wrocławskich pubów – mówił podczas międzynarodowej konferencji dotyczącej zapobiegania narkomanii wśród nieletnich inspektor Andrzej Matejuk, komendant dolnośląskiej policji. – Walczymy z handlarzami narkotyków. Zatrzymujemy zarówno dilerów, którzy sprzedają środki odurzające na ulicach, jak i tych, którzy rozprowadzają narkotyki na większą skalę. Zdajemy sobie sprawę również z tego, że przez Wrocław biegną międzynarodowe kanały przerzutowe środków odurzających. Zlokalizowaliśmy już szlaki przemytu i zamierzamy zatrzymać organizatorów przestępczego procederu.
Zapal trawkę
- Marihuana jest najbardziej popularnym środkiem odurzającym wśród wrocławskiej młodzieży – mówi policjant z sekcji do walki z przestępczością narkotykową komendy miejskiej. – Od początku 2001 roku zabezpieczyliśmy prawie 40 tysięcy porcji tego narkotyku.
Z policyjnych statystyk wynika, że po marihuanie, młodzi wrocławianie najczęściej sięgają po amfetaminę (środek pobudzający, używany na przykład przez studentów podczas sesji egzaminacyjnych, czy też w dyskotekach), oraz tabletki extasy, które mają podobne działanie do amfetaminy. Dużą popularnością cieszy się też brązowa heroina (brown sugar). Znacznie rzadziej natomiast młodzież zażywa kokainę.
- Jest to narkotyk ekskluzywny, bo drogi. Dlatego przeciętny licealista czy student nie może sobie na niego pozwolić – mówi wrocławski policjant. – Pochodną kokainy jest crack, narkotyk ten jest znacznie tańszy od kokainy i naszym zdaniem, wkrótce pojawi się na wrocławskim rynku. Nie będzie to jednak jedyna nowinka, trafi do nas również DMT (dimetylotryptamina), wytwarzana z niektórych rodzajów traw. Ze względu na duży popyt, rynek narkotykowy w Polsce na pewno będzie się rozwijać w ciągu najbliższych lat.

Autor artykułu: Renata Grochal

Hanna Holeksa

Monday, October 15th, 2001

Wyjątkowo ciepły, jak na październik, sobotni wieczór na najpiękniejszym, wrocławskim Rynku. Gwar rozmów – przy wystawionych „ogródkowych” stolikach. W sali Ratusza odbywa się kolejny recital w cyklu Seilerowskich Salonów Muzycznych. Daje przyjemne poczucie wspólnoty i współobecności w życiu normalnej europejskiej metropolii. To dzisiaj wielka wartość.

Recital Hanny Holeksy – ani jedyne, ani najważniejsze tego wieczoru (13.X) wydarzenie kulturalne we Wrocławiu – doskonale wpisuje się jednak w jego nurt, szczególnie bogaty i żywy w ostatnim czasie. Juliusz Adamowski, współautor i prowadzący cały cykl, zasadnie nadaje mu miano „festiwalu młodej polskiej pianistyki”.

Hanna Holeksa, laureatka dwóch wrocławskich Konkursów Lisztowskich (w 1995 i 1999 r.), a także Międzynarodowego Konkursu Współczesnej Muzyki Kameralnej im. K. Pendereckiego w Krakowie (1997), obecnie asystentka prof. Andrzeja Jasińskiego w Akademii Muzycznej w Katowicach, potwierdziła bardzo wysokie walory swej sztuki: nienaganność i niezawodność techniczną, wirtuozowską biegłość i wielką muzykalność. Artystka potrafiła wydobyć z wystawionego w Ratuszu, firmowego „seilera” bogatą gamę barw w Fontannach Willi d’Este Liszta, także w Chopinowskich Walcach i Mazurkach (choć w tych ostatnich na razie było więcej stylistycznej poprawności niż indywidualności i wyrafinowania). W Lisztowskiej Parafrazie na temat „Rigoletta” czy karkołomnej XII Rapsodii węgierskiej pianistka nie pozwoliła sobie na najmniejsze uchybienie czy „ułatwienie”. I jeszcze bis – z wdziękiem zagrany Mazurek c-moll op.30.
Tymczasem na Rynku gwar nieco głośniejszy, choć wciąż w cywilizowanej, kulturalnej normie. Nie razi uszu i nie mąci świeżych wrażeń. Jeszcze jeden udany „Seilerowski wieczór” we wrocławskim Ratuszu.

Autor artykułu: Kazimierz Kościukiewicz

Taka rodzina!

Saturday, October 13th, 2001

- Mieszkamy tu od 1957r. – opowiada Cygan z krwi i kości, 54-letni Michał Siwak. Już w czasie wojny mój dziad osiedlił się w Cottbus (Niemcy) uciekając przed frontem, który koncentrował się w naszych rodzinnych okolicach, tj. koło Lwowa. Tak było bezpieczniej – tłumaczy Siwak.

Siwak, Szoma, Huczko, Andrasz, Dymiter – to tylko niektóre z nazwisk zgorzeleckich Cyganów. Warto wiedzieć, że w mieście nad Nysą mieszka ponad 60 osób narodowości cygańskiej. Prawie wszyscy tworzą jedną, dużą rodzinę…
Ojciec milicjant
Zanim M. Siwak i jego rodzina osiedlili się w Zgorzelcu, prowadzili typowo cygański tryb życia. Wędrowali z miejsca na miejsce imając się przeróżnych zajęć. – Mój ojciec tuż po wojnie był komendantem komisariatu milicji w Rydzewie koło Drawska Pomorskiego. Później przyjechał do Wałbrzycha, gdzie założył spółdzielnię. Zajmowała się ona pobielaniem kotłów wysoko i niskoprężnych. Później taką samą spółdzielnię uruchomił w Lubaniu Śl., gdzie obecnie mieszka ponad 100 osób narodowości cygańskiej. W 1957r. zamieszkaliśmy w Zgorzelcu. Było nas dużo – jakieś 125 rodzin – wspomina Siwak.
Kotlarze, kowale i muzycy
To właśnie kotlarstwo było głównym zajęciem Cyganów w latach powojennych. Ale nie tylko. Wielu z nich było kowalami a zdecydowana większość zarabiała na życie muzyką. M. Siwak z nostalgią wspomina czasy, jak grał z zespołem “Czardasz” na dancingach w zgorzeleckich restauracjach. – Ludzie bawili się przy naszej muzyce do białego rana. Byliśmy na topie, zresztą tak samo jak słynne zgorzeleckie “Piotrusie” – opowiada Siwak.

Gdzie te czasy?
Teraz życie zgorzeleckich Cyganów już w niczym nie przypomina tamtych lat. Nie ma już spółdzielni kotlarskich, kowali w mieście nikt nie potrzebuje a cygańska muzyka nie pasuje do klimatów dyskotekowych obowiązujących w nocnych klubach. Od czasu do czasu jakaś cygańska nuta zabrzmi przed zgorzeleckim magistratem dla młodej pary opuszczającej Urząd Stanu Cywilnego. – Kiedyś była nas cała masa. Teraz zostało jakieś 60 osób. Żyjemy jednak jak jedna wielka rodzina – mówi Michał Siwak.

Język mniejszości
Cyganie są mniejszością narodową, która zachowała swój egzotyczny język. Cygański – zupełnie niezrozumiały dla Polaków – jest bardzo archaiczną mową pochodzącą z Indii, skąd wywodzi się naród Romów. Jest przy tym językiem z grupy indoeuropejskiej, do której należy też polszczyzna.

Autor artykułu: Paweł Przybycień, (CG)

Monopol ma MZK

Saturday, October 13th, 2001

Jeden z prywatnych przewoźników wożących dzieci na wycieczki, uważa, że prezydent miasta ich skrzywdził. Dyrektorzy szkół otrzymali zalecenie, aby korzystać z usług MZK.

W okresie wakacji do szkół wpłynęło pismo podpisane przez prezydenta Józefa Burniaka. Wynika z niego, że najlepszym przewoźnikiem dla szkolnych wycieczek jest Miejski Zakład Komunikacyjny. Jeden z właścicieli prywatnej firmy przewozowej uznał, że taka opinia jest krzywdząca. – Zakupiliśmy nowe autokary, a teraz nie uda się na nich zarobić – twierdzi.
Tymczasem Ilona Parejko, rzecznik prasowy urzędu miasta, uważa, że decyzja prezydenta jest zasadna. – Gmina miejska wskazała MZK, bo jest to firma spełniająca wszelkie wymagania. Tabor ma konieczne certyfikaty, przeglądy oraz ubezpieczenia. W razie jakiegoś nieszczęścia, gwarantuje dochodzenie swoich praw – jest wiarygodną stroną. Dyrektorzy mają jednak możliwość korzystania z prywatnych przewoźników. Jednak tylko wówczas, gdy niemożliwe jest transport wycieczek autobusami MZK.

Autor artykułu: (LEN)

Do pracy by się szło…

Saturday, October 13th, 2001

Szymon Pacyniak, starosta zgorzelecki podpisał porozumienie o współpracy z Dolnośląską Komendą Ochotniczych Hufców Pracy we Wrocławiu. W ten sposób chce przeciwdziałać bezrobociu na terenie powiatu zgorzeleckiego.

W ramach współpracy starostwo nieodpłatnie użyczy na rzecz OHP dwa pomieszczenia w budynku urzędu (jedno z nich z przeznaczeniem na klub pracy) oraz zapewni dostęp do telefonu oraz wyposażenie biura.
Z utworzoną placówką będzie ściśle współpracować Powiatowy Urząd Pracy. Ten kierować będzie do klubu pracy zgłaszającą się do urzędu młodzież na kursy w zakresie poruszania się po rynku pracy oraz aktywnego poszukiwania pracy. Będą szkolenia, przekwalifikowania oraz przyuczenia do zawodu. OHP będzie na bieżąco informował o wolnych miejscach w swoich placówkach i kierunkach kształcenia. Hufiec będzie też pozyskiwał miejsca praktycznej nauki zawodu. Umożliwi tym samym młodym zdobycie kwalifikacji zawodowych a nawet ich podwyższenie. Skorzystają nie tylko młodzi bezrobotni, ale i uczniowie. Planuje się bowiem organizowanie śródrocznych i wakacyjnych form zatrudnienia młodzieży szkół ponadpodstawowych. Nie jest wykluczone, że zostanie zorganizowane grupowe zatrudnienie młodzieży w formie hufców pracy pod opieką wychowawców.

Autor artykułu: (BIK)

Mówią o nas slamsy

Friday, October 12th, 2001

(ŚWIDNICA) Slamsy. Mordownia. Najgorsza ulica w mieście – tak mówi się w Świdnicy o ulicy Gdyńskiej. Tu właśnie znajdują się cztery baraki, w których mieszkają ludzie z eksmisji. Wszystko to mieszkania socjalne o niskim standardzie. Dwa budynki wyglądają tragicznie. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku ludzie tak mogą mieszkać. – Zgnojona ulica – tak o nas mówią – kiwa głową pani Danuta Kaczmarczyk, która ma pecha mieszkać na Gdyńskiej.

Baraki na Gdyńskiej położone są w parku. Wieczorem strach tamtędy przechodzić. Można dostać w głowę, stracić torebkę albo nawet… nos. Ale to nie wina lokatorów. Ot – taka dzielnica.
- Ja się boję wieczorem wyjść do sklepu – mówi pani Danuta. – Kiedyś zostałam napadnięta, wyrwali torbę. Okna mam powybijane, drzwi już raz wstawiałam. Tu strach żyć.
Cześć lokatorów, zwłaszcza z tych dwóch lepszych budynków, to normalni ludzie, którzy po prostu znaleźli się w trudniejszej sytuacji materialnej, nie mogli płacić czynszu i trafili do baraków. Ale część, to niestety ta czarniejsza strona społeczności miasta.
- Awantury, burdy, bieganie z siekierą to tutaj normalka – kiwa głową pani Danuta. Ona trafiła tutaj z zamiany mieszkania. – Po tygodniu chciałam dosłownie stąd uciekać. Ale gdzie? Człowiek nie ma z czego żyć, a co tu myśleć o mieszkaniu.
Klatki schodowe w tych dwóch starszych budynkach wyglądają jak po wybuchu bomby – czarne ściany, bez szyb, wyłamane drzwi od toalety. Mieszkania to przeważnie pokój z kuchnią. Czarne ściany, wilgoć – tak jest u pani Danuty Wojtas. To starsza kobieta, która mieszka sama.
- Mam rentę socjalną 300 zł i dodatek mieszkaniowy 30 zł – mówi lokatorka. – Jakie tu są warunki – sama pani widzi. Chyba gorzej być nie może.
Ludzie średnio płacą tu 60-70 zł czynszu. To i tak sporo, jak na warunki panujące w mieszkaniach. Pani Danuta Kaczmarczyk nawet zlewu nie ma w mieszkaniu, tylko na korytarzu.
- Wodę do mycia, czy do prania trzeba grzać na piecu i w misce wszystko robić – pokazuje dużą balię, stojącą w małej kuchence. – Obiad gotuję na butli, bo gazu tu nie ma, albo na piecu węglowym. O, teraz trochę byłam zbierać ziemniaki, to zarobiłam parę groszy i dali ziemniaków. Opieka społeczna daje węgiel. Ale ciężko jest. I niebezpiecznie. Rozboje, pobicia, tu są na porządku dziennym. Nawet policja się tu boi zaglądać.
Gdyńska leży niedaleko centrum miasta. Kilkaset metrów dalej już jest inny świat – ładne domy, eleganckie samochody, największy w mieście zakład. A na Gdyńskiej… tedy przechodnie nie chodzą.

Autor artykułu: Agnieszka Bielawska

Bezpieczne miejsce

Friday, October 12th, 2001

(ŚWIDNICA) Ksiądz kardynał Henryk Gulbinowicz poświęcił w Świdnicy nową świetlicę socjoterapeutyczną, prowadzoną przez Caritas Diecezji Wrocławskiej. Na świetlicę będzie uczęszczać ok. 25 dzieci.

Świetlica to miejsce, gdzie dzieci z najuboższych rodzin, zaniedbane, dotknięte alkoholizmem w rodzinie, będą mogły nie tylko spokojnie odrobić lekcje, rozwijać swoje zainteresowania, ale także zjeść ciepły posiłek, którego w domu często brakuje. Dzieci znajdować się będą pod opieką psychologów i pedagogów, którzy organizować będą wycieczki, kolonie, wspólne uroczystości, takie jak wieczerza wigilijna, Mikołaj.
Świetlica działa przy parafii pw św. Andrzeja Boboli w Świdnicy przy ul. Wałbrzyskiej, usytuowana jest w budynku plebanii. Podobne świetlice, prowadzone przez Caritas, działają we Wrocławiu. Środki na uruchomienie świdnickiej placówki pochodzą m. in. z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Autor artykułu: (AGA)

Nokia nowym sponsorem koszykarzy Idei Śląska Wrocław

Friday, October 12th, 2001

(WROCŁAW) To o czym od pewnego czasu się mówiło się i pisało, stało się wczoraj faktem. Fińska firma Nokia stała się kolejnym sponsorem koszykarskiej Idei Śląsk Wrocław (nazwa drużyny nie zmieni się). Z logiem tej firmy na koszulkach, zawodnicy z Wrocławia będą grali jednak tylko w meczach ligowych.

- Już dużo wcześniej, w nieoficjalnych rozmowach mówiło się, że rozmawiamy z Nokią na temat współpracy. Zależało mi na umowie z tą firmą, gdyż kojarzy mi się ona z greckim Panathinaikosem Ateny – powiedział szef Idei Śląska Grzegorz Schetyna. – Gdy Śląsk dopiero pretendował do gry na wysokim poziomie europejskim, to wielki Panathinaikos grał już z logo Nokii. Stąd nazwa fińskiej firmy jest dla mnie symbolem koszykarskiego sukcesu i zwycięstw. Myślę, że to dopiero początek naszej wspólnej drogi. Bardzo się cieszę, że doszło do podpisania tej umowy – dodał Schetyna.
Na konferencji prasowej na której przedstawiono nowego sponsora Śląska, Nokię reprezentował dyrektor marketingu tej firmy – Grzegorz Możdżyński. – Bardzo się cieszę w imieniu firmy, że do tej współpracy doszło. Jesteśmy młodą, dynamiczną marką i dla nas drużyna Śląska jest idealnym partnerem. Jesteśmy liderem w produkcji telefonów komórkowych, a wrocławski klub absolutnym liderem jeśli chodzi o osiągnięcia w polskiej koszykówce. Uważam, że będzie to świetne połączenie. Na koniec chciałbym oczywiście pogratulować drużynie pierwszego zwycięstwa w Eurolidze i mam nadzieję, ze wspólnie będziemy świętować tytuły mistrzowskie – powiedział Możdżyński.

Tylko w lidze
Umowa będzie obowiązywać przez jeden rok, ale szefowie Nokii przewidują możliwość jej późniejszego przedłużenia, w zależności od tego jak będzie się układała ich współpraca ze Śląskiem. Dzięki umowie, logo nowego dobrodzieja Idei Śląska znajdzie się na koszulkach koszykarzy oraz na parkiecie, ale tylko podczas meczów ligowych. Będzie tak dlatego, iż Nokia chce reklamować swą markę głównie w Polsce. – W meczach Euroligi oprócz Idei, być może widnieć będzie jeszcze jedno logo, ale na razie jeszcze nie wiemy jaka będzie to firma – powiedział prezes Schetyna.

Wzmocniony budżet
Nietrudno się domyśleć, że podpisanie umowy z tak silną firmą wzmocni budżet Idei Śląska, szacowany na 4,5 miliona dolarów. – Przede wszystkim chcemy utrzymać ten budżet, który mamy. Środki, które otrzymamy od Nokii stanowią z pewnością, sporą część naszego budżetu, ale nie chce mówić jak dużą. Na pewno ta umowa wydatnie nam pomoże – powiedział Schetyna.
W poniedziałek umowę sponsorską z drużyną Idei Śląska podpisze wrocławska restauracja McDonald’s.

Autor artykułu: (MIK)

Tylko Górnik

Thursday, October 11th, 2001

Z dolnośląskich drużyn do 1/8 finału piłkarskiego Pucharu Polski awansował jedynie Górnik Polkowice, który wczoraj pokonał w Myszkowie miejscowy KS 2:0. Zawiedli na całej linii zawodnicy Zagłębia Lubin, którzy przegrali w Łęcznej z drugoligowym Górnikiem aż 0:3. Przypomnijmy, że we wtorkowych meczach z Pucharem Polski pożegnały się drużyny Śląska oraz Polaru.

Piłkarze Zagłębia Lubin rozegrali w Łęcznej bardzo słabe spotkanie. Być może przyczyną tego był fakt, że w takim składzie zagrali praktycznie po raz pierwszy. Zadebiutowali nowopozyskani Ernest Konon oraz Arkadiusz Kubik, a należy dodać, że w ekipie lubińskiej grało klku młodych piłkarzy takich Piotr Błauciak, Przemysław Norko czy Krzysztof Wołczek. Trener Stefan Majewski z pewnością wie co robi, jednak tempo z jakim wprowadza do składu młodych piłkarzy wydaje się chyba jednak zbyt szybkie…
W pierwszej połowie spotkania w Łęcznej inicjatywa należała do gospodarzy. Groźnie pod bramką Norki było zwłaszcza po strzałach Pawła Pranagala oraz Mariusza Sawy. Lubinianie odpowiadali za to akcjami dość aktywnego Konona. W 45 minucie Górnik zdobył prowadzenie. Rzut wolny rozegrali Sawa z Pawłem Bugałą, oddali piłkę Piotrowi Cetnarowiczowi, ten uderzył z 20 metrów, piłka odbiła się od któregoś z graczy i wpadła do bramki Zagłębia.
„Gol do szatni” podziałał na lubinian mobilizująco i w drugiej połowie to oni atakowali, a łęcznianie wyczekiwali na kontrataki. Należy odnotować dobrą sytuację dla gości, kiedy to w 53 minucie po błędzie golkipera Górnika szansę zmarnował Jacek Manuszewski. Później z upływem czasu grało się Zagłębiu ciężej, a w ostatnich dzisięciu minutach lubinianie zostali dobici jeszcze… trzema golami. Na ich szczęście jeden z nich (strzelcem Pranagal) nie został uznany, bo doszłoby do kompromitacji. Bramki zdobyli: w 81 minucie – Bugała (po fatalnym błędzie Norki), a w 90 minucie Grzegorz Bronowicki.
Po meczu trener Stefan Majewski powiedział: – Wszystkim moim graczom wydawało się, że są wielkimi zawodowcami i przed meczem myśleli już, iż wygrali, tylko dlatego że będą się spotykać z dziewiątą drużyną drugiej ligi. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Wynik jest jak najbardziej sprawiedliwy i odzwierciedla to, co się działo na boisku. Wypadliśmy fatalnie.
Górnik Łęczna – Zagłębie Lubin 3:0 (1:0). Bramka: Cetnarowicz (45), Bugała (81), G. Bronowicki (90). Sędziował: Jacek Granat (Warszawa). Żk: Jaroszyński – Kubsik. Widzów: 2000.
Górnik: Mańka – Jaroszyński, Jarzynka, Różański – Pranagal, P. Bronowicki, G. Bronowicki, Bugała, Fojna (63 Bosowski) – Cetnarowicz (70 Feliksiak 76 Warakomski), Sawa.
Zagłębie: Norko – Bubnowicz, Cecot, Błauciak, Romaniuk – Wołczek (46 Manuszewski), Radżius, Kubsik (46 Kubik), Szewczyk – Kowalski, Konon (68 Lizak).

Pewny awans
Piłkarze Górnika Polkowice pewnie pokonali na wyjeździe 2:0 KS Myszków i awansowali do 1/8 Pucharu Polski. Obie drużyny nie stworzyły zbyt ciekawego widowiska, w którym przez całe spotkanie warunki dyktowali polkowiczanie. Pierwszą bramkę zdobył strzałem z rzutu wolnego, z około 17 metrów, Marek Rybitwa. Wynik meczu ustalił, po wzorowo przeprowadzonej kontrze, Marcin Jeziorny, który mimo asysty dwóch obrońców, zdołał pokonać Krzysztofa Kozika.

KS Myszków – Górnik Polkowice 0:2 (0:1). Bramki: Rybitwa (30), Jeziorny (57). Żk: Grech, Malawski (Górnik). Sędziował: R. Rembilas. Widzów: 300.
Myszków: Kozik – Kulawik, Wysocki, Bartnik, Twardawa – Kurek, Bartos, Stachyra (72 Brosz), Hajduk – Abramowski (46 Chudy), Kapinos (46 Sobczak).
Górnik: Kikowski – Adamski, Rybitwa, Jeziorny, Sł. Gorząd – Soboń, Grech, Majka (15 Malawski), Cackowski (46 E. Nowakowski) – Kruszelnicki, K. Nowakowski.

Autor artykułu: Michał Karpiński, Artur Szkudlarek