(WROCŁAW) Być może wynik niedzielnego meczu żużlowców Atlasa z Polonią Piła (57:33) zostanie zweryfikowany na 57:30. Wszystko przez 5. bieg, w którym pilanie Jarosław Hampel i Sławomir Drabik zamienili się – niezgodnie z regulaminem – polami startowymi, a koniec końców sędzia uznał wyścig za ważny. Zakończył się on remisowo, ale trzy oczka wywalczone przez Hampela mogą zostać zabrane i odliczone od dorobku gości. To jednak nic pewnego. Na razie wiadomo tylko, że wczoraj kontrakt z pilanami podpisał Gary Havelock!
Przypomnijmy, że po 5. biegu meczu Atlasa z Polonią Piła sędzia Józef Piekarski zreflektował się (ktoś mu w tym pomógł), że Drabik zamienił się polem startowym z Hampelem. Pierwotnie arbiter nakazał powtórkę biegu, ale po chwili spiker oznajmił, że kierownictwo obu drużyn doszło do porozumienia i uznało bieg za odbyty. Trochę to dziwnie zabrzmiało, czyniąc z arbitra (który podjął błędną decyzją) pionka. Jeśli – załóżmy – sędzia wykluczyłby Drabika za podcięcie Sawiny, ale kierownictwo obu zespołów uznałoby że faulu nie było, to Drabik też miałby uczestniczyć w powtórce? Na szczęście po czterech wyścigach Atlas prowadził już 18:6, jednak w przypadku meczu na styku wrocławianie na pewno składaliby protest.
W Krakowie inaczej
Żeby było ciekawiej, do identycznego wykroczenia doszło w niedzielę podczas meczu II ligi Wanda Kraków – Iskra Ostrów, ale tam arbiter podjął inną decyzję. Po 11. biegu był remis 33:33, a nad stadionem przeszła burza. Tyle że właśnie w 11. biegu (zakończnym remisem 3:3) torami zamienili się gospodarze, na co goście zareagowali protestem. Sędzia rozpatrzył go pozytywnie i wykluczył obu krakowian, zmieniając wynik biegu na 5:0 dla gości i tym samym wynik meczu na 35:30 dla Iskry. I tak się on zakończył, bo z powodu ulewu meczu nie dokończono. Za identyczne przewinienie jedni ponieśli konsekwencje, inni nie. Jeszcze nie?
Z salonów do baru mlecznego
Wczoraj kontrakt z pilską Polonią podpisał mistrz świata z 1992 roku, Anglik Gary Havelock, który ma pomóc ekipie Janusza Michaelisa pokonać w następnej kolejce u siebie Pergo Gorzów. To dla obu ekip najpewniej mecz o pierwszą czwórkę ekstraligi – zwycięzca będzie walczył o medale, przegrany o utrzymanie. Wydaje się jednak, że w przypadku pilan to mecz nie tylko o pierwszą czwórkę, ale o… utrzymanie. Jeśli Polonia miałaby znaleźć się bowiem w tej słabszej czwórce, to przy obecnej dyspozycji miałaby duże szanse na degradację do I ligi. Ten zespół jest przecież teraz rozbity, a o przeżywającym nie tylko sportowe, ale też osobiste kłopoty Jacku Gollobie prezes Wiesław Wilczyński mówi krótko: – On w czasie zawodów nawet nie wie, czy znajduje się na zawodach.
- Kto jadł przez dłuższy czas na salonach, ten może mieć problemy z przerzuceniem się na jedzenie w barze mlecznym – tak określił ewentualną walkę Polonii o utrzymanie się prezes leszczyńskiej Unii, Rufin Sokołowski, współautor, kto wie czy nie największej niespodzianki ligowej bieżącego sezonu.
Cel uświęca środki
Mało kto wierzył, że leszczyńska Unia będzie w stanie pokonać na wyjeździe Polonię Bydgoszcz. Ale wierzył prezes Sokołowski, który przesłał wcześniej do Bydgoszczy skład krajowy, ale na zawody wysłał już zagraniczny. I Unia zwyciężyła 48:42, bo bydgoszczanie ściągnęli na mecz tylko jednego obcokrajowca Marka Lorama. Poza tym w czasie drugiej serii sędzia Marek Wojaczek wykluczył do końca zawodów Tajcherta. – To była analogiczna sytuacja do wykluczenia Dadosa w Toruniu i mam o nią pretensje – mówił nam wczoraj trener bydgoszczan Andrzej Koselski. – Tajchert upadł po walce w kontakcie, szybko wstał, ale go zatkało i przykucnął. Teraz po upadku trzeba po prostu leżeć i czekać aż przyjedzie karetka.
Powiesili?
Tak czy owak, Sokołowskiemu udało się uśpić czujność bydgoszczan, bo wcześniej przesyłał on na wyjazdowe mecze krajowe składy i słowa dotrzymywał. Tym razem jednak nie dotrzymał, bo musiał wiedzieć, że Bydgoszcz ściąga tylko Lorama i… poczuł krew. Teraz Sokołowski szykuje się na podbój Torunia – z Leigh Adamsem i Stevem Johnstonem, bo Ales Dryml ma w przyszłą niedzielę zajęty termin. A Bydgoszcz? Na łamach sobotniego „PS” dyrektor Polonii Andrzej Polkowski zapowiadał, że oprócz Lorama pojedzie też Lyons, argumentując. – Nie możemy ryzykować. Gdybyśmy przegrali ten mecz, kibice by nas powiesili.
Wczoraj nie udało nam się dodzwonić do bydgoskiego klubu – telefon miczał. Czyżby… już było po egzekucji?
Autor artykułu: Wojciech Koerber