Archive for July, 2001

Wojewoda pod sąd

Thursday, July 26th, 2001

(WROCŁAW) Do Sądu Okręgowego we Wrocławiu trafił pozew przeciwko Skarbowi Państwa reprezentowanemu przez wojewodę dolnośląskiego. Urząd marszałkowski domaga się zasądzenia prawie 10 milionów złotych, które wojewoda powinien przekazać na dofinansowanie lokalnych połączeń kolejowych.

- Monitowaliśmy wielokrotnie – Mówi Artur Zieliński, członek zarządu województwa. – Ponad dwa tygodnie temu, kancelaria prawna przesłała w naszym imieniu wezwanie do zapłaty należnej sumy. Informowaliśmy wówczas, że wojewoda naraża budżet państwa na odsetki oraz koszty zastępstwa procesowego. Bezskutecznie.
Pozew znalazł się we wrocławskim sądzie wczoraj. Co na to wojewoda?
- Oczywiście urząd marszałkowski ma prawo dochodzić swych racji przed sądem – mówi Izabella Zalewska, rzecznik prasowy urzędu wojewódzkiego. – Nie zmienia to faktu, że wojewoda podtrzymuje dotychczasowe stanowisko. Załącznik do umowy zawartej między samorządem województwa a zakładem przewozów pasażerskich DOKP pełny jest uchybień. Wojewoda jako dysponent państwowych pieniędzy w regionie nie może przekazać środków na wadliwy kontrakt.
Przypomnijmy. Umowa między samorządem i PKP podpisana została w marcu. Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów wojewoda powinien przekazywać środki dotacji na kolej lokalną w miesięcznych ratach. Minister finansów przeznaczył dla Dolnego Śląska prawie dziesięć milionów złotych. Jednak do kasy urzędu marszałkowskiego nie trafiła ani złotówka.
Kontrakt na pierwsze półrocze wygasł 9 czerwca. W opinii samorządowców blokowanie środków przez wojewodę poważnie utrudnia negocjacje w sprawie umowy na przewozy pasażerskie w drugim półroczu tego roku.

Autor artykułu: Tomasz Janoś

Dawne zaułki Wrocławia

Thursday, July 26th, 2001

(WROCŁAW) Mało kto wie, że w miejscu, gdzie przebiega dziś przez centrum trasa W-Z, była niegdyś fosa miejska. Po jej zasypaniu na niewielkim obszarze powstał gąszcz krętych uliczek. Okolica Oławy Białoskórniczej była atrakcją turystyczną jeszcze przed wojną.

Niestety, najpierw wojna, a później akcja „odgruzowanie” prowadzona w latach 40. i 50. sprawiły, że po tamtych uroczych zakątkach pozostały nieliczne ślady. Uliczki Psie Budy i Jatki oraz przylegające do trasy W-Z kamienice ulicy Białoskórniczej to tylko nędzna namiastka tego, co w okolicach ulicy Kazimierza Wielkiego zobaczyć można było przed rokiem 1945.

W latach 60. trzynastego stulecia mieszkańcy Wrocławia wznieśli pierwszy pierścień murów okalających ówczesny gród. Trzydzieści lat później wzdłuż nich powstała fosa zasilana wodami Odry i Oławy. Gdy kilkadziesiąt lat później wzniesiono zewnętrzny pierścień murów, który miał wzmocnić miejskie fortyfikacje – powstała kolejna fosa. Stara, której mimo wszystko nie zlikwidowano, zyskała miano wewnętrznej.
Na jej brzegach oraz w ich bezpośrednim sąsiedztwie na niewielkich działkach mieszkańcy Wrocławia zaczęli wznosić tanie, wysokie domy. Byli to głównie rzemieślnicy: biało- i czerwonoskórnicy, rymarze, tkacze, słodownicy, a także łatacze (rzemieślnicy naprawiający buty).
Fosa wewnętrzna, płytka coraz mocniej zamulona i bardzo zanieczyszczona zaczęła przysparzać tej okolicy złej sławy.
- Kiedy w roku 1798 nasze miasto odwiedził Goethe, zamieszkał na kilka dni przy obecnej ulicy Ruskiej. Bardzo blisko fosy wewnętrznej – opowiada Magdalena Szafkowska, organizator wystawy opowiadającej o dawnych zaułkach. – Ówczesna właścicielka Partynic odtrąciła zaloty poety i pewnie dlatego obraził się na nasze miasto. Później, pisząc o Wrocławiu rozwodził się jednak głównie nad nieprawdopodobnym smrodem, który bije od Oławy Miejskiej.
Życie w fosie
W roku 1869, decyzją komisji miejskiej pod wodzą Juliusa Rouxa, radnego i architekta, rozpoczęto akcję zasypywania fosy wewnętrznej. Powód: dramatyczne warunki sanitarne.
- Wrocław był nękany licznymi zarazami, nade wszystko zaś, wyniszczającą populację miasta cholerą – opowiada Magdalena Szafkowska. – Wzdłuż samej fosy rezydowali białoskórnicy. Rzemieślnicy zajmujący się wyprawianiem i przetwarzaniem skór zwierzęcych. Do wody trafiały nie tylko odpadki organiczne pozostałe po ich działalności, ale i odczynniki chemiczne niezbędne do zmiękczania, barwienia i konserwacji skóry.
Fosa wewnętrzna zniknęła z krajobrazu miasta.
W jej miejsce zaczął powstawać nowy ciąg komunikacyjny. Wzdłuż nowo powstających ulic i zaułków rosła zabudowa.
Największą popularnością wśród pejzażystów, ale także turystów odwiedzających miasto, cieszyła się uliczka, która powstała w miejscu odcinka fosy wewnętrznej zwanego Oławą Białoskórniczą. Malowniczości i prawdziwie romantycznego uroku dodawał tej okolicy podniesiony poziom ulicy w miejscu przebiegu dawnej kładki Białoskórników.
Artyści malowali chętnie także sąsiednie uliczki, często oddalone od koryta dawnej fosy, ale zbliżone do niej charakterem: przejścia Żelaźnicze i Garncarskie, Stare Jatki, ulicę Menniczą. Jednakże popularność samej Oławy Białoskórniczej była na przełomie stuleci prawdziwym fenomenem w skali całych Prus. Wrocław odwiedzany był wówczas chętnie przez liczne wycieczki, a okolice dawnej fosy opisywane przez wiele przewodników krajoznawczych.

Krajobraz wokół obecnej trasy W-Z poważnie przekształciła najpierw likwidacja fosy wewnętrznej. Później w ramach przekształceń urbanistycznych miasta Niemcy wykupywali z rąk prywatnych niektóre działki i likwidowali starą zabudowę. W ten sposób zniknęła najpierw Oława Łaciarska, a później w roku 1909 niezwykle malownicze Małe Jatki. Urocza, bardzo wąska, kręta i wysoko zabudowana uliczka.
Zasadniczy szturm na dawne wrocławskie zaułki przypuściła w roku 1945 armia czerwona. Dzieła zniszczenia dopełniły natomiast powojenne akcje „odgruzowania”. To wówczas zniszczono nieźle zachowane fragmenty tak przepięknych, unikalnych zakątków jak Zaułek Koci i Górka Kacerska.
Zajmowały obszar północnego placu Dominikańskiego, gdzie w latach 90. prowadzono intensywne prace wykopaliskowe, a obecnie powstaje nowe centrum handlowe.
Rozbiórki ostatnich zabudowań dokonano tam w połowie lat 50. Może na pamiątkę tamtych miejsc nowe pasaże handlowe warto choć ponazywać imionami dawnych zaułków?

Autor artykułu: Tomasz Janoś

Odmieniona

Tuesday, July 24th, 2001

(TRZEBNICA) – Od momentu, kiedy wybudowano budynek Urzędu Miasta i Gminy w Trzebnicy w 1964 roku, nie był on remontowany. Teraz musimy zrobimy to „na raty”. Okna były w takim stanie, że w każdej chwili mogły wylecieć. W dodatku były tak nieszczelne, że rozwiewało nam papiery, które leżały na biurkach – mówi burmistrz Trzebnicy Jerzy Hołdanowicz.

Remont budynku rozpoczęto od tego, co było najważniejsze – od wymiany okien, które były nieszczelne, co powodowało duże straty ciepła. Już teraz widać efekty. Właśnie kończone są prace związane z elewacją, docieplaniem i wykończeniem ścian bocznych i frontowej. W roku 2002 planowany jest remont wnętrza, w tym – może jeszcze wymiana drzwi wejściowych.
W gminie Trzebnica kończy się zakładanie wodociągów.
W tym roku planowane są także remonty ulic: Jędrzejowskiej (inwestycja rzędu 1 mln zł), Wojska Polskiego, Kościuszki, Słonecznej, Kościelnej i być może jeszcze Matejki.
Plonowane jest przeniesienie dworca autobusowego (w jego miejsce miałby powstać duży parking) i targowiska. Na ten cel potrzeba około 1 mln zł.

Autor artykułu: Joanna Pałka

Zmienią wynik?

Tuesday, July 24th, 2001

(WROCŁAW) Być może wynik niedzielnego meczu żużlowców Atlasa z Polonią Piła (57:33) zostanie zweryfikowany na 57:30. Wszystko przez 5. bieg, w którym pilanie Jarosław Hampel i Sławomir Drabik zamienili się – niezgodnie z regulaminem – polami startowymi, a koniec końców sędzia uznał wyścig za ważny. Zakończył się on remisowo, ale trzy oczka wywalczone przez Hampela mogą zostać zabrane i odliczone od dorobku gości. To jednak nic pewnego. Na razie wiadomo tylko, że wczoraj kontrakt z pilanami podpisał Gary Havelock!

Przypomnijmy, że po 5. biegu meczu Atlasa z Polonią Piła sędzia Józef Piekarski zreflektował się (ktoś mu w tym pomógł), że Drabik zamienił się polem startowym z Hampelem. Pierwotnie arbiter nakazał powtórkę biegu, ale po chwili spiker oznajmił, że kierownictwo obu drużyn doszło do porozumienia i uznało bieg za odbyty. Trochę to dziwnie zabrzmiało, czyniąc z arbitra (który podjął błędną decyzją) pionka. Jeśli – załóżmy – sędzia wykluczyłby Drabika za podcięcie Sawiny, ale kierownictwo obu zespołów uznałoby że faulu nie było, to Drabik też miałby uczestniczyć w powtórce? Na szczęście po czterech wyścigach Atlas prowadził już 18:6, jednak w przypadku meczu na styku wrocławianie na pewno składaliby protest.

W Krakowie inaczej

Żeby było ciekawiej, do identycznego wykroczenia doszło w niedzielę podczas meczu II ligi Wanda Kraków – Iskra Ostrów, ale tam arbiter podjął inną decyzję. Po 11. biegu był remis 33:33, a nad stadionem przeszła burza. Tyle że właśnie w 11. biegu (zakończnym remisem 3:3) torami zamienili się gospodarze, na co goście zareagowali protestem. Sędzia rozpatrzył go pozytywnie i wykluczył obu krakowian, zmieniając wynik biegu na 5:0 dla gości i tym samym wynik meczu na 35:30 dla Iskry. I tak się on zakończył, bo z powodu ulewu meczu nie dokończono. Za identyczne przewinienie jedni ponieśli konsekwencje, inni nie. Jeszcze nie?

Z salonów do baru mlecznego

Wczoraj kontrakt z pilską Polonią podpisał mistrz świata z 1992 roku, Anglik Gary Havelock, który ma pomóc ekipie Janusza Michaelisa pokonać w następnej kolejce u siebie Pergo Gorzów. To dla obu ekip najpewniej mecz o pierwszą czwórkę ekstraligi – zwycięzca będzie walczył o medale, przegrany o utrzymanie. Wydaje się jednak, że w przypadku pilan to mecz nie tylko o pierwszą czwórkę, ale o… utrzymanie. Jeśli Polonia miałaby znaleźć się bowiem w tej słabszej czwórce, to przy obecnej dyspozycji miałaby duże szanse na degradację do I ligi. Ten zespół jest przecież teraz rozbity, a o przeżywającym nie tylko sportowe, ale też osobiste kłopoty Jacku Gollobie prezes Wiesław Wilczyński mówi krótko: – On w czasie zawodów nawet nie wie, czy znajduje się na zawodach.
- Kto jadł przez dłuższy czas na salonach, ten może mieć problemy z przerzuceniem się na jedzenie w barze mlecznym – tak określił ewentualną walkę Polonii o utrzymanie się prezes leszczyńskiej Unii, Rufin Sokołowski, współautor, kto wie czy nie największej niespodzianki ligowej bieżącego sezonu.

Cel uświęca środki

Mało kto wierzył, że leszczyńska Unia będzie w stanie pokonać na wyjeździe Polonię Bydgoszcz. Ale wierzył prezes Sokołowski, który przesłał wcześniej do Bydgoszczy skład krajowy, ale na zawody wysłał już zagraniczny. I Unia zwyciężyła 48:42, bo bydgoszczanie ściągnęli na mecz tylko jednego obcokrajowca Marka Lorama. Poza tym w czasie drugiej serii sędzia Marek Wojaczek wykluczył do końca zawodów Tajcherta. – To była analogiczna sytuacja do wykluczenia Dadosa w Toruniu i mam o nią pretensje – mówił nam wczoraj trener bydgoszczan Andrzej Koselski. – Tajchert upadł po walce w kontakcie, szybko wstał, ale go zatkało i przykucnął. Teraz po upadku trzeba po prostu leżeć i czekać aż przyjedzie karetka.

Powiesili?

Tak czy owak, Sokołowskiemu udało się uśpić czujność bydgoszczan, bo wcześniej przesyłał on na wyjazdowe mecze krajowe składy i słowa dotrzymywał. Tym razem jednak nie dotrzymał, bo musiał wiedzieć, że Bydgoszcz ściąga tylko Lorama i… poczuł krew. Teraz Sokołowski szykuje się na podbój Torunia – z Leigh Adamsem i Stevem Johnstonem, bo Ales Dryml ma w przyszłą niedzielę zajęty termin. A Bydgoszcz? Na łamach sobotniego „PS” dyrektor Polonii Andrzej Polkowski zapowiadał, że oprócz Lorama pojedzie też Lyons, argumentując. – Nie możemy ryzykować. Gdybyśmy przegrali ten mecz, kibice by nas powiesili.
Wczoraj nie udało nam się dodzwonić do bydgoskiego klubu – telefon miczał. Czyżby… już było po egzekucji?

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Wójcik w Grecji?

Tuesday, July 24th, 2001

(WROCŁAW) Wczoraj odbył się pierwszy trening koszykarzy Idei Śląska Wrocław przed nowym sezonem. Niestety na pierwszych zajęciach nie pojawił się Adam Wójcik. Reprezentacyjny skrzydłowy jeszcze przez rok ma ważny kontrakt ze Śląskiem, jednak wczoraj przebywał w Atenach, gdzie negocjował warunki umowy z greckim Peristeri, podobnie jak Śląsk występującym w elitarnej Eurolidze.

Jeśli Peristeri zdecyduje się na zatrudnienie w tym sezonie Adama Wójcika, będzie musiało, zgodnie z kontraktem zawodnika zapłacić Śląskowi spore odszkodowanie. Nieoficjalnie mówi się o kilkuset tysiącach dolarów. Co na to wszystko szef Idei Śląska, Grzegorz Schetyna? – W tej chwili Adam nadal jest naszym zawodnikiem, ale dzwonił do mnie i informował mnie o rozmowach z Grekami. Dziś wieczorem zawodnik wraca z Aten do Wrocławia i będziemy rozmawiać o jego dalszej przyszłości – powiedział nam Schetyna.
Wraz z Wójcikiem do Polski ma także przylecieć przedstawiciel greckiego klubu, który będzie omawiał szczegóły przejścia reprezentacyjnego skrzydłowego do Peristeri.
Wójcik jeszcze nie wylądował w Helladzie, a już plotkuje się, kto zastąpi go w Śląsku. W pierwszej kolejności pada nazwisko świetnego Rosjanina – Andreja Fetissowa. Szef Idei Śląska, już wcześniej interesował się graczem CSKA Moskwa, ale ostatecznie zrezygnował z niego mówiąc, że to ta sama pozycja co Wójcik. A jak teraz wygląda sprawa 29-letniego skrzydłowego? – Oczywiście, że Fetissow wchodzi w grę, jeśli Wójcik odejdzie, będziemy szukać klasowej czwórki – powiedział Schetyna.
Spekuluje się, że teraz prezes Schetyna będzie miał do dyspozycji spore pieniądze na nowych zawodników. Kilkaset tysięcy dolarów za Wójcika plus ok. 200 tys. dolarów, które przeznaczone była na zobowiązania kontraktowe wobec Adama, daje razem kwotę za którą można zatrudnić dwóch klasowych zawodników. A może jednego? Charles O’Bannon mówił coś o ogromnych pieniądzach za grę w Śląsku, teraz je mamy, więc może Charlie do nas wróci.
To jednak sprawa na kolejne tygodnie. W tej chwili spodziewamy się we Wrocławiu rozgrywającego Branko Milisavlijevicia, a także nowego centra. – Nazwisko naszego podstawowego środkowego powinniśmy poznać pod koniec tygodnia – poinformował Schetyna.

Autor artykułu: Tomasz Hucał

Galiński, jak zawsze

Monday, July 23rd, 2001

(WAŁBRZYCH) Marek Galiński z zawodowej grupy PZU Lotto wygrał rywalizację seniorów na trasie VII Coross Country MTB w podwałbrzyskim Książu. Za nim uplasowali się dwaj zawodnicy CCC Mat Giant Piechowice: Dariusz Gil i Piotr Formicki.

Organizatorzy książąńskiego wyścigu obawiali się silnych opadów deszczu, które mogły zakłócić niedzielne zawody. Na szczęście już w sobotę przestało padać i był czas na naprawę zniszczeń na trasach wyrządzonych przez wodę.
Na starcie wszystkich kategorii wiekowych stanęło w sumie 130 uczestników, którzy mieli do pokonania pętlę o długości 5,7 km (im starsza kategoria, tym więcej okrążeń).W najmłodszych kategoriach dziewczęcych i chłopięcych ton na rywalizacji nadawało rodzeństwo Pyrgiesów. Kryspin, najstarszy z trójki rodzeństwa, jeżdżący w barwach Optexu Opoczno, mimo defektu łańcucha, zdołał dotrzeć do mety z ponad półtoraminutową przewagą nad drugim na kresce Jirim Friedlem z Czech.
- Trasa była bardzo trudna – przyznał na mecie triumfator wyścigu juniorów młodszych. – Stawka rywali byłą bardzo wyrównana, ale w końcówce zachowałem więcej sił i wygrałem. Jego siostra Marlena zwyciężyła w rywalizacji juniorek młodszych, wyprzedzając Monikę Grzebinogę z CCC Mat Piechowice i trzecią z klanu Pyrgiesów – Magdalenę, której przed metą zakleszczył się łańcuch i kreskę musiała pokonywać pieszo.
Bardzo ciekawie przebiegała walka kobiet. Niemal do samego końca trwała zaciekła rywalizacja pomiędzy naszymi najbardziej utytułowanymi zawodniczkami: Anną Szafraniec i Magdaleną Sadłecką z Lotto PZU. Ostatecznie z przewagą zaledwie 11 sekund pierwsza na linii mety zameldowała się starsza Szafraniec. Emocjonujący był także wyścig w kategorii elite mężczyzn. Tu niemal świętą wojnę stoczyli Marek Galiński z Lotto PZU z Dariuszem Gilem z CCC Mat Giant Piechowice. – Niestety, już na pierwszej pętli przewróciłem się na piachu przy wjeździe na trawers – relacjonuje Dariusz Gil. – Dość mocno uszkodziłem sobie kolano, ale cały czas jechałem do mety. Niestety, nie byłem jednak w stanie pokonać Marka.

Autor artykułu: Robert Radczak

Było mokro i groźnie

Monday, July 23rd, 2001

(JELENIA GÓRA) Jeszcze przed północą, mimo ulewnego deszczu, sytuacja nie zapowiada problemów. Stan wody rzeki Kamiennej nie przekraczał stanu alarmowego. Jednak kilka godzin później rzeka ta zalała wiele ulic Jeleniej Góry.

Pierwsza w nocy – dramat. Raptownie zwiększa się stan wody wszystkich rzek. Piąta nad ranem: stan Kamiennej wynosi już 320 cm. To tylko 60 cm mniej niż cztery lata temu, podczas powodzi tysiąclecia. Później woda z rzek i potoków zalewa drogi. Nieprzejezdne są odcinki ulic Wrocławskiej i Wolności. Nie można dojechać do Szklarskiej Poręby. Na skutek podtopienia jezdni dwie karetki pogotowia skierowane do zawału i porodu nie mogą dojechać w miejsce zdarzeń. Do pomocy ludziom dotkniętym ulewą wyruszają 23 wozy straży pożarnej. Wzywa się pomoc z ościennych, spokojniejszych powiatów. Do akcji wkraczają samochody do udrożnienia kanalizacji. Jest beczkowóz z wodą pitną dla zalanej Maciejowej. Transport dla ewentualnych ewakuacji zapewnił Miejski Zakład Komunikacyjny. Około 10.00 przestaje padać deszcz. Szacunek strat trwa.

Autor artykułu: Konrad Przezdzięk

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 1:0 w inauguracji sezonu I ligi

Monday, July 23rd, 2001

(WROCŁAW) Piłkarze Śląska sprawili kibicom miły prezent na inaugurację nowego sezonu ekstraklasy i zasłużenie pokonali faworyzowaną Legię Warszawa 1:0. Wrocławski zespół zagrał bardzo ambitnie i walecznie, co w zupełności pozwoliło na przejęcie inicjatywy z popadającą w coraz większą przeciętność Legią. Należy jednak dodać, że świetny mecz w WKS-ie zagrali Piotr Włodarczyk, Krzysztof Szewczyk oraz Dariusz Sztylka.

Jeszcze rano w sobotę inauguracja ligi we Wrocławiu stała pod znakiem zapytania, gdyż obfite opady deszczu w całości zalały boisko przy Oporowskiej. Na pomoc klubowi przybyła jednak straż pożarna, która po wielu godzinach pracy ostatecznie wypompowała z murawy olbrzymie ilości “deszczówki”.
Co ciekawe na trybunie odkrytej znalazła się 150-osobowa grupa fanów Legii. PZPN na pół roku zabronił wpuszczać kibiców z Warszawy na stadiony rywali, więc fani Śląska na własną odpowiedzialność pozwolili na wpuszczenie na trybuny legionistów i należy powiedzieć, że obie grupy zachowywały się bez zarzutu (ani jednego wyzwiska!). Przed spotkaniem na trybunach zauważyliśmy także dawno nie widzianego Ryszarda Sobiesiaka.
Początek meczu nie był najciekawszy. Emocje zaczęły się gdy w 31 minucie Cezary Kucharski trafił z 5 metrów w… bandę reklamową. Na stadionie rozległ się śmiech, a chwilkę potem ironiczne skandowanie “Czarek Kucharski, Czarek Kucharski”. Odpowiedź Śląska była natychmiastowa. Dariusz Sztylka wypuścił do boju Piotra Włodarczyka, ale ten przegrał pojedynek “sam na sam” z Wojciechem Kowalewskim. Kilka minut później znów Sztylka świetnie podał , tym razem Dariuszowi Filipczakowi, który niestety trafił wprost w golkipera Legii. Kolejna akcja przyniosła już Śląskowi bramkę i po asyście Włodarczyka do siatki trafił Sławomir Nazaruk. Chwilę potem, doszło do spięcia pomiędzy Krzysztofem Szewczykiem, a Kucharskim, który po prostu nadepnął na twarz wrocławianina. Bardzo słabo dysponowany sędzia Tomasz Mikulski oczywiście tego zdarzenia nie zauważył, “Kucharz” nie zobaczył żadnej kartki, a Szewczykowi w okolicach oka założono… cztery szwy.
W drugiej połowie wrocławianie ambitnie dążyli do podwyższenia wyniku, a najwięcej zamieszania siał Włodarczyk, który dopiero w piątek podpisał nowy kontrakt. Grająca bez żadnej koncepcji Legia stworzyła jednak dwie dobre sytuacje. W słupek trafił Bartosz Karwan, a nieco później doskonałą sytuację zmarnował Marcin Bojarski. To było wszystko na co było stać Legię i Śląsk odniósł zasłużone zwycięstwo na inaugurację nowego sezonu.
Warto odnotować, że w II połowie w Śląsku zadebiutował 36-letni Marek Grabowski.

Autor artykułu: Michał Karpiński

Gaz nie wybuchł

Saturday, July 21st, 2001

(WROCŁAW) Czerwona taśma zagradza wjazd na ulicę Zakrzowską. Policjanci nie pozwalają nikomu wejść, ani wjechać na ulicę. – Nikt tędy nie przejdzie, dopóki nie upewnimy się, że nie ma zagrożenia wybuchem – mówią zgodnie policjanci i strażacy zabezpieczający teren.

- Około 15.20 doszło do trzech eksplozji, jednej słabszej i dwóch dość silnych – mówi komisarz Piotr Schiller z Komisariatu Policji Wrocław-Osiedle. – Ostatni z wybuchów był tak duży, że świadkowie widzieli czterometrowy słup ognia wydostający się spod ziemi. Podejrzewaliśmy, że została uszkodzona instalacja gazowa, dlatego zamknęliśmy ulicę.
Do eksplozji doszło na przystanku autobusowym przy ul. Zakrzowskiej, na przeciwko zakładów Stolbud. Na szczęście w tym czasie nikt nie czekał na autobus, nie było też przechodniów.
- Gdyby ktoś stał na przystanku, na pewno doszłoby do tragedii – mówili zgodnie strażacy.
Początkowo podejrzewano, że przyczyną wybuchów była nieszczelność instalacji gazowej biegnącej pod chodnikiem. Strażacy natychmiast po przybyciu na miejsce sprawdzili stężenie gazu i stwierdzili, że nie odbiega ono od normy.
- Prawdopodobnie eksplodowało złącze na kablu energetycznym, dlatego kazaliśmy natychmiast odciąć zasilanie – mówi aspirant Tomasz Kaptur, zastępca dowódcy jednostki ratowniczo-gaśniczej nr 5 we Wrocławiu. – Na razie wiemy, że gaz się nie ulatnia, więc nie zarządzaliśmy ewakuacji. Czekamy teraz na ekipę z zakładów energetycznych, która odkryje kabel i sprawdzi uszkodzenia. Zorientujemy się wtedy, czy w pobliżu przebiega instalacja gazowa i czy nie ma zagrożenia kolejnymi wybuchami.
Pracownicy zakładu energetycznego, którzy przybyli na miejsce potwierdzili przypuszczenia strażaków. Uszkodzeniu uległ kabel średniego napięcia. Pracownicy pogotowia energetycznego zapewnili nas, że odbiorcy nie odczują skutków awarii, a ekipa naprawcza natychmiast przystąpiła do usuwania awarii.

Autor artykułu: (JGK)

Festyn na Pilczycach

Friday, July 20th, 2001

Atak policyjnego śmigłowca na samochód bandytów, obrona przed zamachem terrorystycznym i desant policyjnych antyterrorystów to nie etapy obławy na groźnego przestępcę, ale punkty programu Wielkiego Fwestynu Policyjnego, który rozpocznie się w sobotę o godzinie 15.00 na Pilczyckim stadionie (róg Lotniczej i Metalowców).

W programie festynu znajdą się także: prezentacje sprawności antyterrorystów, pokazy tresury policyjnych psów,
spotkanie z przyjacielem dzieci komisarzem Lwem oraz gościem z Niemiec – policyjnym dinozaurem Poldi. W miasteczku ruchu drogowego będzie można zdobyć kartę rowerową, a oprócz tego wysłuchać koncertu orkiestry policyjnej, kibicować zawodnikom biorącym udział w meczu
piłki nożnej Policja – VIP-y, oznakować rower i inne wartościowe przedmioty oraz spróbować policyjnej grochówki.
Organizatorzy będą udzielać porad, jak żyć bezpiecznie, jak pracują policyjni technicy, jak udzielać pierwszej pomocy.
Tego samego dnia od godziny 11.00 do 12.00 policjanci zapraszają na wrocławski Rynek, gdzie najmłodsi będą mogli spotkać się z komisarzem Lwem i dinozaurem Poldi.

Autor artykułu: maga