Archive for July, 2001

Wilgotna aura daje owoce

Tuesday, July 31st, 2001

(REGION JELENIOGÓRSKI) Mokry i ciepły lipiec bardzo ucieszył amatorów grzybobrania. W lasach zaczął się letni wysyp. Możliwe, że w sierpniu będzie zatrzęsienie borowików!
Na razie sporo grzybów, najczęściej koźlarzy i prawdziwków, jest w górskich lasach. Wysyp zaczyna się w Borach Dolnośląskich.

Najwięcej owoców leśnego runa znaleźć można w lasach Lubuszczyzny, dokąd chętnie jeżdżą mieszkańcy naszego regionu. – Obfitego wysypu bliżej Jeleniej Góry można spodziewać się w pierwszej dekadzie sierpnia – przypuszczają znawcy grzybobrania. Wtedy też amatorzy grzybów ruszą w las. Oprócz borowików, czekają tam na nich dorodne w tym roku jagody.

Autor artykułu: (CG)

Wbrew prawu

Tuesday, July 31st, 2001

(POWIAT JELENIOGÓRSKI) Straż Graniczna ma twardy orzech do zgryzienia na przełęcz Karkonoskiej. Turyści masowo łamią prawo i nielegalnie przekraczają granicę. Przy granicy położone są dwa schroniska, czeska Spindlerowa Bouda i polskie Odrodzenie.

W pogodne dni ruch jest tak duży, że turyści nawet nie zdają sobie sprawy, że przekraczają granicę państwową. Czeskie schronisko, w którym na spragnionych czeka dobre i tanie piwo znajduje się dosłownie kilkanaście metrów od granicy. Jednak w tym miejscu, podobnie jak na Śnieżce, nie ma turystycznego przejścia granicznego. Strażnicy pełniący służbę w tym miejscu często nie są wstanie zapanować nad turystami, którzy nie rozumieją, dlaczego góry w tym miejscu są podzielone. O uruchomienie turystycznego przejścia na przełęczy Karkonoskiej Polska stara się już od wielu lat. Czesi nie godzą się na powstanie przejścia turystycznego, a żądają, aby powstało tam przejście drogowe. Od strony czeskiej można do przełęczy dojechać bowiem samochodem. Po naszej stronie budowa drogi nie została zakończona przez Niemców, którzy tędy, rękami więźniów prowadzili drogę na drugą stronę gór. W jej dokończeniu przeszkodziło zakończenie działań wojennych. Po wojnie nikomu, również ze względów militarnych, nie zależało na dokończeniu drogi, prowadzącej w skrajnie trudnych warunkach terenowych. Natomiast gdy granice przestały być miejscem najwyższej wagi państwowej, państwo nie miało pieniędzy na tę inwestycję.

Autor artykułu: Marek Komorowski

Czekają

Tuesday, July 31st, 2001

(TRZEBNICA) Ulica Jędrzejowska w Trzebnicy nie była remontowana od 1989 roku. A w zasadzie, nigdy nie miała zrobionej nawierzchni. – Tutaj są tylko koleiny i dziury – skarży się pan Edward. Ale być może już w sierpniu droga zostanie zbudowana…

Ulica Jędrzejowska znajduje się na peryferiach Trzebnicy. Przy niej stoją ładne domki jednorodzinne.
- Owszem, to jest osiedle domków jednorodzinnych, ale tu tez znajduje się dużo warsztatów samochodowych i hurtowni – opowiada pan Edward. – Problem w tym, że tu samochody dość szybko jeżdżą. I zastanawiam się tylko, w jaki sposób nam tę ulicę wybudują, czy będą ograniczniki prędkości?
Dziennie ulicą Jędrzejowską przejeżdża blisko 1000 samochodów. Ruch, więc jest niemały.
- Ulica rozchodzi się w kilku kierunkach, a z tego, co mi wiadomo, zostanie wybudowany tylko jej fragment, dlaczego? – pyta pan Edward.
Odpowiedź jest prosta. Nie ma pieniędzy, a w planach jest ujęty tylko ten fragment, który jest niezbędny i…
- Wybudujemy tylko nawierzchnię, ale bez chodników – poinformował nas Zbigniew Zarzeczny, kierownik Wydziału Techniczno-Inwestycyjnego Urzędu Miasta w Trzebnicy. Dlaczego? Widocznie mieszkańcom chodniki nie są potrzebne…

Autor artykułu: (JAR)

Władza na łączach

Monday, July 30th, 2001

(JELENIA GÓRA) – Z całej okolicy wszystkie psy trafiały na ten jeden kawałek zielonej trawki – tłumaczył Czytelnikowi naszej gazety Bogusław Gałka, wiceprezydent Jeleniej Góry. Choć jest on odpowiedzialny za kulturę i oświatę w mieście, odbierał telefony w różnych sprawach.

- Jeśli nie ma pieniędzy, to trudno zorganizować dobrą imprezę – odpowiedział B. Gałka Czytelnikowi zaniepokojonemu kulturalnym staczaniem się Jeleniej Góry. – Jeśli impreza ma być na poziomie, to zespołowi trzeba zapłacić. Teraz wszyscy się cenią i koszty są takie a nie inne. Tymczasem wszystko zależy od polityki kreowanej przez rząd i parlament. W tej sytuacji na dole jest po prostu trudniej. – Zgadzam się z panem, że sytuacja w kulturze jest dramatyczna, ale robimy, co się da, aby było lepiej – zapewnił B. Gałka. Pomysłem na uzdrowienie repertuarowe sceny teatru Norwida jest wymiana przedstawień. Jeleniogórscy aktorzy pojadą do Wałbrzycha i Legnicy, zaś spektakle stamtąd trafią do Jeleniej Góry.
Pieski świat
- W śródmieściu biegają hordy bezpańskich psów – pożalił się Bogusławowi Gałce kolejny Czytelnik. – Zwierzęta gryzą dzieci. Kawałek zielonego terenu przed budynkiem jest niesamowicie zanieczyszczony – usłyszał B. Gałka. – Jest uchwała o funkcjonowaniu psów w społeczności miejskiej – odpowiedział B. Gałka. – Powinien być wyprowadzony na smyczy, w kagańcu. Właściciel powinien sprzątać odchody. Niestety – rzadko się zdarza, że tak się dzieje. Ustawa o ochronie zwierząt daje im czasami większe prawa niż ludziom. Bardzo trudno ustalić właściciela psa. Hycla nie ma, bo to zakazane. Kto podejdzie i ujarzmi zwierzę? – zastanawia się Bogusław Gałka.
Pustynia w Cieplicach?
- Uzdrowiskowa część Jeleniej Góry to pustynia kulturalna – stwierdził następny rozmówca naszego gościa.- Rzeczywiście, mało tam placówek kultury – przyznał Bogusław Gałka. – Są próby tworzenia niepublicznego ośrodka kultury. Pomoc zadeklarował prezydent Józef Kusiak. Jeśli powiedzie się restrukturyzacja teatru Norwida z Teatrem Animacji, to na bazie teatru zdrojowego spróbujemy stworzyć sensowną placówkę. Na pewno nie straci na tym scena w Cieplicach. A może wiele zyskać – powiedział Bogusław Gałka.

Autor artykułu: Konrad Przezdzięk

Nie ma stanu zagrożenia

Monday, July 30th, 2001

(JELENIA GÓRA) – Z całą pewnością obszar powiatu jeleniogórskiego jest wolny od zagrożenia BSE – tłumaczy Roman Charchut, powiatowy lekarz weterynarii. – Od 1 września trzeba badać wszystkie sztuki bydła w wieku powyżej 24 miesięcy, ubojnie, itp. Kontrolujemy także stopień zagrożenia pryszczycą, nie stwierdzając żadnych ognisk tej choroby.

Pryszczyca „przyszła” z… Chin, przeniesiona do Londynu przez dostawy mięsa do tamtejszych chińskich restauracji. Potem, w marcu br. pojawiła się na kontynencie. W Holandii i Francji stanowi prawdziwy kłopot, bo – mimo ogromnych środków – nie udało się zlikwidować tej choroby, aczkolwiek ograniczono jej zasięg. R. Charchut poinformował, iż rządy krajów UE wypłacają rolnikom pełne odszkodowania za wybijane stada i tym samym rolnicy nie mają żądnych powodów, by ukrywać chore sztuki, czy próbować mimo zagrożeń sprzedawać mięso potencjalnie chorych zwierząt.
W Polsce sytuacja jest nieco inna. Inne kłopoty mają inspektorzy weterynaryjni, szczególnie w terenach nadgranicznych. Oni bowiem mają przewidziane środki na ochronę weterynaryjną w obszarze działania. Nie mają ich jednak na ochronę granic. W takiej sytuacji , jak zagrożenie BSE lub pryszczycą, stanowi to duży problem. W ogóle w granicach Dolnego Śląska tylko na dwóch przejściach, w Kudowie-Słonem i Jędrzychowicach jest pełna obsługa weterynaryjna, inne nie są obsługiwane całodobowo.

- Nie lekceważyłbym, ale i nie demonizował zagrożenia BSE – mówił R. Charchut. – Wystarczy porównać, iż do Polski w latach 1990 – 95 importowano ok. 30.000 szt. Bydła z krajów UE, a do zdecydowanie mniejszej Słowacji – 100.000. Istniał już wówczas obowiązek rejestracji. Ciekawostka: pewna mieszkanka Mysłakowic uzyskała jedno zezwolenie na dostawę bydła z Zachodu w tamtym okresie, ale nigdy to zezwolenie nie zostało zrealizowane.

Autor artykułu: (CG)

Metal gotyk w Bolkowie

Monday, July 30th, 2001

BOLKÓW) W piątek, sobotę i niedzielę uroczy Bolków odwiedziło mnóstwo młodzieży ubranej na czarno. Powód? Festiwal Castle Party 2001 (nie było jakiejś polskiej nazwy?).

W piątek doszło do kilku awantur dlatego na resztę weekendu organizatorzy zatrudnili dodatkowych ochroniarzy. Przeszukiwane były bagaże. Nie wolno było wnosić alkoholu. Natomiast pod dostatkiem było go na zamku. Zresztą młodzież potraktowała koncerty wakacyjnie i więcej jej zalegało na bolkowskim ryneczku niż na dziedzińcu koncertowym. Dziwi trochę jak miejscowa policja ukoiła sumienie pozwalając tłumom dziatwy w czarnych koszulkach raczyć się piwskiem w miejscach naprawdę publicznych. Między innymi na trawniku po kościołem oraz balkonikach arkad. Tabuny lekko podkręconych dzieciaków z niepustymi rękami przechadzały się pod nosem policjantów nie spotykając się choćby z reprymendą. A muzyka? Coś w niej pewnie jest, jeżeli do Bolkowa zjechało ponad tysiąc jej wielbicieli. Na mnie nie działała. Być może dlatego, że na średniowiecznym zamku gotyk w metalu trochę razi.

Autor artykułu: (WĘG)

Miodowy miesiąc

Friday, July 27th, 2001

(JELENIA GÓRA) Czy wrześniowa Jelenia Góra stanie się dolnośląskim centrum rozrywki i wydarzeń kulturalnych? W mieście pojawią się znane twarze z telewizora i nazwiska z pierwszych stron gazet. Okazja? Kolejny Wrzesień Jeleniogórski. – Takiej imprezy dawno nie było – zapowiada Janusz Nagórny, dyrektor Regionalnego Centrum Kultury.

Organizacja sztandarowej imprezy w mieście od kilku lat budzi sporo emocji. Kiedyś Wrzesień Jeleniogórski był świętem, na którym – w latach kryzysu – można było kupić niedostępne normalnie towary. Jednak po ustrojowej transformacji, impreza nie mogła znaleźć nowej, ciekawej formuły. Czy kolejna edycja imprezy nie okaże się fiaskiem?
Jaka przyszłość?
- Chcemy nawiązać do Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku bądź święta wrocławskiej ulicy Świdnickiej – mówi Janusz Nagórny. – To jest potrzebne dla klimatu Jeleniej Góry. Na pomysł zorganizowania święta ulicy 1 Maja wpadł Miejski Ośrodek Kultury. Będą festyny, zabawy i śmieszne konkursy. To nie jedyna nowość Września Jeleniogórskiego w nowej szacie.
Wraca uliczny
- Do Jeleniej Góry wraca festiwal teatrów ulicznych, który rozpocznie całą imprezę – tłumaczy Janusz Nagórny. Tej imprezie towarzyszyć będzie wystawa prac Rolanda Topora, znanego francuskiego rysownika czarnego humoru. Zaś w Jagniątkowie uroczyście zostanie otwarty dom noblisty Gerharda Hauptmanna. Do Jeleniej Góry trafi też Vratislawia Cantans z Mszą Flamenco Paco Peńi. – To wielkie wydarzenia dla miasta – komentuje J. Nagórny.
Wielkie nazwiska
Jeleniogórzanie będą też świętować na ulicy. Dwukrotnie – najpierw na całym staromiejskim trakcie będzie jarmark średniowieczny, a potem – święto ulicy 1. Maja. Potem – zlot najlepszych artystów: spektakl „Królowa Marysieńka u wód” w reżyserii Jerzego Zonia. Przyjadą między innymi Hanna Banaszak, Grzegorz Turnau oraz Jan Kanty-Pawluśkiewicz, autor muzyki. Będzie też wrześniowa noc kabaretowa na jeleniogórskim placu Ratuszowym. Rozbawią kabarety: Koń Polski, Rak. Rozśmieszał też będzie Tadeusz Drozda oraz Jadwiga i Tadeusz Kutowie. Będzie też trzecia edycja Muzycznych Karkonoszy: występy Trebuniów Tutków, K. Ścierańskiego, Żuków i innych grup zapowiadać będą znane z telewizji Agata Młynarska albo Katarzyna Dowbor. Nie zabraknie też tradycyjnego Festiwalu Muzyki Organowej (przyjeżdża światowej sławy dyrygent Kazimierz Kord). Na zakończenie zaśpiewa grupa Dharma z Hiszpanii, która zrobiła furorę na finałowym koncercie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka.
Dogadali się…
Tak bogaty program to efekt koordynacji działań wszystkich instytucji kultury w mieście. – Swój wkład wnoszą zarówno Miejski Ośrodek Kultury, Osiedlowy Dom Kultury na Zabobrzu, Dom Kultury Muflon z Sobieszowa – mówi Janusz Nagórny. Część imprez organizuje też kierowane przez niego Regionalne Centrum Kultury, które jednocześnie koordynuje organizację imprezy. Czy pozwoli to wyrwać się Wrześniowi Jeleniogórskiemu z kryzysu? Wkrótce się okaże. Nie wiadomo, jakie będą koszta imprezy. Organizatorzy zasłaniają się tajemnicą handlową.

Autor artykułu: Konrad Przezdzięk

Stadion na licytację

Friday, July 27th, 2001

(WROCŁAW) Agencja Mienia Wojskowego zamierza wystawić na licytację wrocławski stadion przy ul. Oporowskiej. Jeśli do tego dojdzie, piłkarze wrocławskiego klubu piłkarskiego mogą nie mieć gdzie grać.

Przypomnijmy, że Agencja Mienia Wojskowego zaproponowała gminie Wrocław kupno kompleksu przy ulicy Oporowskiej bez potrzeby organizowania przetargu, za kwotę 9 mln zł.
Niestety jak się wczoraj dowiedzieliśmy miasto nie jest raczej zainteresowane tą ofertą. – Miasta nie stać na zakup małego stadionu, mieszczącego ok. 10 tys. widzów, którego ewentualna rozbudowa i unowocześnienie kosztowałoby krocie. Na tym terenie nie ma po prostu miejsca na zbudowanie nowoczesnego, europejskiego stadionu na 30-40 tys. widzów. Tu zawsze może być tylko mały, miejski, rekreacyjny obiekt – powiedział wiceprezydent Wrocławia Andrzej Łoś.


Miejsce na pomnik
Pan wiceprezydent Łoś po raz kolejny pokazał jak bardzo zależy mu na wrocławskim sporcie. Z jednej strony chce budować nowoczesne obiekty, z drugiej pragnie zniszczyć stadion, gdzie obecnie gra pierwszoligowy klub. Może więc Śląsk będzie grał mecze ligowe w innym mieście, a nawet kraju. Np. w Czechach, przecież trener Śląska Petr Nemec pochodzi z Teplic, więc może załatwić obiekt dla Śląska. A na Oporowskiej postawimy pomnik pana Łosia, bo tyle miejsca chyba tam się znajdzie

Autor artykułu: (HUC)

Rezerwat absurdu

Friday, July 27th, 2001

(BOGATYNIA) – Jest takie miejsce pod Jasną Górą gdzie nikt nie mieszka, a powstaje park – mówi młody mężczyzna. – Mniej więcej dwa kilometry za Bogatynią, w połowie drogi do Jasnej Góry, w przydrożnym lesie robotnicy budują park.

- Mamy małe dzieci i chętnie chodzimy na spacery, ale tu nie ma gdzie wyjść – żali się Sławomir Biliński z Bogatyni. – Najbliżej jest park za biblioteką. Są tam alejki i stoją ławeczki, ale jeżdżą samochody. Pomysł jednak z parkiem pod Jasną Górą jest nieporozumieniem. Z centrum miasta do tego parku jest z pięć kilometrów. Ja bym proponował, żeby gospodarze miasta rozsądniej wydawali nasze wspólne pieniądze.
Park ma mieć około 300 metrów długości. Jak się dowiedzieliśmy, prace przy jego urządzaniu rozpoczęły się jesienią ubiegłego roku. Pracują tu robotnicy z Gminnego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Bogatyni i trzeba przyznać, że robią to szybko i solidnie. Jest jednak jeszcze sporo do zrobienia. Trzeba dokończyć umacnianie brzegów strumyka, wybudować na nim dwa mostki i kilkaset metrów chodników. Może uda się zakończyć prace przed zimą. Wszystko to ładnie, tylko ciągle powraca natarczywe pytanie, po co komu park w lesie?

Autor artykułu: Marek Żytomirski

Bombowy proces

Thursday, July 26th, 2001

(WROCŁAW) – Mieli jedynie potrząsnąć Karolem B. – mówił przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu Mirosław R., łódzki przedsiębiorca oskarżony o zlecenie wysadzenia konkurencyjnej fabryki. Przestępstwo mieli popełnić wrocławscy gangsterzy. Razem z Mirosławem R. na ławie oskarżonych zasiada 11 innych mężczyzn.
Większości z mężczyzn prokuratura postawiła zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, produkcji oraz podkładania bomb i handlu narkotykami.

O kierowanie grupą oskarżono Tomasza G., chorążego z wyższej szkoły oficerskiej we Wrocławiu. Oficjalnie – kierownika wojskowej kuchni, nieoficjalnie, majsterkowicza – pasjonata, amatora wybuchów. To właśnie on, zdaniem prokuratury, był mózgiem gangu producentów ładunków wybuchowych. Jedna z bomb eksplodowała przed dwoma laty w fabryce Karola B. w Łodzi.
Wczoraj przed sądem składał wyjaśnienia Mirosław R., oskarżony o zlecenie zamachu. Mężczyzna tylko częściowo przyznał się do winy.
- Nie wiedziałem o tym, że mężczyźni z Wrocławia zamierzają podłożyć ładunek wybuchowy w firmie Karola B. O eksplozji dowiedziałem się dopiero z gazet, po wybuchu w fabryce. Ja prosiłem ich by jedynie postraszyli mojego dłużnika. Karol miał mi oddać 260 tysięcy złotych za tkaniny, które dostarczyłem mu w 1998 roku do firmy krawieckiej. Nie chciał jednak zwrócić długu. Wtedy zwierzyłem się z mojego problemu Waldemarowi S., właścicielowi warsztatu samochodowego z Wrocławia. To on szybko zorganizował czterech mężczyzn, którzy podjęli się odzyskania wierzytelności.
Skąd Waldemar S. miał takie kontakty? Otóż, nieoficjalnie mówi się, że jest on jednym z ważniejszych we Wrocławiu paserów. Prawdopodobnie często do jego warsztatu trafiają kradzione samochody. Sąd wyłączył sprawę przeciwko niemu do odrębnego rozpoznania. Mężczyzna jest badany przez biegłych psychiatrów.
Zeznania obciążające gangsterów złożył świadek koronny. Dariusz S., pseudonim „Szczena”, brał udział w większości przestępstw.
- W styczniu 1999 przyjechało do mnie czterech mężczyzn z Wrocławia – mówił przed sądem Mirosław R. – Jeden z nich wyglądał jak taki „zakazany typ”. To był Dariusz S. To nieprawda, że nakłaniałem go, by podłożył bombę pod fabrykę mojego dłużnika. Obciąża mnie, żeby umniejszyć swoją rolę.
Łódzki przedsiębiorca ze skruchą podkreślał, że gdyby wiedział, iż przez znajomych z Wrocławia będzie miał tyle problemów, to zawiadomiłby prokuraturę o oszustwie popełnionym przez Karola B. Za próbę odzyskania długu na własną rękę grozi mu kara do 10 lat więzienia.

Autor artykułu: Renata Grochal