(WROCŁAW) – Mieli jedynie potrząsnąć Karolem B. – mówił przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu Mirosław R., łódzki przedsiębiorca oskarżony o zlecenie wysadzenia konkurencyjnej fabryki. Przestępstwo mieli popełnić wrocławscy gangsterzy. Razem z Mirosławem R. na ławie oskarżonych zasiada 11 innych mężczyzn.
Większości z mężczyzn prokuratura postawiła zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, produkcji oraz podkładania bomb i handlu narkotykami.
O kierowanie grupą oskarżono Tomasza G., chorążego z wyższej szkoły oficerskiej we Wrocławiu. Oficjalnie – kierownika wojskowej kuchni, nieoficjalnie, majsterkowicza – pasjonata, amatora wybuchów. To właśnie on, zdaniem prokuratury, był mózgiem gangu producentów ładunków wybuchowych. Jedna z bomb eksplodowała przed dwoma laty w fabryce Karola B. w Łodzi.
Wczoraj przed sądem składał wyjaśnienia Mirosław R., oskarżony o zlecenie zamachu. Mężczyzna tylko częściowo przyznał się do winy.
- Nie wiedziałem o tym, że mężczyźni z Wrocławia zamierzają podłożyć ładunek wybuchowy w firmie Karola B. O eksplozji dowiedziałem się dopiero z gazet, po wybuchu w fabryce. Ja prosiłem ich by jedynie postraszyli mojego dłużnika. Karol miał mi oddać 260 tysięcy złotych za tkaniny, które dostarczyłem mu w 1998 roku do firmy krawieckiej. Nie chciał jednak zwrócić długu. Wtedy zwierzyłem się z mojego problemu Waldemarowi S., właścicielowi warsztatu samochodowego z Wrocławia. To on szybko zorganizował czterech mężczyzn, którzy podjęli się odzyskania wierzytelności.
Skąd Waldemar S. miał takie kontakty? Otóż, nieoficjalnie mówi się, że jest on jednym z ważniejszych we Wrocławiu paserów. Prawdopodobnie często do jego warsztatu trafiają kradzione samochody. Sąd wyłączył sprawę przeciwko niemu do odrębnego rozpoznania. Mężczyzna jest badany przez biegłych psychiatrów.
Zeznania obciążające gangsterów złożył świadek koronny. Dariusz S., pseudonim „Szczena”, brał udział w większości przestępstw.
- W styczniu 1999 przyjechało do mnie czterech mężczyzn z Wrocławia – mówił przed sądem Mirosław R. – Jeden z nich wyglądał jak taki „zakazany typ”. To był Dariusz S. To nieprawda, że nakłaniałem go, by podłożył bombę pod fabrykę mojego dłużnika. Obciąża mnie, żeby umniejszyć swoją rolę.
Łódzki przedsiębiorca ze skruchą podkreślał, że gdyby wiedział, iż przez znajomych z Wrocławia będzie miał tyle problemów, to zawiadomiłby prokuraturę o oszustwie popełnionym przez Karola B. Za próbę odzyskania długu na własną rękę grozi mu kara do 10 lat więzienia.
Autor artykułu: Renata Grochal