Archive for June, 2001

Rodzinny urząd

Wednesday, June 27th, 2001

W radzie miasta i gminy oraz w urzędzie Piechowic panuje rodzinna atmosfera. Są w nich zatrudnione osoby, których łączą bliskie więzy krwi lub towarzyskie układy.

Na ostatniej sesji rady miejskiej Piechowic (5.06 br.) po raz pierwszy w tej kadencji, zadziałano przeciwko miejscowej władzy. 12 radnych zaproponowało odwołanie jednego z wiceprzewodniczących rady miasta i gminy, a jego wynagrodzenie przeznaczyć na sport. Wynik: 9 było za, 3 przeciwko, 5 się wstrzymało, choć nim doszło do głosowania, „naginano” radnych, by głosowali przeciwko odwołaniu.

- To precedens, bowiem do tej pory tylko ja się sprzeciwiałem przeciwko niektórym uchwałom – mówi radny Stanisław Wacyra. Zresztą od dawna bezskutecznie walczę o to, by posiedzenia każdej sesji odbywały się zgonie z regulaminem. Nie dzieje się tak, ponieważ na sesjach, które trwają zwykle niespełna godzinę, od razu dochodzi do głosowania, bez odczytania opinii komisji, bo ich nie ma.

Tak też przegłosowano budżet – kończy S. Wacyra.
Ostatnia sesja trwała ponad 3 godz. Jej efekt był zaskoczeniem dla burmistrza Stanisława Ejnika, który rządzi niepodzielnie drugą kadencję, w myśl krążącego po Piechowicach powiedzonka, że burmistrz to jednocześnie cały zarząd i rada.
Lukratywne posady
Powiedzonko nie jest pozbawione racji. Burmistrz i jego znajomi dobrze zarabiają. On sam (wynagrodzenie brutto): 8088 zł, sekretarz urzędu – Krystyna Chmielewska – 5242 zł, skarbnik – Halina Kruszyk – 4557 zł, jej zastępczyni – Jadwiga Kublicka – 3116 zł, natomiast Gertruda Dechnik (żona członka zarządu) jako inspektor d/s kadrowych, zastępca kierownika USC oraz osoba zajmująca się sprawami oświaty, sportu i rekreacji – 3080 zł. W urzędzie pracuje także zięć państwa Dechników jako inspektor d/s inwestycji. Siostra żony członka zarządu – Józefa Petrowa – Halina Mańczyk jest inspektorem d/s komunalnych UM. Nawet kierowca na pół etatu zarabia 1046 zł, a sprzątaczka na całym etacie – 1347 zł. Do tego dochodzą premie – około 50 tys. zł rocznie, dla wszystkich pracowników (23,5 etatu), obsługujących miasto liczące 4600 mieszkańców. Cała gmina ma około 8 tys. mieszkańców.
Płace urzędnicze pochłaniają dziesiątą część rocznego budżetu. Utrzymanie radnych kosztuje dodatkowo podatników około 100 tys. zł.
Rodzinne etaty
W przedsiębiorstwach podległych piechowickiej władzy też sporo znajomych. Córka burmistrza jest szefową, bez konkursu, Zakładu Usług Komunalnych z pensją 1300 zł – netto. Zatrudniony jest też w ZUK chłopak córki burmistrza. W oczyszczalni, podległej ZUK, księgową jest jedna z córek skarbniczki miasta za 1100 zł oraz żona wiceprzewodniczącego rady – Wacława Diłaja – Halina.
Wysokie wynagrodzenia i powiązania rodzinno – towarzyskie w urzędzie i samorządzie przekonują piechowiczan, że burmistrz zwany “wielkim bratem” jest nie do ruszenia. Wszystko jednak ma swoje granice wytrzymałości. Krąży po Piechowicach stwierdzenie, że każdy inny na stanowisku burmistrza, byłby lepszy od S. Ejnika.

Autor artykułu: Janusz Cwen

Kaucja za przestępcę

Wednesday, June 27th, 2001

- Decyzją sądu Krzysztof K. został zwolniony za poręczeniem finansowym – mówi prokurator rejonowy Adam Zieliński. – Osobiście uważam, że dla dobra śledztwa powinien zostać aresztowany.

W ubiegłym tygodniu policjanci z Bolesławca zatrzymali Krzysztofa K., znanego handlarza kradzionymi samochodami. Mężczyzna jest podejrzany o udział w kradzieży audi A- 8 wartości 220 tys. zł, która miała miejsce w Bolesławcu kilka tygodni temu.
Policja wnioskowała o tymczasowy areszt dla podejrzanego. Do tej decyzji przychyliła się także prokuratura. Sąd jednak postanowił zwolnić Krzysztofa K. za poręczeniem finansowym w wysokości 25 tys. zł. Pieniądze szybko wpłacono i przestępca wyszedł na wolność.
- Prokuratura zamierza złożyć zażalenie na decyzję sądu rejonowego w Bolesławcu – mówi Adam Zieliński. – Sąd wyższej instancji zdecyduje czy zwolnienie Krzysztofa K. było zasadne.

Adam Zieliński

Autor artykułu: (MAR)

Przytułek po przejściach

Wednesday, June 27th, 2001

On, 50-latek z przeszłością, ona – 28. letnia kobieta po przejściach. Mieszkają w betonowym baraku-strażnicy wojskowego poligonu. Dzisiaj to nieużytek, lecz kiedyś lądowały tu nawet rządowe śmigłowce… Klepią biedę, ale on nie wyobraża sobie życia w schronisku. Nie wróci też za kraty. Mówi, że musi być wolny.

Betonowy barak stoi obok wjazdu na poligon, za miastem. Po drugiej stronie niewielkiego wzniesienia, przeciętego obwodnicą, jest cmentarz. Tam, z wodociągu, biorą wodę. Jadą dwukołowym wózkiem, na którym ciasno ustawiają 5. litrowe pojemniki po mineralnej. Wszystkich jest z pięćdziesiąt. Stale mają zapas do gotowania i mycia. – Najlepiej jechać rano, kiedy na drodze jest mały ruch – mówią.
Włości z widokiem
On przeżył tu już trzecią zimę. Mówi, że jest ciężko, ale jakoś wytrzymuje. W baraku o cieniutkich, betonowych ścianach, są trzy pomieszczenia. W jednym jest łóżko, stół, pod którym stoi wsunięta wanna – przedmiot dumy Tadeusza. Przy wejściu do pokoju – mały, żeliwny piecyk, który służy za ogrzewanie i zimową kuchnię. Latem jedzenie gotuje się na ognisku, przed budynkiem. W największej izbie jest magazyn wody, żywności i ubrań. Na długim metalowym wieszaku wisi chyba z dziesięć garniturów, które dostał od życzliwych ludzi. W trzeciej izbie nocują dwa starsze psy i trzy szczeniaki. Oboje lubią zwierzęta i przygarniają każdego psiego wyrzutka… Tak było ze szczeniakami, które ktoś chciał utopić i wilczurem, który jest już taki stary, że znudził się właścicielowi. Wokół kilkadziesiąt hektarów nie skoszonych łąk, zarastających brzeziną samosiejką i wspaniały, rozległy widok. Jak jest bardzo dobra widoczność, widać nawet Śnieżkę. Prawie czuć w powietrzu śnieg, który otula jej szczyt do późnej wiosny.
Sztum, Wronki …
Wszystkiego razem przesiedział za kratą 22 lata. Zaczynał od poprawczaka. Kradł, siedział, wychodził i znowu kradł… Ma za sobą rodzinę i rozwód.
- Kiedy siedziałem – Tadeusz – musiałem ciągle kogoś słuchać. Mam tego dość. Dlatego nie kradnę. Ale jak ktoś kradł przez całe życie, to bardzo ciężko teraz wytrzymać. Chce się jeść, palić… Do schroniska nie pójdę, bo chcę być wolny. Czasem lubię wypić wino, czaj (bardzo mocna herbata, erzac alkoholu, który oszałamia lecz jednocześnie niszczy serce – przypis autora). Wódki nie piję, mam słabą głowę. Z czajem też uważam, przez 22 lata nabawiłem się arytmii. Do więzienia nie wrócę, wystarczy – mówi to spokojnie, z jakąś głęboką, wiarygodną pewnością w głosie.
Półbuty i radio
Zbiera butelki, metale kolorowe, jesienią grzyby na poligonie. Znajomi działkowicze czasem coś przyniosą. I tak wiąże koniec z końcem. Najciężej jest zimą. Po kilka dni nie ma chleba i papierosów. Pracownice pomocy społecznej same go odnalazły, po artykule w miejscowym „Kurierze”. Wizyta zakończyła się przyznaniem Tadeuszowi 100 zł comiesięcznej pomocy. To są jedyne jego pieniądze. On sam mówi, że ma właściwie wszystko, lecz gdyby ktoś podarował mu letnie półbuty nr 7, byłby wdzięczny, bo chodzi jeszcze w zimowych. No i radio na baterie (nie ma tu prądu) też by się przydało…
Przyszła rok temu
Eliza jest rencistką II grupy – jak sama mówi – na nerwy. Uciekła z domu przed ojczymem, który miał ją wykorzystywać seksualnie i bić. Twierdzi, że kiedyś urodziła dziecko, które zostało w szpitalu do adopcji. Więcej dzieci już nie może mieć. Kiedy odwiedziłem ich w marcu mówili, że jest im razem dobrze, i że się kochają. Później Eliza wyjechała do matki i ojczyma. Tam jednak szybko doszło do nieporozumień i wróciła do Tadeusza.
– Gotuję mu i piorę. Tu mi jest najlepiej i chcę tu sobie ułożyć życie – mówi Eliza po powrocie. – Jak przyszła, to niech zostanie – komentuje Tadeusz. – Ja się z nią nie kłócę. Pojechała do matki i ojczyma, a tam zabrali jej pieniądze i wygonili – dodał. Eliza dostaje 600 zł renty, po którą jeździ każdego miesiąca do Pieńska. Część dostaje w bonach żywnościowych, a część w gotówce.
Wykopię ziemiankę
Kilka tygodni temu Agencja Mienia Wojskowego na poboczu drogi umieściła dużą tablicę informującą o zamiarze sprzedania poligonu. Nikt jeszcze nie nachodził Tadeusza i Elizy w sprawie opuszczenia tej nieruchomości. – Jak przyjdą nas wygonić, to wykopię gdzieś ziemiankę i będę w niej mieszkał. Dam sobie radę, dopóki sił wystarczy… – rzeczowo oświadczył Tadeusz.

Autor artykułu: Marek Żytomirski

Dolary wracają

Wednesday, June 27th, 2001

Wrocławscy policjanci i prokuratura nie zdążyli zatrzymać doradcy tymczasowo aresztowanego b. wiceprezesa KGHM Marka Sypka, który miał współdziałać z nim w nielegalnych operacjach walutowych. Według naszych informatorów doradca zdołał opuścić granice kraju. Rzecznik prokuratury Leszek Karpina był zaskoczony, gdy pytaliśmy, czy przygotowywany jest list gończy za zbiegiem. – Takich informacji nie mogę podawać. Przecież nie chodzi o to, by podejrzanych ostrzegać, lecz łapać.

Przypomnijmy. W związku z podejrzeniem prowadzenia nielegalnych transakcji na rynku walutowym, które zabezpieczane były majątkiem KGHM, w ubiegłym tygodniu policja zatrzymała dwie osoby: byłego wiceprezesa Polskiej Miedzi i dyrektor Departamentu Transakcji Walutowych i Zabezpieczeń KGHM. Marek Sypek został tymczasowo aresztowany, Kornelii K.M. prokuratura odebrała paszport i zwolniła ją za poręczeniem majątkowym (20 tys. zł).
Dziewiczy biznes
Rzecz w tym, że działająca z upoważnienia wiceprezesa i w imieniu KGHM spółka Ferguson United zarejestrowana w tzw. raju podatkowym (Brytyjskie Wyspy Dziewicze) zyski z operacji walutowych (ujawniono 462 tys. dolarów) lokowała na własnym koncie. Z oficjalnych komunikatów można sądzić, że zarząd KGHM przez wiele miesięcy nic nie wiedział o tych operacjach, ani o zyskach, które przyniosły.
I teraz sensacja! Od kilku dni na konto KGHM wpływają znaczne sumy dolarów. Kwoty i ich pochodzenie sugerują, że to są właśnie dolary zarobione na operacjach wykonywanych w imieniu byłego wiceprezesa. Przelewy rozpoczęły się niemal natychmiast po ubiegłotygodniowej wizycie Marka Sypka na posiedzeniu zarządu KGHM w Lubinie, gdzie – według komunikatów spółki – potwierdził fakt prowadzenia nieautoryzowanych spekulacji. Nie zapobiegło to jednak jego aresztowaniu.
Głos z sieci
- W imieniu wiceprezesa Sypka wszystkie sprawy (związane z transakcjami walutowymi – przyp. red.) prowadził Piotr W. posługujący się wizytówką „doradca zarządu KGHM ds. finansowych”, znający doskonale angielski i mający doskonałe kontakty z niektórymi bankami londyńskimi, m.in. z Sachs (także: J. Aron&Co. – przyp. red.). Chwalił się wielokrotnie, że dysponuje sumami do 1,2 mld dolarów na operacje walutowe. Trudno byłoby oczekiwać, że zatrudniono takiego doradcę bez wiedzy całego zarządu – twierdzi jeden z uczestników internetowej dyskusji wywołanej prasowymi publikacjami.
Znajomość i współpraca Piotra W. z wiceprezesem Markiem Sypkiem nie ulega wątpliwości. Świadczą o tym dwie zawarte umowy doradcze (ZK/82/2000 i PF/314/2000). Jedna z marca, druga z września ub.r. Ale… Umowne kwoty nie są jednak imponujące (dwa razy po 1,5 tys. zł). Można przypuszczać, że rola P.W. ograniczała się do funkcji poufnego i doraźnego tłumacza, a legendę wielkiego finansisty – sam sobie dorobił.
Walnął w rynek?
Trwają też spekulacje na temat charakteru operacji, które podejmował były wiceprezes:
- Prostacki numer. Facet sprzedał prywatnie dolce, następnie walnął w rynek potężną kwotą w imieniu KGHM i po tym jak rynek się zawalił, (spadł kurs dolara wobec złotego – przyp. red.) cwaniaczek odkupił swoje dolary. Oczywisty przekręt. Założę się, że facet się wywinie – to inny głos z Internetu.
Jest coś na rzeczy. W lutym ub.r. pytaliśmy („Poseł mówi bankowo…” 12.13.02. 2000) „Czy KGHM sprzedał 100 mln dolarów i stracił 8 mln zł?” Chodziło o „przeciek”, że firma sprzeda bankom wielkie sumy w dolarach, który w efekcie sprawił, że w ciągu dwóch dni kurs tej waluty spadł w Polsce z 4,25 do 4,17 zł.
Operację sprzedaży dolarów bankom także firmował wiceprezes Marek Sypek, choć KGHM (ustami rzecznika) gwałtownie zaprzeczał, że na tym stracił. Ówczesne pytanie posła SLD Ryszarda Zbrzyznego skierowane do prezesa KGHM Mariana Krzemińskiego o konsekwencje „wobec osób odpowiedzialnych za tę niekorzystną transakcję” nie doczekało się odpowiedzi.

Autor artykułu: Grzegorz Żurawiński

Złośliwe „Byki”

Tuesday, June 26th, 2001

- Działacze Unii Leszno, przywożąc do Wrocławia rezerwowy skład nie zrobili na złość nam, szefom WTS-u, ale kibicom, którzy przyszli na stadion zobaczyć emocje – powiedział nam Andrzej Rusko, wiceprezes Atlasa Wrocław po rekordowym zwycięstwie (66:24) w niedzielnej konfrontacji z leszczyńskimi „Bykami”. W żużlowej ekstralidze nie był to jedyny skandal. Bardzo gorąco było w Częstochowie, gdzie mecz został przerwany, a Chris Louis wylądował w szpitalu.

- Nie zgadzamy się z zarzutami prezesa Sokołowskiego, według którego wydaliśmy zesołowi gości za mało identyfiaktorów. Artykuł 60. regulaminu mówi, że na zawodnika przypadają trzy wejściówki. Ekipa składa się z siedmiu zawodników, a identyfikatorów wydaliśmy 21, więc w zgodzie z regulaminem. Jeśli chodzi natomiast o tzw. obrączki, to miały je obie ekipy, a korzysta z nich cały Zachód. Przecież plakietki wiszące na szyi przeszkadzają przede wszystkim mechanikom i nie bardzo mają się do zasad BHP. One mogą się wkręcić np. w koło motocykla – odparł merytorycznie zarzuty szefa Unii wiceprezes WTS-u Andrzej Rusko.
Znacznie więcej uwagi niż ligowemu pojedynkowi z Unią wrocławianie poświęcali sukcesowi, jaki podopieczni Marka Cieślaka odnieśli w miniony piątek w Pile. Tercet Jacek Krzyżaniak, Sebastian Ułamek i Robert Sawina sięgnął – po raz pierwszy w historii klubu – po złoty medal mistrzostw Polski par klubowych. – Cała trójka zasłużyła na słowa uznania. Wprawdzie „Seba” w finale pojechał słabiej, ale nie ma podstaw by w mniejszym stopniu czuł się mistrzem Polski. Przecież to on zapewnił naszej ekipie awans do tego finału – argumentował wiceprezes Rusko.

Louis w szpitalu

W Częstochowie sędzia Włodzimierz Kowalski przerwał mecz Włókniarza z Polonią Piła po 3. wyścigu, w którym upadł Chris Louis, zahaczając wcześniej o rzekomo pozostawiony na linii startu stojak do taśmy. Zawalił kierownik startu Waldemar Ułamek, notabene wujek Sebastiana, żużlowca naszego Atlasa. Pilanie właśnie o to mieli do arbitra najwięcej pretensji. Z kolei sędzia tłumaczył, że mecz przerwał ze względu na fatalny stan toru. Nie zmienia to faktu, że Louis z ciężkimi obrażeniami czaszki (pęknięcie) przebywa w częstochowskim szpitalu.

Tańsze bilety

Dla wszystkich fanów czarnego sportu mamy bardzo dobrą wiadomość. Otóż szefowie WTS-u zrobili ukłon w stronę kibiców i przedłużyli promocyjną sprzedaż biletów na turniej barażowy i finałowy Drużynowego Pucharu Świata im. Ove Fundina (5 i 7 lipca). Aż do 30 czerwca bilety na imprezę będzie można kupić o 20 procent taniej.

Autor artykułu: Paweł Rusiecki, WoK

Śląsk z Bochum i Trabzonsporem

Tuesday, June 26th, 2001

Już w najbliższą środę piłkarze Śląska rozpoczynają przygotowania do nowego sezonu w I lidze. Oprócz wspomnianych w tekście obok, Gortowskiego i Sztylki (decydujące rozmowy odbędą się dziś oraz jutro i najprawdopodobniej dojdzie do transferów definitywnych), przez kilka dni będzie sprawdzana grupa młodych zawodników, z których – jak mówi trener WKS-u Marian Putyra – nazwiska tylko dwóch mogą być w miarę znane. Wiadomo już, że II trener Śląska Petr Nemec przedstawił swoich kandydatów z czeskiej pierwszej ligi, którzy mogliby zasilić Śląsk. – Na razie ciężko coś na ten temat powiedzieć. Wiadomo, że ewentualnie będą to piłkarze tzw. „do grania”. Więc nie będziemy ich testować. Być może jeden z nich dojedzie do nas na zgrupowanie – powiedział nam Putyra. Właśnie od 2 do 14 lipca Śląsk będzie przebywał w Niemczech, gdzie zagra m.in. z tureckim Trabzonsporem oraz z Bochum (spadkowicz z 1. Bundesligi).

Od końca poprzedniego tygodnia napastnik wrocławskiego Śląska Piotr Włodarczyk przebywa na testach we francuskim Auxerre. – Pojawił się pewien problem, ponieważ strona francuska chce by Piotr wybrał się z Auxerre na zgrupowanie do Szwajcarii, które rozpocznie się w tym samym czasie co nasze. Oczywiście wolelibyśmy by Włodarczyk zgrywał się jednak ze Śląskiem, dlatego też mamy nad czym myśleć – powiedział nam prezes WKS-u Janusz Cymanek.
* Pierwszym rywalem Śląska w nowym sezonie ekstraklasy (grupa B) będzie Legia Warszawa, z którą wrocławianie zagrają 21 lipca na własnym stadionie. Zagłębie Lubin (grupa A), w premierowym spotkaniu zagra na wyjeździe z Widzewem Łódź. Pełny terminarz przedstawimy jeszcze w tym tygodniu.

Autor artykułu: (MIK)

Festiwal szczypiorniaka

Tuesday, June 26th, 2001

350 dziewcząt i chłopców z Polski i Niemiec wzięło udział w IX Międzynarodowym Festiwalu piłki ręcznej, zorganizowanym przez MOS Wrocław. W poszczególnych kategoriach wiekowych rozegrano 46 spotkań, oto triumfatorzy: chłopcy – rocznik 1985: Kadra DZPR, 1986: MOSM Ruch Radzionków; 1987: MKS MOS I Wrocław; dziewczęta 1984/85: Jelfa Jelenia Góra; 1986: KHV Lubeck; 1987: KHV Lubeck.

Autor artykułu: (PAW)

Nasze święto

Monday, June 25th, 2001

Pogoda była średnia, ale imprez pod dostatkiem. Bracia Kurkowi mają nowego króla. Wrocławianie nową fontannę. Na rynku zaroiło się od straganów.
Najdłuższy dzień w roku był dniem Wrocławia. Na Rynku pieczono chleb, wypasano ptactwo domowe i świnie. Kto chciał mógł podglądać pszczoły mieszkające w stylowych ulach rozstawionych przed miejskim ratuszem. Z głośników, zamontowanych przez działaczy ekologicznych, ćwierkały leśne ptaki. Dzieci miały naprawdę niezłą frajdę.
W sobotę o 10.00 rano do Katedry na Ostrowiu Tumskim wprowadzono relikwiarz św. Doroty, patronki naszego miasta.
Tego samego dnia oficjalnie trysnęła nowa fontanna, wybudowana w centrum Rynku.
Bractwo Kurkowe przedefilowało przez Rynek i obwieściło wszem i wobec panowanie swojego nowego króla. Jego wysokość nosi imię Zygmunt.
Wieczorami rozbrzmiewała muzyka, strzelały sztuczne ognie i (w sobotę) niestety szumiał deszcz. Niedziela była dużo bardziej pogodna. Zgromadzeni na koncertach wrocławianie bawili się hucznie.

Autor artykułu: (TK)

Referendum powtórzyć

Monday, June 25th, 2001

22 lipca odbędzie się powtórnie referendum w sprawie odwołania Rady Gminy Jemielno. Pierwsze odbyło się 10 grudnia ubiegłego roku.

Inicjatorzy referendum zarzucili władzom liczne nieprawidłowości w przeprowadzeniu konsultacji, sprawę skierowali do leszczyńskiego wydziału zamiejscowego Sądu Okręgowego w Poznaniu, który unieważnił grudniowe referendum. Frekwencja wyborcza wyniosła wówczas niecałe osiem procent uprawnionych do głosowania. Aby referendum było ważne potrzeba obecności 30 procent mieszkańców, w przypadku Jemielna 691 osób. Od werdyktu sądu odwołała się gminna komisja ds. przeprowadzenia referendum i wojewódzki Komisarz Wyborczy w Legnicy. Sprawę rozpatrywał Sąd Apelacyjny w Poznaniu, podtrzymał on decyzję leszczyńskiego wydziału, mimo tego że, jak twierdzi wójt Andrzej Słomiński, nie znalazł żadnego przepisu ustawy o referendum gminnym, który został naruszony.
Wyrok sądu apelacyjnego jest nieodwołalny, sąd nakazał przeprowadzić referendum ponownie . Mieszkańcy gminy będą głosować 22 lipca, w trzech obwodach wyborczych. Jeśli 30 procent uprawnionych do głosowania stawi się na referendum, wystarczy zwykła większość głosów do odwołania Rady Gminy. Wtedy władzę obejmie tu zarządca komisaryczny.

Autor artykułu: Beata Pona

Bezpieczniej gdy „trzepią”

Monday, June 25th, 2001

116 pojazdów skontrolowali funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy wspomagani kolegami z oddziałów prewencji Komendy Wojewódzkiej podczas wzmożonych kontroli na terenie trzech gmin powiatu: Trzebnicy, Prusic i Żmigrodu.
- Działania prowadzone są w ramach dolnośląskiego programu 27×5 – poinformował asp. sztab. Marek Karlikowski, rzecznik prasowy KPP w Trzebnicy. Jest to część ogólnopolskiego programu 17×5, mającego na celu zahamowanie wzrostu przestępczości pospolitej.
„Żniwo” akcji nie odbiegało od poprzednich, a tego typu wzmożone kontrole ze zwiększoną częstotliwością podejmowane są od lutego br. Niektórzy kierowcy, mimo iż wiedzą, że w okolicy co jakiś czas policja mocno „trzepie”, w dalszym ciągu z lekceważeniem podchodzą do bezpieczeństwa na drogach i omijają przepisy. – Jeśli posypią się środki represyjne, a na dodatek prasa będzie o tym informować, będą wyniki – twierdzą policjanci. Mieszkańcy już zauważają poprawę: podczas akcji, a nawet kilka godzin po niej w miejscowościach i na drogach jest trochę bezpieczniej.
- Tego typu akcje są szczegółowo planowane, oparte o analizy zdarzeń przestępczych w zależności od miejsc, jak i czasu. Ich sprawne przeprowadzenie jest możliwe dzięki pomocy kolegów z oddziału prewencji, którzy z ofiarnością wykonują swoje obowiązki – powiedział podkom. Paweł Kondracki, zastępca naczelnika sekcji prewencji KPP w Trzebnicy.

W wyniku akcji:
* zatrzymano 1 nietrzeźwego kierowcę;
* zatrzymano 13 dowodów rejestracyjnych za zły stan techniczny pojazdów;
* skontrolowano 116 pojazdów;
* wylegitymowano 131 osób;
* skontrolowano 107 bagaży;
* ukarano mandatami karnymi 26 osób na łączną sumę 3086 zł;
* pouczono 81 osób;
* zatrzymano dwa prawa jazdy;
* sporządzono dwa wnioski o ukaranie do kolegium ds. wykroczeń;
* skontrolowano 5 lokali gastronomicznych.

Autor artykułu: (ANB)