Archive for May, 2001

Muchobór Mały. Pijana dzielnica?

Monday, May 28th, 2001

(WROCŁAW) – Pełno tu pijaków, samochodów, nie ma spokoju! – opowiada pan Kazimierz, który od siedmiu lat mieszka na Muchoborze Małym. – A my się tu świetnie bawimy – dodaje Małgosia Międzybrodzka, uczennica muchoborskiej szkoły podstawowej.

W piątek spotkaliśmy się z Czytelnikami Gazety Wrocławskiej na osiedlu Muchobór Mały. Początkowo mieszkańcy czuli się niepewnie, ale ośmieliliśmy ich uśmiechem. Pan Kazimierz był pierwszy.
- Muchobór to takie blokowisko, wie pani, różni ludzie tu mieszkają. Jedni są w porządku, inni nie. Jak to ludzie – stwierdził. – Ale większość, to spokojni mieszkańcy! – dodał z uśmiechem.
Jednak na ten temat zdania były podzielone. Starsza pani, która usłyszała przypadkiem opinię pana Kazimierza, zaprzeczyła głośno:
- Spokojni? Może i spokojni, jeśli hałaśliwych pijaków można nazwać spokojnymi! Straszą dzieci, brudzą po klatkach, śpią na ławkach. O, to jest obraz naszego osiedla – podsumowała pani Genowefa.
I rzeczywiście, na pergoli przy ulicy Szkockiej, można zobaczyć takie obrazki: jeden pan śpi na ławeczce, drugi na trawniku.
- Dzieciom przeszkadzają, bo te nawet nie mają się gdzie bawić! I to jest utrapienie – twierdzi pan Piotr Nowak. – Ale niestety tak wygląda ta nasza rzeczywistość.
Jednak dzieci mają odmienne zdanie na ten temat.
- Tu jest gdzie się bawić – powiedziała nam Małgosia Międzybrodzka, uczennica Szkoły Podstawowej nr 28. – Mamy kilka boisk. Gramy na nich i w siatkówkę, i w koszykówkę, jest też gdzie pojeździć na rowerze. Ogólnie jest miło i wesoło.
Problemem mieszkańców Muchoboru Małego jest brak parkingów.
– Nie ma gdzie samochodu zostawić. Ludzie narzekają, że drogi pod blokami są zastawione, ale co robić? Postawimy gdzieś dalej i co będzie ? Samochodu nie będzie, ot, co! – konkludował pan Robert. – Ale ja ogólnie lubię Muchobór Mały, dzielnica nie jest taka zła. Przynajmniej jest tu cicho…
- I można spacerować nad rzeką – uzupełnili Celestyna i Łukasz.
– Zwłaszcza jest bardzo przyjemnie w willowej części dzielnicy – uśmiecha się Celestyna.
Jednak jest jeden mankament, na który nawet tak zadowoleni ludzie narzekają:
- Tu jest bardzo drogo – twierdzi Łukasz. – W porównaniu z innymi osiedlami na obrzeżach miasta, to różnice w cenach dochodzą nawet do 15 proc.
Dlaczego tak jest? W zasadzie nikt nie potrafił odpowiedzieć.
- Może dlatego, że tu nie ma w pobliżu żadnego centrum handlowego – zastanowił się Piotr Maciejewski.
- Ale może konkurencja drobnych sprzedawców jest większa? Naprawdę nie wiem – pokręcił głową inny przechodzień.

Autor artykułu: Joanna Jarocka

Potrącił strażnika

Monday, May 28th, 2001

(WROCŁAW) Tadeusz Z., nazywany Królem Rynku, zaczepiał strażników miejskich. Krążył wokół nich na rowerze. Potem jednośladem uszkodził nogę jednego z funkcjonariuszy. Zajęli się nim policjanci ze Starego Miasta.

Mężczyzna wielokrotnie naruszył porządek w mieście. A to plakatował Rynek, a to jeździł po nim na rowerze (we Wrocławiu obowiązuje zakaz poruszania się rowerem po Rynku), a to dopuścił się czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego.
Król Rynku wprawdzie stawia się na rozprawy przed kolegium ds. wykroczeń, jednak nie przynosi ze sobą dowodu osobistego, co utrudnia pracę kolegium i wymierzenie ewentualnej kary.

Autor artykułu: (EGG)

Na dywanik?

Thursday, May 24th, 2001

(WROCŁAW) – Nie miałem żadnych poważnych rozmów z szefami WTS-u. Jeszcze nie, bo… dopiero dziś przyjeżdżam do Wrocławia – mówił nam wczoraj żużlowiec Atlasa Wrocław, Jacek Krzyżaniak, który w ostatnim meczu w Bydgoszczy miał defekt sprzętu w niezwykle ważnym, 13. biegu. Awarie motocykla „Krzyżak” zanotował także podczas wcześniejszych meczów w Lesznie i u siebie z Gorzowem. Czy kibice mają prawo martwić się o formę jeźdźca i stan jego sprzętu?

– To nie jest żadna obniżka formy. Ja po prostu miałem ostatnio trochę pecha – wyjaśniał Jacek Krzyżaniak. – W Lesznie zatarłem silnik, z Gorzowem miałem problem ze sprzęgłem, a w Bydgoszczy pękła dźwigienka zaworowa. Szkoda, bo myślę, że wygrałbym tamten wyścig w Bydgoszczy. Do tego doszła jeszcze pechowa taśma Roberta Sawiny. Ale ze mną i z moim sprzętem jest już wszystko w porządku. Pokażę to w kolejnych meczach z Bydgoszczą i w Gorzowie. Od dziś do soboty przygotowuję się we Wrocławiu, w niedzielę jadę do Częstochowy na mecz Polska – Reszta Świata i wracam znowu do Wrocławia.

* Wciąż nie traci pan entuzjazmu, który bił z pana wypowiedzi już przed sezonem. To efekt rozmów z psychologiem?

– Nie, nie. Ja po prostu jestem bardzo dobrze przygotowany do sezonu, choć z psychologiem także pracujemy.

* Ile ma pan motocykli, nadających się do walki z najlepszymi?

– Mam trzy silniki na ligę i trzy, na których cały czas eksperymentuję.

* Przed meczem w Bydgoszczy pisaliśmy o pańskich ewentualnych pojedynkach z Tomaszem Gollobem, z którym dwa lata temu miał pan bardzo przyzwoity ligowy bilans 3:4. Warto przed rewanżem (3 czerwca) pisać podobnie?

– No pewnie! Mam dobry sprzęt, jestem w formie, zwyciężałem niedawno z Tonym Rickardssonem, więc czemu nie mam wygrywać z innymi klasowymi zawodnikami. Również na wyjazdach.

* Koledzy z zespołu startują w lidze szwedzkiej, a pan…
– Ja już się tam najeździłem. Nawet nie wiem, czy nie mam za niskiej KSM, bym mógł startować tam w obecnym sezonie. Chcę powalczyć z Atlasem o złoto DMP, a indywidualnie awansować do GP Challenge. Na razie nie wiadomo, gdzie wystartuję w półfinale kontynentalnym – w Mseno czy Terenzano (16.06). Wiadomo tylko, że Czesi pojadą w Czechach, Włosi we Włoszech, a reszta trafi do innego kubła i wtedy się okaże.

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Kowale bokserskich talentów

Thursday, May 24th, 2001

(WROCŁAW) Nie jest dla nikogo tajemnicą, że większość klubów sportowych w dzisiejszych trudnych czasach ma kłopoty finansowe. O środki na sport młodzieżowy jest tym bardziej ciężko. Boks również, mówiąc delikatnie, nie jest od tych problemów wolny. Sponsorzy raczej nie ustawiają się w kolejce z walizeczką pieniędzy w ręce. Na szczęście są jeszcze ludzie, którym zależy na przyszłości polskiego boksu. Jedną z takich osób jest trener kadry Dolnego Śląska Zenon Kaczor, który od wielu lat odnosi sukcesy w pracy z juniorami.

* Proszę powiedzieć, jak się zaczęła i przebiegała pana przygoda z pięściarstwem?
- Zanim zostałem trenerem, przez osiemnaście lat boksowałem jako zawodnik. Zaczynałem w Poznaniu, później poszedłem do wojska i poprzez wojsko zostałem ściągnięty do Jeleniej Góry. W ten sposób trafiłem na Dolny Śląsk, gdzie walczyłem w różnych klubach. Ostatnie trzy lata spędziłem jako tzw. walczący trener w Miedzi Legnica. W 1978 roku ukończyłem kurs trenerski i zająłem się pracą szkoleniową.
* Pracuje pan w Strzegomiu, Wałbrzychu oraz Jeleniej Górze, chyba nieczęsto bywa pan w domu…
- Jakoś udaje mi się to wszystko pogodzić. W poniedziałki, środy i piątki prowadzę zajęcia w Strzegomiu i Wałbrzychu, a we wtorki i czwartki jestem w Jeleniej Górze. W tej chwili boks jest tylko dla fanatyków. Ja sam pracuje z młodzieżą społecznie, nie biorę za to pieniędzy. Robię to, bo mi zależy na tym, aby młodzi ludzie mieli jakieś zajęcie. Wiadomo, że czas wolny między szkołą, a domem wypełniają rozrywki uliczne. Ja chciałbym ten pobyt na ulicy zastąpić treningiem na sali i wierzę, że to co robię ma cel.
* Wszyscy narzekają, że nie ma pieniędzy na sport młodzieżowy. Jak to wygląda w prowadzonych przez pana sekcjach?
– W Strzegomiu wiele zawdzięczamy prezesowi naszego klubu AKS panu Marianowi Dębińskiemu, który cały czas stara się aby nasza sekcja się rozwijała. W Wałbrzychu również mamy takiego opiekuna, pana Tomczaka – prezesa SM „Podzamcze”. Jemu również zależy na młodzieży. Gorzej wygląda sytuacja w Jeleniej Górze. Tu brakuje pieniędzy, klub jest biedny. Mamy tylko dwie pary rękawic, są trzy przybory do ćwiczeń.
* Zbliżają się młodzieżowe mistrzostwa Polski kogo z pana podopiecznych będzie można podziwiać w ringu?
- Taki wyjazd wiąże się z kosztami, dlatego pojedzie trzech chłopców. Zadecydowałem, że będzie to Adam Zawolski, zawodnik już o sporej renomie ringowej, mój syn Rafał i jeszcze jeden talenciak – Karol Leśniewski.

A jak to robią w Gwardii Wrocław
Rozmawiamy z Romanem Bratkowskim, trenerem juniorów Gwardii Wrocław
* Czy w Gwardii są fundusze na pracę z juniorami?
- W dzisiejszych czasach kluby sportowe muszą same zabiegać o pieniądze, a rozpolitykowani urzędnicy państwowi przestali się tym interesować i dlatego tyle klubów upadło. Te, które występują w lidze, złapały sponsorów, ale to nie są jakieś zawrotne sumy pieniędzy. Dla juniorów zostaje niewiele. W tej chwili chłopcy trenują na przyborówkach, które mają już parę lat, przecierają się, pękają i są już bardzo wysłużone.
* Co mógłby pan powiedzieć o chłopcach, których teraz pan trenuje?
- Duże nadzieje wiążę z młodym chłopcem nazywa się Dawid Kowtyk. Jest to bardzo zdolny zawodnik. Jest tylko jeden problem, bo jest to chłopiec rocznik 89, czyli według przepisów jest jeszcze za młody na start w zawodach, a umiejętnościami przewyższa chłopców ze starszych roczników. Jest oczywiście nasz złoty medalista z ostatniej olimpiady młodzieży – Paweł Kwietniewski oraz jej uczestnik Marcin Krakowiak.

Autor artykułu: Sławomir Świokło

Już wystarczy!

Thursday, May 24th, 2001

(WROCŁAW) Z nowej ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym najbardziej cieszą się wrocławscy kupcy. Obowiązuje ona od 15 marca tego roku i zgodnie z jej przepisami utrudnione jest uzyskanie zgody na lokalizację sklepu. Jednak inwestycje już w mieście rozpoczęte, zostaną zrealizowane. Dotyczy to hipermarketów przy ul. Legnickiej i Wejherowskiej.

Przedstawiciele wrocławskiego środowiska kupców wielokrotnie zarzucali władzom miasta, że popierane przez nich budowy hipermaketów w mieście doprowadzają do upadku rodzimych firm kupieckich. Ostatecznie swoje uwagi i pretensje przedstawili na grudniowej sesji miejskiej, licząc na zrozumienie i poparcie ze strony radnych. Uchwałą rady zarząd miasta został zobowiązany do podjęcia negocjacji z kupcami, czego wynikiem miał być wspólnie opracowany program rozwoju handlu detalicznego. – Niestety nie udało nam się jeszcze ustalić wniosków końcowych – mówi Robert Wieliczko, prezes dolnośląskiej rady „Społem” – Odbyło się wprawdzie kilka spotkań, ale nadal nie wiadomo jak będzie wyglądała nasza współpraca w przyszłości.
Zagraża Legnicka i Wejherowska
Kupcy twierdzą, że powstające we Wrocławiu hipermarkety są dla nich zagrożeniem. Dlatego uchylenia decyzji prezydenta miasta ustalającej warunki zabudowy i zagospodarowania terenu po byłych Zakładach Mięsnych „Polmięs” przy ul. Legnickiej, domaga się Rada Dolnośląska „Społem”. – Chcemy tylko, żeby przestrzegano prawa – mówi Robert Wieliczko, prezes rady. – Z planu przestrzennego zagospodarowania wynika, że dominującą funkcją na tym obszarze był przemysł, składy i bazy budowlane, zakłady produkcyjno – usługowe, a nie handel, który wymieniany jest jako ostatni w funkcjach uzupełniających. Postawienie w tym miejscu hipermarketu jest nielogiczne, bo w niedalekim sąsiedztwie jest przecież „Astra” i „Hit” – tłumaczy Robert Wieliczko. – A jeszcze przy ul. Wejherowskiej ma powstać kolejny hipermarket. Kto wtedy będzie u nas kupował? – pyta.
O inwestycję przy Legnickiej zapytaliśmy prezesa firmy, która powstała po likwidacji Zakładów Mięsnych „Polmięs” i nadal jest właścicielem terenu. – Nie chciałbym wyprzedzać faktów, bo projekty są dopiero w trakcie realizacji – poinformował Andrzej Domagała, prezes. – Mogę zapewnić, że nasza spółka jest jedynym inwestorem na tym terenie i zdradzę, że na pewno będą tu korty tenisowe, lodowisko i hipermarket.

Ustawa to nadzieja
Jedyną nadzieją kupców jest nowelizacja ustawy z 15 marca, dotycząca planu przestrzennego zagospodarowania. Według niej najważniejsza jest zgodność z planem przestrzennym miasta. Na planie miejscowym musi być zaznaczone, że w danym miejscu mają być usługi i handel. Składający wniosek będzie musiał również wykazać się wieloma uzgodnieniami i pozwoleniami poszczególnych organów, np. wydziału ochrony środowiska. W takiej sytuacji miasto nie może odmówić zgody na lokalizację. Zarząd miasta powinien również przeprowadzić szereg analiz pod kątem rynku pracy, rozwiązań komunikacyjnych czy zapotrzebowania na taką inwestycję. – To właśnie nowelizacji tej ustawy, tak bali się przedstawiciele hipermarketów – mówi Robert Wieliczko. – Teraz nie jest już tak łatwo wybudować handlowy moloch w centrum miasta.


Nie da się cofnąć rozpoczętych inwestycji
* Maciej Dobrowolski
* dyrektor wydziału architektury, budownictwa i gospodarki przestrzennej
Inwestor z ul. Legnickiej otrzymał warunki zabudowy dla tego terenu oraz pierwszy etap pozwolenia na budowę. Może zatem na tym obszarze postawić parking oraz urządzenia rekreacyjne. Jeżeli natomiast będzie chciał tam wybudować hipermarket musi złożyć odpowiedni wniosek o wydanie pozwolenia na jego budowę. I na pewno nie ma w tej chwili żadnych przeszkód, żeby takie pozwolenie otrzymał. Podobnie wygląda sytuacja przy ul. Wejherowskiej. Tam jest jeszcze łatwiej, bowiem niedawno został ustalony dla tego regionu miejscowy plan przestrzennego zagospodarowania, w którym ujęta została budowa hipermarketu. A zatem wszystko jest w zgodzie nawet z nowelizacją ustawy.

Miejsca zaproponowane przez miasto pod budowę hipermarketów:
* ulica Sobieskiego
* ulica Opolska
* Klecina (teren po byłej cukrowni)
* ulica Graniczna
* ulica Kamiennogórska
* w okolicy osiedla Żar

Autor artykułu: Agata Kondzińska

Przytulny komisariat

Wednesday, May 23rd, 2001

(WROCŁAW) Pierwszy we Wrocławiu – niebieski pokój. Miejsce dla skrzywdzonych dzieci i zgwałconych kobiet. Tam mogą się zwierzyć. Koniec z gołymi ścianami i straszną maszyną do pisania. Tylko, dlaczego niebieski jest zielony?

- To miejsce dla ofiar przemocy – mówi Katarzyna Szpikowska z komisariatu na Ołbinie, zajmująca się sprawami nieletnich. – Głównie dla skrzywdzonych dzieci i zgwałconych kobiet. Jego wystrój ma im pomóc – to nie jest kolejny pokój przesłuchań z gołymi ścianami i maszyną do pisania.
Rzeczywiście pokój jest przytulny – wygląda jak pokój dziecinny, miłe meble, wykładzina, obrazki na ścianach.
- Brakowało nam takiego miejsca – mówi Iwona Blicharska, policyjny psycholog. – Dziecko, które tu trafi, będzie miało szansę poczuć się bezpieczne.
Pieniądze na urządzenie pokoju wyłożył wydział zdrowia urzędu miejskiego – około 10 tys. złotych.
- To kwota z funduszu na zwalczanie alkoholizmu – mówi Jadwiga Góralewicz z wydziału zdrowia wrocławskiego urzędu. – Dlaczego? Ponieważ 80 procent ofiar przemocy cierpi dlatego, że ich oprawcy pili alkohol.
Pokój jest niebieski, ponieważ ten kolor wybrali organizatorzy akcji pomocy ofiarom przemocy domowej. Trwa ona już trzeci rok.
Dziennikarze, którzy przyszli we wtorek, by zobaczyć, jak otwiera się pierwszy we Wrocławiu niebieski pokój zdziwił fakt, ze jego ściany są… zielone.
Dlaczego? Na to pytanie jest prosta odpowiedź (choć nikt nie powiedział tego głośno). Znała ją już Kangurzyca z „Chatki Puchatka”. Twierdziła ona, że kolor zielony jest zdrowy dla oczu.

Autor artykułu: (TK)

Aresztowano handlarzy narkotyków

Wednesday, May 23rd, 2001

(WROCŁAW) – Ponad 300 tabletek Extazy, 5 sztuk broni na amunicje ostrą i sportową oraz kilkaset sztuk amunicji znaleziono u zatrzymanych przestępców – mówi Beata Tobiasz, rzecznik prasowy policji. – Narkotykami handlowali na dyskotekach w całym kraju.

Wczoraj sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu trójki z czterech zatrzymanych przestępców. Dwie osoby: kobietę i mężczyznę zza zachodniej granicy policja ujęła w mieszkani na Śródmieściu. Znalazła przy nich 28 tabletek Extazy i karabinek sportowy.
- Pozostała broń ukryta była w mieszkaniu kobiety – tłumaczy Beata Tobiasz. – Przy dwóch kolejnych zatrzymanych członkach grupy zajmujących się handlem narkotykami, w samochodach, znaleziono 310 tabletek. Nie byli wcześniej notowani. Już wiadomo, że mieli międzynarodowe powiązania. Grozi im kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Autor artykułu: (AG)

Mieszkańcy Muchoboru Małego !

Tuesday, May 22nd, 2001

Dziennikarze Gazety Wrocławskiej spotkają się z Wami w piątek ( 25 maja 2001 r.) w godz. od 17.00. do 18.00. Możecie poznać ich osobiście, porozmawiać o wszystkich nurtujących Was problemach. Może za pośrednictwem naszej gazety uda nam się coś załatwić. Nasz redakcyjny namiot ustawimy na pergoli przy ulicy Szkockiej.

Autor artykułu: (red)

Majówka z czworonogami

Monday, May 21st, 2001

(JELENIA GÓRA) – To najcenniejsza nagroda, jaką dostałam – cieszyła się Bogumiła Turzańska-Chrobak, wiceprezes Funduszu Ochrony Środowiska. Statuetkę św. Franciszka z Asyżu, ufundowaną przez Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami za zasługi dla zwierzęcego świata, wręczył jej Józef Kusiak, prezydent Jeleniej Góry. Tak zaczęła się dziesiąta już majówka z czworonogami.

Chłód nie wystraszył jeleniogórzan, którzy licznie – w większości z psami i kotami – stawili się na placu Ratuszowym. Obejrzeli spektakl przygotowany w całości przez młodzież ze szkoły podstawowej i gimnazjum nr 4. Były konkursy, zabawy, loterie, gdzie każdy los wygrywał oraz aukcja bezpańskich psów ze schroniska. Dochód z imprez zasilił konto tej placówki
– Cieszę się, że jest tutaj tak dużo młodych ludzi – chwalił Eugeniusz Ragiel, inspektor TOnZ oraz kierownik schroniska dla małych zwierząt.
- Państwo Anna i Eugeniusz Ragielowie to serca napędzające te bardzo ważne dla zwierząt działania. – Dziękuję też mediom, że tak bardzo nagłaśniają sprawę bezpańskich psów i dbają o edukację nie tylko młodego pokolenia – powiedział prezydent Józef Kusiak. Imprezę zakończył huczny koncert kapeli rockowych.

Autor artykułu: (CG)

Jak skrzypce

Monday, May 21st, 2001

(JELENIA GÓRA) – Córka niemal wymusiła na nas skrzypce – opowiada Lucyna Wysocka-Kusa, mama Pauliny. – Jesteśmy z mężem po politechnice i słuch mamy nie najlepszy, a dzięki Paulinie polubiliśmy muzykę klasyczną. – Skrzypcami zaraziła mnie mama – dodaje z kolei Małgosia Wasiucionek, córka pani Bożeny, altowiolistki z filharmonii dolnośląskiej. Jedenastoletnie dziewczęta grają coraz lepiej i odnoszą coraz większe sukcesy!

- Nie wiem – odpowiada Paulina Kusa, zapytana, dlaczego polubiła akurat skrzypce. – Usiłowaliśmy przekonać Paulinę do fortepianu, ponieważ starsza córka Ewelina, gra na tym instrumencie. Ale to było na nic. Skrzypce i już – tłumaczy pani Lucyna, mama dziewczynek. – Bożena Wasiucionek: – Małgosia, podobnie jak jej brat, Mateusz, tradycję muzykowania wynieśli z domu. – Skrzypce to piękny instrument o cudownym brzmieniu – mówią zgodnie wszyscy młodzi instrumentaliści. Nie liczą czasu potrzebnego do ćwiczenia. Grają w domu tyle, ile potrzeba. – Paulina lubi, jak się jej słucha – mówi jej mama. – A ja wolę ćwiczyć w samotności – zarzeka się Małgosia Wasiucionek.
Muzyka zabawą
Czworo wspomnianych młodych muzyków integruje się grając w kwartecie. Dwa rodzeństwa: Paulina i Ewelina oraz Małgosia i Mateusz założyli ten zespół spontanicznie, podczas warsztatów muzycznych w Łańcucie. – Najpierw dzieci się bawiły grając z taką fantazją ruchową – opowiada Bożena Wasiucionek. – Potem zabawę zaczęły traktować bardziej poważnie. Ten kwartet to i tak pewna odskocznia od rygorów szkolnych. Grają utwory lekkie, a repertuar mają na tyle szeroki, że mogą zagrać koncert – dodaje.
Niezapomnianym dla nich przeżyciem był występ przed kamerami telewizyjnymi w trakcie programu Macieja Orłosia „Oto Polska właśnie”. Program był o Jeleniej Górze, a uzdolnionych młodych ludzi widziała cała Polska.

Autor artykułu: Konrad Przezdzięk