Zabawne? Groteskowe? Wulgarne? Niesmaczne? Absurdalne? Śmieszne? Przerażające? Żadne z tych określeń nie oddaje wrażeń towarzyszącym widzom wystawy prac Rolanda Topora we wrocławskim Ratuszu. Pasowałoby “paniczne”, ale co to właściwie znaczy?
Najlepsza, moim zdaniem, definicja powstała w zupełnie niezamierzony sposób. “Drogi Panie Topor, Pańskie rysunki wydają mi się nieco dziwne. Jestem przerażony. Nie mogę ich zamieścić. Szczerze oddany. D.Hull” – napisał w 1959 roku niedoszły wydawca plastycznych prac twórcy “Hara-Kiri – czasopisma głupiego i złośliwego”, redaktor “The New Yorkera”. Ten krótki list był prawdopodobnie najlepszym komplementem, jakim można było nagrodzić Topora. W kilku lapidarnych zdaniach zawiera kwintesencję paniczności: mieszanki przerażenia, obrzydzenia i skrywanej fascynacji.
Na rysunkach Topora padają ludzkie głowy, ucięte kończyny, kapie krew, wylewają się fekalia, ludzie spółkują ze sobą i ze zwierzętami, na wszystkie sposoby, jakich nikt, poza artystą, nie mógłby sobie wyobrazić. Chore,niesamowite, absurdalne, przez to śmieszne. Ten wynaturzony świat nie jest tu odzwierciedleniem żadnej tezy, a tylko (aż?) erupcją nieokiełznanej wyobraźni.
Topor zdumiewa i prowokuje także formą swoich prac. Dotychczas w Polsce były znane głównie jego grafiki, na wystawie w Ratuszu można zobaczyć także jego prace wykonane w innnych technikach.
Rysunki tuszem niedbale chlapnięte akwarelą denerwują plastycznym niechlujstwem i świetnymi, zmarnowanymi przez kiepską formę pomysłami. Landrynkowe kolory, łączone byle jak, okropnie zakomponowane, sprawiają wrażenie namalowanych przez dziecko o chorej, nadmiernie wybujałej wyobraźni. W niektórych grafikach z kolei widać pedantyczną wręcz dbałość o warsztat. Estecie wypada jęknąć z żalu za genialną, choć przerażającą wizją, która znalazła tak szpetną formę. Topor znajdował w niej odpowiedni język dla swojej wyobraźni. Sprzeciwiał się też w ten sposób powszechnie akceptowanej, wysokiej sztuce. Ona bowiem, w imię tego, co estetyczne zabija, co paniczne.
Autor artykułu: Magda Piekarska