Archive for January, 2001

Wygrali wakacje

Sunday, January 28th, 2001

(WROCŁAW) Reprezentacja polskich koszykarzy zakończyła eliminacje do ME’2001. Na koniec Polacy wygrali we wrocławskiej Hali Ludowej z niepokonanymi do tej pory Grekami 81:75. Nasi jednak nie awansowali do finałów, ale dzięki temu zwycięstwu zapewnili sobie trzecie miejsce w grupie B i uniknęli rozpoczynających się w czerwcu preeliminacji do kolejnego czempionatu.

Mimo że już w środę Polacy stracili szansę na awans, sobotni mecz z Grecją musieli wygrać, by zająć trzecie miejsce w grupie B. Trener Dariusz Szczubiał zmienił trochę skład wyjściowej piątki stawiając m. in. na Radosława Hyżego. Nasi od początku byli bardzo zmobilizowani, czego nie dało się powiedzieć o Grekach. W polskim zespole dobrze w pierwszej połowie prezentował się Andrzej Pluta, który do przerwy zdobył 12 punktów. Rozgrywający Broka Słupsk nieźle zaczął również trzecią kwartę – po jego akcji w 21 minucie prowadziliśmy z Grekami już 48:28. Od tego momentu goście wzięli się do roboty. Skuteczni byli Lazaros Papadoupoulos i Giorgios Diamantopoulos (24 pkt. w całym meczu).
Na początku czwartej kwarty, oprócz koszykówki, mieliśmy na boisku również sporo zapasów. Goście szczególnie często próbowali zaczepiać Hyżego (celował w tym Fragikos Alvertis). – Trener zakazał mi wdawania się w takie przepychanki. Ja zresztą przyjmowałem to spokojnie, a mówiąc szczerze, to była fajna zabawa. Biedaczysko Alvertis nie mógł trafić i trochę się denerwował. Słyszałem, że on właśnie taki jest – powiedział po meczu Hyży.
Faule Greków szybko się na nich zemściły, w końcówce meczu aż trzech z nich spadło z boiska za pięć przewinień. Wtedy było już wiadomo, że Polska nie może przegrać. Gościom na osłodę pozostał tylko rzut za trzy punkty z połowy boiska w wykonaniu Diamantopoulosa.

Autor artykułu: Tomasz Hucał, (WoK)

Ergowiosła’2000. Zwycięstwa Siejkowskiego i Rańdy

Sunday, January 28th, 2001

(WROCŁAW) Wczoraj w hali Akademii Rolniczej odbyły się Międzynarodowe Mistrzostwa Polski na ergometrze wioślarskim – Ergowiosła’2000.

Impreza spotkała się z dużym zainteresowaniem i trybuny były niemal zapełnione. Dla nas najważniejsze były zwycięstwa wrocławian. Wśród seniorów po raz kolejny klasę pokazał Maciej Siejkowski (AZS Politechnika Wrocław). Jego klubowy kolega Paweł Rańda wygrał rywalizację w wadze lekkiej seniorów. Wśród juniorów zwyciężył Grzegorz Paluch (Toruń/Gorzów), a drugi był kolejny przedstawiciel wrocławskiej Politechniki – Paweł Możdżan. Pozostali zwycięzcy: Agnieszka Tomczak (seniorki), Katarzyna Demianiuk (seniorki – waga lekka), Iwona Kwiatkowska (juniorki).

Autor artykułu: (MIK)

Ekstraklasa koszykarek: Polpharma – TOYA Ślęza 102:74

Sunday, January 28th, 2001

(GDYNIA) Po stojącym na wysokim poziomie spotkaniu koszykarki Polpharmy VBW Clima Gdynia pokonały TOYA Ślęzę Wrocław 102:74 (26:17, 24:22, 29:14, 23:21). W sobotę obie drużyny aż siedemnaście razy trafiły za trzy punkty.

W pierwszej połowie spotkania wrocławianki toczyły wyrównany bój z faworyzowanym zespołem mistrzyń Polski. Podopieczne Marka Olesiewicza kilka razy obejmowały prowadzenie. Po raz ostatni po trafieniu za trzy Beaty Madejskiej Ślęza wygrywała 9:8. Ciężar zdobywania punktów w zespole gospodyń na początku wzięła na swoje barki Vedrana Grgin (10 pkt. w pierwszej kwarcie). Właśnie po trójce Chorwatki, gdynianki prowadziły 19:11.
Druga kwarta przyniosła zwiększenie przewagi Polpharmy do ponad dziesięciu punktów (32:21), ale wrocławianki nie dawały za wygraną i po akcji Marzeny Najmowicz było tylko 39:37 dla gospodyń. W końcówce jednak za trzy trafiły Joanna Cupryś, Mila Nikolich i Beata Predehl (równo z syreną na przerwę), dzięki czemu przewaga gdyńskich koszykarek wzrosła do 11 pkt. (50:39).
Po przerwie podopieczne trenera Tomasza Herkta zaczęły bronić strefą, z którą wrocławianki nie mogły sobie poradzić. Tymczasem gospodynie grały szybko, płynnie i co ważniejsze, skutecznie. Na zakończenie trzeciej kwarty Ticha Penicheiro trafiła za trzy, natomiast w ostatniej odsłonie Nikolich zaliczyła aż trzy trójki z rzędu.
W sobotnim spotkaniu debiut w Ślęzie zaliczyła Bułgarka Pavlina Panteleva. Na boisku przebywała 11 minut i niczym się nie wyróżniła, notując jedną zbiórkę, dwie asysty i zero punktów.

Autor artykułu: Tomasz Hucał

Narkotyki na telefon

Friday, January 26th, 2001

(WROCŁAW) Z handlarzem umówił się telefonicznie. Policyjny pies znalazł heroinę. W czwartek, przy ulicy Glinianej wrocławscy policjanci zatrzymali 17-latka. Został przewieziony na komisariat na Krzykach. Za co? Na razie za posiadanie narkotyków, ale być może zostanie mu udowodniony handel tymi zakazanymi używkami.

Funkcjonariusze złapali go, gdy w bramie przy ul. Glinianej przekazywał heroinę drugiemu młodemu człowiekowi. Policja zbadała również jego mieszkanie. Pies tropiący znalazł tam tabletki ekstazy i dwa woreczki heroiny – tzw. brown sugar.
Chłopak, który narkotyki kupował od zatrzymanego, powiedział policji, że z handlarzem umówił się telefonicznie.
- Numer jego komórki dostał od nieznajomego, spotkanego na wrocławskim dworcu głównym – powiedziała Beata Tobiasz, oficer prasowy wrocławskiej policji.

Autor artykułu: (TK)

Żyją wśród ruin

Friday, January 26th, 2001

(PILCE, powiat Ząbkowice Śląskie) – Czy Pilce jeszcze istnieją? – zastanawia się Zdzisław Fleszar, wójt gminy Kamieniec Ząbkowicki. Pod względem geograficznym na pewno tak. Nikt tej wsi nie wykreślił jeszcze z rejestru miejscowości. Nie mówiąc już o tym, że wśród ruin pileckich mieszkają jeszcze dwie rodziny. Jedną z nich są Jaźwińscy.

Prawdę mówiąc nie jest to jeszcze małżeństwo, ale będzie – jak uzbierają pieniądze na ślub i skromne wesele. Tak zapewniają oboje: Agnieszka i Robert. Rodzinę już założyli. Owocem ich miłości jest czteromiesięczna, rezolutna Patrycja. Jej chrzest planowali na Boże Narodzenie, ale z braku funduszy, uroczystość nie doszła do skutku.
Romantyczni kochankowie…
pozostali sami wśród ruin. Robert wyprowadził się od rodziców z Kłodzka, ale niestety, całej trójki nie przyjął do siebie w Kamieńcu Ząbkowickim, były pilczanin, ojciec Agnieszki, pan Zbigniew. Twierdzi, że ma za małe mieszkanie, choć Krystyna Grot z Urzędu Gminy mówi co innego. Stary Jaźwiński sam przecież zamienił swoje komunalne trzy pokoje na dwa mniejsze. Tak czy inaczej Robert z Agnieszką i Patrycją zimują w zrujnowanych już Pilcach (oprócz ich chałupy ocalał jeszcze domek Pukałów, którzy wnet się stąd wyprowadzą). Niezwykły to widok, gdy oboje z wózkiem przejdą się czasami wśród zrujnowanych domów i spojrzą na ocalały komin z bocianim gniazdem.
Nie jest przyjemnie mieszkać w opustoszałej i zburzonej wsi. A nawet bywa i niebezpiecznie. Oprócz niedawnych pilczan, po materiał lub chociaż po drewno na opał, przyjeżdżają tu różne typy. Trzeba się pilnować. Po skromne zakupy (Jaźwińscy są bez pracy), do telefonu, trzeba chodzić dwa kilometry do Suszki. Na Boże Narodzenie…
młodzi wyjechali do rodziców Roberta w Kłodzku. Stracili przez to swoje ostatnie mienie. Złodzieje przez wybite okno zabrali to, co miało jakąkolwiek wartość: lampę naftową, piłę do drewna, radio na baterie (w domu nie ma elektryczności), telewizor, butlę gazową, nawet wędkę. Jaźwińscy pozostali przy świecy. Jest to jedyne źródło światła w ich domu. Dla większego bezpieczeństwa wzięli do siebie brata Agnieszki, Sławka.
Wszyscy żyją z zasiłków Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. W grudniu otrzymali 100 zł, w styczniu 200 zł. Ale kierowniczka ośrodka w Kamieńcu Ząbkowickim, Helena Dobrowolska, zapewnia, że nie straci tej rodziny z oczu. Zimą nie ma nadziei na znalezienie pracy. Pozostaje liczyć na pomoc rodziców Roberta.

Autor artykułu: Tadeusz Dudź

Spotkanie Pionierów Wrocławia

Friday, January 26th, 2001

(WROCŁAW) – Kiedy w maju 1945 roku wjeżdżaliśmy do Wrocławia, wszystko wokół się paliło – wspomina Czesław Jędrychowski, najstarszy z pionierów. – Od razu wzięliśmy się do pracy, choć dopiero 2 sierpnia miasto uznano za ziemię polską.

Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 16.00 Mszą Świętą w Katedrze Wrocławskiej. Przewodniczył jej Ksiądz Kardynał Henryk Gulbinowicz.
- Było nas 2200, teraz zostało już tylko około 270 – mówi Marian Nowak, przewodniczący Sekcji Pionierów Wrocławia. – Są to osoby, które od 9 maja do 31 lipca 1945 roku były we Wrocławiu i przepracowały tu 15 lat.
Na spotkaniu w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego Pionierzy dzielili się opłatkiem, obejrzeli Jasełka przygotowane przez uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 71.
Grzegorz Oszast, członek zarządu miasta ds. polityki mieszkaniowej i doktor Jerzy Woźniak, wiceminister ds. kombatantów i osób represjonowanych wręczyli 11 wyróżnionym osobom, medale milenijne Wrocławia.
Za aktywną pracę na rzecz miasta uhonorowani zostali: Krzysztof Białobłocki, Czesław Jędrychowski, Bronisław Kaczara, Marian Nowak, Danuta Orłowska, Zbigniew Samborski, Zdzisław Stehlik, Helena Wolff, Czesława Ziembowa i Zbigniew Żuczkiewicz.

Autor artykułu: (AG)

Testament bez kurtyny

Wednesday, January 24th, 2001

JELENIA GÓRA) Czy Alina Obidniak, była dyrektorka Teatru Norwida, na kilka dni przed premierą sztuki Historia o Miłosiernej, czyli testament psa Ariano Suassuny, zadzwoniła do tłumaczki sztuki, Danuty Żmij-Zielińskiej informując, że tekst przekładu został zniekształcony? Premierę spektaklu odwołano w związku z jej protestem.
Niektórzy z zespołu aktorskiego twierdzą, że ich była szefowa po prostu złożyła donos. Tymczasem Alina Obidniak twierdzi, że miała obowiązek poinformować Danutę Żmij-Zielińską, co się dzieje z przetłumaczonym przez nią niegdyś dramatem. Został on przemieszany z dużymi fragmentami dzieł innych autorów: Sartre’a, Byrona. Do tego Testament psa to sztuka pogodna, a reżyser Tomasz Konina zrobił z niej ciężkie, trzygodzinne egzystencjalne dzieło.
Alina Obidniak twierdzi, że do końca roku – kiedy sprawowała funkcję dyrektora – próby były prowadzone na oryginalnym tekście. Potem, gdy odeszła z teatru, reżyser dołożył do scenariusza zmiany. Nie poinformował o tym ani tłumaczki ani nowego dyrektora.
Po sprzeciwie tłumaczki Danuty Żmij-Zielińskiej, pełniący obowiązki dyrektora Teatru Norwida Bogdan Nauka zdecydował o zdjęciu sztuki z afisza. Zdaniem Aliny Obidniak zrobił bardzo dobrze, bo uchronił teatr od kilku procesów, które znacznie obniżyłyby reputację placówki.

Autor artykułu: (CG)

Uprzejmie donoszę

Wednesday, January 24th, 2001

(JELENIA GÓRA) Radny (…) działa jak mafia opisana w Gazecie Wrocławskiej: udziela kredytów na 10 proc., nie odprowadza podatków, wymusza haracze, bije ludzi, którzy nie płacą długów. W ciągu czterech lat tej przestępczej działalności stał się bogatym człowiekiem. Proszę o interwencję w tej sprawie. Taki anonim trafił m. in. do naszej redakcji i jeleniogórskiej policji.

Anonimy
- Znam treść tego listu – powiedział podinsp. Ryszard Modrzyk, zastępca miejskiego komendanta policji w Jeleniej Górze. – Obecnie zawarte w nim informacje są skrupulatnie sprawdzane.
- Nie ma znaczenia, w jakiej formie trafia do nas informacja. Każdy list jest rejestrowany i w każdym przypadku wszczynane jest postępowanie wyjaśniające – podkreśla nadkom. Roman Herezo drugi z zastępców komendanta miejskiego policji. – Anonimy są traktowane na równi z innymi, docierającymi do nas wiadomościami. Na każdy też list jesteśmy zobowiązani odpowiedzieć, udzielić informacji, co ustaliliśmy. W przypadku anonimu jest ten kłopot, że adresat nie otrzyma odpowiedzi. Nigdy też nie zakładamy, że jakieś doniesienie jest bezwartościowe, czy bezzasadne i odnosimy się do wszystkich.
- Co jest w anonimach? Najczęściej są to doniesienia o osobach, które się w życiu dorobiły, tu piszącymi najczęściej kieruje zazdrość – dodaje R. Modrzyk. – Ale takich listów nie otrzymujemy wiele.

Pomoc
- Największy odzew mają zawsze prośby o pomoc, kierowane podczas telewizyjnych programów kryminalnych, dotyczących najpoważniejszych przestępstw – wyjaśnia Roman Herezo. – Po każdym takim programie dzwonią telefony, a my uzyskane informacje przekazujemy właściwym komendom policji, prowadzącym daną sprawę. Po programie, w którym pokazano rekonstrukcję zdarzeń napadu na kantor w Karpaczu, telefony odbieraliśmy z całej Polski. Ludzie chcieli nam pomóc. W w tym akurat przypadku, żadna z tych informacji nie okazała się przydatna w prowadzonym dochodzeniu, ale każdą traktowaliśmy bardzo poważnie.
Zwykle też z odzewem spotyka się nasza prośba w mediach o pomoc dotyczącą osób zaginionych, czy w identyfikacji zwłok. Zgłaszają się też poszukiwani przez nas świadkowie wypadków samochodowych.

Doniesienia
- Bardzo ważną rolę spełnia też w naszej pracy telefon zaufania (0 800 166 011) – podkreśla Roman Herezo. – Ludzie dzwonią pod ten bezpłatny numer w różnych sprawach. Od sierpnia do końca roku odebraliśmy w ten sposób 12 informacji, w tym roku – dwie. W ten sposób dowiadujemy się, gdzie zdaniem rozmówcy, parkowane są kradzione samochody, kto wymusza haracze, a nawet kto notorycznie jeździ pod wpływem alkoholu, mimo że z tego powodu już stracił prawo jazdy. Przydatna okazała się też informacja o dealerze narktyków, którego zatrzymaliśmy w Szklarskiej Porębie. Wiedzieliśmy wcześniej o tym procederze, ale informacja była potwierdzeniem kierunku prowadzonego dochodzenia.

Autor artykułu: (BOB)

Kres sił

Wednesday, January 24th, 2001

(WROCŁAW) – Zabija mnie bezsilność – mówi pani Beata. – Nikt nie chce mnie zatrudnić, bo sama wychowuję siedmioro dzieci. A ja bez pracy nie jestem w stanie zapłacić za podłączenie w mieszkaniu gazu, założenie ogrzewania, pomalowanie ścian. Każdy dzień to walka o przetrwanie.
- 7 lat temu zamordowano mojego męża. Wracał po pracy do domu z wypłatą. Zostałam sama z dziećmi. Nasz najmłodszy syn urodził się kilka miesięcy później – opowiada pani Beata.
Państwo Bogaccy mieszkali na Dolnym Śląsku u rodziców. Oboje mieli pracę.
- Mąż był górnikiem. Ja pracowałam w opiece społecznej. Nie wiodło się nam źle. Po tym, co się stało, chciałam uciec z miasta, w którym każda ulica przypominała dzieciom ojca. Tak trafiłam do Wrocławia.
Terenowy Komitet Obrony Praw Dziecka załatwił miejsce w schronisku dla kobiet “Betlejem” we Wrocławiu. Tam pani Beata razem z dziećmi mieszkała 7 lat, od 1993 roku.
- W czerwcu 2000 roku dostaliśmy od miasta mieszkanie do remontu – mówi Beata Bogacka. – To miał być początek normalności. Nowe życie. Wierzyłam, że sobie poradzimy.
Katastrofa
- Umiem poprowadzić księgowość, sprzedawałam kiedyś w kiosku, mogłabym nawet sprzątać, ale nie ma dla mnie pracy. Nikt nie chce zatrudnić samotnej matki z 7 dzieci – mówi. – A ja nie chcę bezczynnie siedzieć w domu i czekać na zasiłek z opieki.
Praca to jedyny ratunek. Jedyna szansa na wyremontowanie mieszkania i normalne życie. Teraz z dziećmi mieszka w nieogrzewanym mieszkaniu, bo poprzedni lokator powyrywał ze ścian rury centralnego ogrzewania. Nie ma gazu, bo za podłączenie trzeba zapłacić kilkaset złotych. W przedpokoju, łazience kuchni trzeba zrobic remont, załozyc instalacje sanitarną. Niestety, pieniędzy brakuje nawet na farbę.
- Gotuję na małej kuchence, ogrzewamy się piecykiem na prąd – mówi pani Beata. – niedawno przyszedł rachunek za prąd: 500 złotych. Jak tak dalej żyć. I za co? Nie mam już sił.
Pani Bogacka utrzymuje się z renty po mężu i zasiłku rodzinego. Razem to około 950 zł miesięcznie na 8 osób. Wczoraj opieka społeczna obiecała, że postara się o zasiłek. Niestety, nawet z zasiłkiem o remontowaniu mieszkania nie będzie co marzyć. Nie zawsze pieniędzy w tym domu wystarcza na opłaty i jedzenie. Wszystkie dzieci pani Bogackiej chodzą jeszcze do szkoły.
Raport sukcesów
W listopadzie 1999 roku rada ministrów przyjęła Program Polityki Prorodzinnej Państwa. Program powstał pod patronatem Pełnomocnika Rządu ds. Rodziny.
Pod koniec 2000 roku przygotowano sprawozdanie podsumowujące efekty tego programu. Z dokumentu wynika, że w latach 1998 – 2000 w Polsce zrealizowano 27 zadań przewidzianych w Programie Polityki Prorodzinnej Państwa. Do sukcesów, które miały poprawić los polskich rodzin, zaliczono m.in wprowadzenie instytucji separacji małżeńskiej, reformę służby zdrowia, utrzymanie zakazu reklamy alkoholu, całkowity zakaz pornografii i posiadania narkotyków, także wydłużenie urlopów macierzyńskich, przyznanie jednorazowego zasiłku rodzinnego na trzecie i każde następne dziecko w rodzinie bez względu na dochód.
Ciekawe, co o sukcesach urzędników od prorodzinności, myślą ci, których los od nich właśnie zależy?

***
Zapaść polityki prorodzinnej
*Jolanta Banach (SLD)
*poseł, członek sejmowej komisji ds. rodziny
Sytuacja w służbie zdrowia, edukacji i na rynku pracy świadczy o poziomie i efektach polityki prorodzinnej państwa. W Polsce, moim zdaniem, sytuacja ta bliska jest zapaści. Oczywiście, rząd i pełnomocnik rządu ds. rodziny mówiąc o polityce prorodzinnej, wymieniają szereg podjętych na rzecz prorodzinności działań. To daje wrażenie, że coś faktycznie się w tym kierunku robi. Niestety, są to tylko opisy działań, nic natomiast nie wiemy o ich efektach i celowości.
Cóż rodzinie po jednorazowym dodatku na trzecie i kolejne dzieci w rodzinie, skoro członkowie tych rodzin mają coraz mniejsze szanse na znalezienie pracy? Co to za sukces wprowadzenie reformy zdrowia, skoro – tak wynika z opracowania instytutu pracy o polityce społecznej okresu transformacji w Polsce – skorzystały na niej przede wszystkim osoby zamożne?
Żeby wyjść z tej zapaści trzeba natychmiast skończyć z obniżaniem nakładów na cele społeczne, zacząć reformę wprowadzonych reform, przede wszystkim służby zdrowia i edukacji oraz zmienić zasady dzielenia pieniędzy na opiekę społeczną – np. uważam, że dodatki dla rodzin wielodzietnych nie powinny być przyznawane wszystkim, również bogatym rodzinom wielodzietnym.

Autor artykułu: Izabela Czuban

Czyj interes?

Tuesday, January 23rd, 2001

(WROCŁAW) W tegorocznym budżecie gminy ponad milion złotych zarezerwowano dla Fundacji Promyk Słońca, prowadzącej centrum dla dzieci niepełnosprawnych. To jedyna instytucja pozarządowa, która otrzymała taką dotację z miasta. Dyrektorem placówki jest wrocławski radny AWS – Henryk Mikorski.

- Kiedy kilka miesięcy temu były przymiarki do budżetu, Henryk Mikorski miał wątpliwości, czy to nie zostanie opacznie zrozumiane, czy jego osoba nie zaszkodzi słusznej sprawie – opowiada partyjny kolega, który woli zachować anonimowość. – Z tego co wiem, to nawet nie on złożył wniosek o dofinansowanie. Nie chciał, żeby ta sytuacja budziła wątpliwości. Samo centrum jest potrzebną instytucją, dobrze, że mamy taki ośrodek we Wrocławiu. Tu nie ma żadnego ale.
Pomagać dzieciom
Centrum dla Dzieci Niepełnosprawnych Fundacji Promyk Słońca istnieje od dziesięciu lat. Do żłobko-przedszkola integracyjnego uczęszcza pięćdziesięcioro dzieci zdrowych i niepełnosprawnych. Z przychodni diagnostyczno-rehabilitacyjnej i zabiegów korzysta 150 dzieci.
- Wzorujemy się na centrum dziecięcym z Monachium. Propagujemy zastosowanie metody Vaclava Vojta, niemieckiego doktora czeskiego pochodzenia. Przeszkoliliśmy już kilkuset lekarzy. Dzięki tej metodzie, zastosowanej w pierwszych miesiącach życia dziecka, można mu przyjść z pomocą jak najwcześniej – wyjaśnia dyrektor Henryk Mikorski.
Oprócz tego ośrodek prowadzi szkolenia dla lekarzy, rehabilitantów, wychowawców.
Współpraca z miastem
Od sześciu lat centrum współpracuje z samorządem Wrocławia.
- Współpraca zaczęła się od tego, że uzyskaliśmy budynek żłobka. To był najdroższy żłobek w mieście, bo integracyjny. Zgodziłem się, by miasto nie dokładało więcej niż wcześniej – mówi dyrektor Mikorski. – Korzyści są obopólne. My użytkujemy obiekt gminny, a miasto ma nowoczesny ośrodek.
W ubiegłym roku rozpoczęła się modernizacja budynku. Stary zrobił się za mały i nie wytrzymywał ilości pacjentów. Prace mają kosztować ponad 5,75 mln zł, z czego ok. jedną piątą dokładają władze miasta. Tak jest zapisane w budżecie gminy.
- Od zarządu miasta uzyskałem obietnice, że jeżeli uda mi się pozyskać sponsorów, miasto też dołoży. Ja się wywiązałem ze swojego zadania. Ale żeby uniknąć podejrzeń, że jeden pan z drugim panem się dogadali, zaprosiłem przedstawicieli dwóch komisji radnych. Komisję zdrowia i komisję ds. rodziny. Pokazaliśmy nasz ośrodek, pokazaliśmy, co robimy. Komisje wypowiedziały się pozytywnie – opowiada Henryk Mikorski i na dowód tego pokazuje stanowisko komisji ds. rodziny. Tam czytamy: „Komisja stwierdza, że Fundacja Promyk Słońca jest instytucją wiarygodną (…) poprzez bardzo dobre efekty społeczne i ekonomiczne uzyskiwane w dotychczasowej współpracy z samorządem Wrocławia”. Podpisał przewodniczący komisji Tadeusz Preisner (też radny AWS).
- Pokazaliśmy, że to nie jest sprawa radnego, to interes miasta – dodaje dyrektor. – Chociaż opozycja, w tym wypadku Stowarzyszenie Wrocławianie, zarzuca mi co innego. Rozdali pisma, w którym informują, że miasto ma nam przekazać ponad 5 mln zł. A to przecież nieprawda, nie umieją czytać dokumentów. Cały remont ma tyle kosztować, ale miasto dokłada tylko jedną piątą. Resztę dali sponsorzy.
- Szczególnie przy konstruowaniu budżetu i przyjmowaniu wniosków uwidacznia się lobbing radnych. Dokładnie widać, kto ma silne łokcie – podsumowuje jeden z wrocławskich radnych. – Chociaż nie wiem, jak było w tym przypadku.

Autor artykułu: Elżbieta Guzowska