(WROCŁAW) W miniony weekend na sopockim deptaku „Monciak” (alei Monte Cassino) 40 tysięcy osób czekało na nowy rekord Guinnessa, którego pobicia podjął się szef kuchni hotelu „Wrocław” – Tadeusz Hupa.
- Ten rekord miał być jedną z atrakcji świętowania 100-lecia Sopotu. – mówi znakomity kucharz, Tadeusz Hupa. – Miał jednak rację szef wrocławskich hoteli „Orbisu”, Tadeusz Szymczak, który krzywił się na pomysł bicia rekordu norweskim łososiem, zamiast polskimi rybami. Ten łosoś okazał się za mały na rekordowy wynik. Żywy ważył zaledwie 9 kg. Teoretycznie nie powinien stracić dużo na wadze, ale po sprawieniu i usmażeniu w panierce wskazówka wagi zatrzymała się dokładnie na 5 i pół kilogramach. Nie mogłem uwierzyć, kilka razy to sprawdzałem. Ważył co do grama tyle, ile w grudniu roku 2000 sum z milickich stawów.
Kulinarni kibice zjedli z apetytem nie tylko kandydującego do rekordu i usmażonego w całości łososia, ale też 5 tysięcy (!) łososiowych dzwonek przygotowanych na grillu przez wrocławskiego mistrza i jego 17 kolegów z różnych polskich restauracji.
Za to w Ustce rekordowa próba udała się Maćkowi Kuroniowi. Poprawił o 500 litrów wynik z Wisły, gdzie ugotował przy pomocy miejscowych kucharzy największy gar zupy na świecie. W Wiśle gotował zupę pomidorową, natomiast w Ustce zupę rybną i uwarzył jej z kolegami równo 4000 litrów.
Autor artykułu: Krzysztof Kucharski