Archive for September, 2000

Wesprzyjcie

Friday, September 15th, 2000

(MIKOSZÓW powiat STRZELIN) – W mikoszowskim Centrum Rehabilitacji Dzieci z Porażeniem Mózgowym “Celestyn” jestem już szósty raz – powiedziała nam dr. n. med. Zofia Kułakowska. Nie przyjechałam tu, oczywiście, jako żona obecnego ministra do spraw Integracji Europejskiej, lecz zupełnie z własnej inicjatywy i we własnym imieniu.
Jestem neurologiem dziecięcym. Przez wiele lat pracowałam w Belgii. Byłam ordynatorem oddziału neurologicznego, gdzie większość pacjentów stanowiły dzieci. Mam nadzieję, że tamte doświadczenia zawodowe mogą być pomocne także tu. Moje badania naukowe koncentrują się głównie – na ciągle jeszcze nie odkrytymi do końca – tajemnicami uszkodzeń mózgu. Opracowuję metody ich leczenia.
- Mikoszów – myślę tu o “Celestynie” – jest znakomicie prowadzoną placówką. Bez cienia kurtuazji mogę powiedzieć, że pracuje tu wybitnie utalentowana kadra specjalistów różnych dziedzin medycyny – kontynuuje pani doktor. – Jestem pełna uznania dla ich wielu pozytywnych osiągnięć tak w zakresie leczenia, jak i rehabilitacji. Cenię to tym bardziej, że w przypadkach uszkodzeń centralnego ośrodka odpowiedzialnego za prawie wszystkie funkcje organizmu, każdy, nawet najdrobniejszy postęp, jest sporym sukcesem. W tej placówce dobrych i pokrzepiających przykładów nie brakuje. Martwi mnie jednak trudna sytuacja materialna “Celestyna”. Wiem o tym od pani dyrektor Krystyny Kobel-Buys. Nie jestem wprawdzie od udzielania dobrych rad, ale wydaje mi się, że los placówki nie może zależeć od wysokości przyznanej dotacji. Centrum ma wszelkie dane, by być dobrym ambasadorem Strzelina i promować ten ciekawy region.

Autor artykułu: Bolesław Cielecki

Kolejny niewybuch w centrum Wrocławia

Friday, September 15th, 2000

(WROCŁAW) W czwartek około godziny 9.00 przy ulicy Włodkowicka, tuż pod oknami Urzędu Stanu Cywilnego wykopano 100-kilogramową bombę lotniczą. Policja zarządziła natychmiastową ewakuację okolicznych budynków. Pole rażenia w przypadku eksplozji niewybuchu miałoby średnicę kilometra.
- Coś nam stuknęło pod łopatą – opowiada Mariusz Grzesiek z poznańskiej firmy prowadzącej roboty ziemne, na skwerku w okolicy Urzędu Stanu Cywilnego. – Zaglądamy, a tam coś podłużnego, metalowego. No to wezwaliśmy policję.
Policja zawiadomiła saperów i zablokowała okolicę groźnego znaleziska.
- To bomba lotnicza. Najprawdopodobniej radziecka – mówi starszy chorąży Przemysław Parol, dowódca przybyłego na miejsce Patrolu Saperskiego. – Waży 100 kilogramów, z czego ponad połowa to materiał wybuchowy. Ma 95 centymetrów długości i 25 średnicy. Gdyby eksplodowała, nikt w promieniu kilometra nie byłby bezpieczny.
Według saperów, im starszy niewybuch, tym groźniejszy.
- Trzy dni temu pod Opolem rolnik zawadził pługiem o podobną bombę – komentuje starszy chorąży. – Nikogo nie zawiadomił, a po kilku godzinach był tam już tylko 12-metrowej średnicy lej.
Wrocławski Urząd Stanu Cywilnego musiał przerwać pracę. Na szczęście nikt dziś nie planował przedpołudniowego ślubu.
- Najbliższa ceremonia odbędzie się dopiero w sobotę – uspokaja zastępca kierownika USC, Barbara Janik.
Wszystkie osoby mieszkające w zagrożonej okolicy zostały ewakuowane ze swoich mieszkań.
- Przyszedł bardzo grzeczny policjant i w imieniu komendy wojewódzkiej, poprosił o opuszczenie budynku – mówi Konrad Jedziniak z domu numer 35 przy ulicy św. Antoniego.
Jolanta Matusiak prowadzi przed sobą dziecięcy wózek. W wózku jedzie jej synek – półtoraroczny Wojtuś.
- Jedziemy na spacer – mówi pani Jolanta. – Odwiedzili nas panowie z policji. Wojtuś trochę się przestraszył, bo spał. Ale teraz jest już spokojny.
Cała akcja trwała prawie dwie godziny. Policja zablokowała w tym czasie fragmenty ulic: Podwale, Ruska i Włodkowicka. Z powstałymi w wyniku tego wydarzenia korkami, radzili sobie funkcjonariusze drogówki.
Saperzy przewieźli bombę bezpiecznie na podwrocławski poligon.

Autor artykułu: Tomek Kanik

A jednak! Legniczanka na Olimpiadzie w Sydney

Friday, September 8th, 2000

(LEGNICA) Niespełna osiemnastoletnia Aleksandra Klejnowska z Legnicy będzie reprezentowała Polskę w podnoszeniu ciężarów. Mierząca niewiele ponad 150 centymetrów Ola unosi w górę 115 kilogramów. Trudno uwierzyć, że przed ciężarami trenowała… taniec towarzyski.
Obecnie Ola przechodzi aklimatyzację w Melbourne. Na olimpijski pomost wejdzie kilka dni po otwarciu igrzysk. W Europie jest druga, ale na olimpiadzie przyjdzie jej się jeszcze zmierzyć z Azjatkami…
- To fantastyczna dziewczyna, drugiej takiej nie oddałbym za żadne pieniądze. Silnych dziewcząt jest wiele, ale Ola ma jeszcze charakter – mówi Mieczysław Bocheński, trener podnoszenia ciężarów w klubie Legrol w Legnicy.
Właśnie w Legrolu, pod okiem Mieczysława Bocheńskiego, Aleksandra Klejnowska stawiał swoje pierwsze kroki na pomoście. Trudno w to uwierzyć, ale Aleksandra dĄwiga ciężary niewiele ponad dwa lata.
- Kiedyś pochwaliłem się Mieczysławowi, że mam córkę, która rozkłada starszego brata jak chce. On mi na to, żebym ją przyprowadził. No to przyprowadziłem – opowiada Andrzej Klejnowski.
Poprzednia pasją Oli był taniec towarzyski. Tańczyła z powodzeniem w legnickich “Złotych dzieciach”. Występowała w finałach ogólnokrajowych turniejów tańca towarzyskiego.
- Na początku nie chciała zostawić tańca. Dzwonił do mnie kilka razy trener kadry, abym ją przekonał, żeby zajęła się ciężarami – mówi Andrzej Klejnowski.
Aleksandra nie bardzo chciała rozstawać się z tańcem, ale teraz nie żałuje swojej decyzji. Obecnie trenuje w WLKS Siedlce pod okiem trenera kadry narodowej Ryszarda Soćko. W Legnicy nie było ani pieniędzy, ani odpowiednich warunków do rozwoju kariery na światowym poziomie.
Aleksandra wpada do domu najczęściej tylko na kilka godzin. Kiedy pewnego razu wróciła po południu z zawodów i dowiedziała się, że konkurentki z kadry trenują już na zgrupowaniu, pojechała tam o drugiej w nocy.
- To systematyczna i zawzięta dziewczyna. Wie czego chce – mówi Barbara Klejnowska, mama Aleksandry.
W Sydney nie liczy jeszcze na medal, ale za cztery lata…

Autor artykułu: Piotr Krysa

Naszego powszedniego…

Friday, September 8th, 2000

(JAWOR) Dziś zaczynają się IV Międzynarodowe Targi Chleba. Atrakcji nie zabraknie: będą koncerty, tańce, pokazy sztuki piekarskiej, wystawy i wiele okazji do skosztowania najwyborniejszych wypieków. Będą też goście z pierwszych stron gazet – wśród nich marszałek sejmu Maciej Płażyński i – najprawdopodobniej – podróżujący z kampanią prezydencką po kraju Marian Krzaklewski.
Krzaklewski ma być w ten weekend w Lubinie i Złotoryi, więc organzatorzy Międzynarodowych Targów Chleba spodziewają się, że zechce zawitać i do Jawora. Całkiem pewna i od dawna potwierdzona jest natomiast wizyta marszałka Macieja Płażyńskiego, który dziś po południu spotka się m.in. z piekarzami, jaworskimi pracodawcami, samorządowcami i działaczami AWS-u.
Mając doświadczenia z poprzednich edycji imprezy, organizatorzy wprowadzili w tym roku kilka zmian. Między innymi zdecydowali się ustawić namiot targowy na ulicy Grunwaldzkiej – wszyscy udający się pod estradę w Rynku będą musieli przejść obok.
Przed ratuszem stanie piec, w którym wypiekany będzie tradycyjny chleb na zakwasie – tak jak robiły to nasze prababki.
- Na pewno nie zabraknie w Jaworze wypieków – obiecuje Jacek Krajewski, prezes Stowarzyszenia Międzynarodwoe Targi Chleba. – Chcemy, aby publiczność mogła obserwować, jak się je przygotowuje, wypieka, i jeszcze gorące, prosto z pieca, mogła kupić. Boimy się jednak, że zbyt niska temperatura na zewnątrz uniemożliwi realizację tego zamiaru: wyjęty z gorącego pieca chleb na zimnie przemieni się w gniot.
Najważniejszym punktem programu będzie wybór Piekarza Roku. Pięcioosobowa komisja, w skład której wchodził między innymi ubiegłoroczny laureat Stanisław Furtak, wybierała go spośród pięciu kandydatów z Wielkopolski, Dolnego i Górnego Śląska. Wieczorem poznamy werdykt.

Autor artykułu: Piotr Kanikowski

Gra z akcjami

Friday, September 8th, 2000

(LUBIN) Sprzedaż akcji Sportowej Spółki Akcyjnej stanęła pod znakiem zapytania. Władze DSI, firmy która zamierzała kupić te udziały są oburzone wypowiedziami posła Tadeusza Maćkały, członka zarządu MKS Zagłębie Lubin który niedoszłą transakcję nazwał co najmniej podejrzaną. Słowa posła, opublikowane w naszej gazecie, wywołały prawdziwą burzę.
Parlamentarzysta twierdzi, że cena akcji SSA została celowo zaniżona. Wyceny dokonała firma, która zamierza je kupić, a nie sprzedawca.
- Poza tym cztery osoby pracujące w DSI, m.in prezes Ryszard Kabat zasiadają z zarządzie MKS Zagłębie Lubin. To musi budzić wątpliwości – powiedział nam poseł Tadeusz Maćkała.
- Tadeusz Maćkała celowo działa na szkodę klubu. Kiedyś mówił, że jest zakochany w futbolu. A teraz, chce zniszczyć lubiński sport. Jeśli do tego doprowadzi społeczność Lubina nigdy mu tego nie wybaczy. Taki człowiek nie powinien zasiadać w zarządzie klubu – powiedział nam Marian Ryczko, radny SLD w Lubinie, który pierwszy zareagował na artykuł zamieszczony w naszej gazecie.
- Problem tkwi w niezaspokojonych ambicjach pana posła Maćkały. Nie udało mu się zostać prezesem klubu, to teraz próbuje zniszczyć Zagłębie – mówi Jacek Kardela, prezes SSA.
MKS, kupca na akcje sportowej spółki szukał od półtora roku. Dopiero teraz zapaliło się zielone światło. Choć oferty wysłane zostały do wielu firm pozytywnie odpowiedziała tylko DSI.
- Absolutnie nie zgadzam się, z zarzutami że wartość akcji SSA została zaniżona. Ceny dyktuje rynek. 700 zł za jeden walor to i tak bardzo dużo. Jedyny trwały majątek sportowej spółki to dwa stare komputery i samochód marki Pasat, który na liczniku ma czterysta tysięcy przejechanych kilometrów. Na tej inwestycji nie da się zarobić. DSI kupując akcje SSA robi ukłon w stronę lubińskich kibiców i sportu w regionie. Komuś się to najwyraĽniej nie podoba – mówi Witold Kulesza, członek rady nadzorczej DSI i zarządu MKS Zagłębia Lubin.
- Boję się, że DSI, która jest poważną firmą w regionie wycofa się z kupna akcji SSA, nie chcąc uczestniczyć w dialogu, który rozpoczął poseł Tadeusz Maćkała. Dla klubu miałoby to tragiczne skutki. Oprócz gruntów jego majątkiem są tylko karty zawodników, ale za to nie da się przeżyć – mówi Artur Dubiński, prezes MKS Zagłębie Lubin.
- Podczas głosowań w sprawie transakcji Zagłębia i DSI, zarówno ja jak i członek rady nadzorczej Witold Kulesza wstrzymywaliśmy się od głosu. Insynuacji pana posła komentować nie będą – powiedział nam Ryszard Kabat, prezes Dolnośląskiej Spółki Inwestycyjnej.
Rada Nadzorcza DSI pozytywnie zaopiniowała planowany zakup akcji SSA. Nie oznacza to jednak sfinalizowania transakcji. Czy faktycznie zostanie zawarta na razie nie wiadomo. Wczoraj nikt w DSI nie chciał udzielić jednoznacznej odpowiedzi w tej sprawie.

Autor artykułu: Maja Grohman