Archive for September, 2000

Na bruk za niewinność

Thursday, September 28th, 2000

(WROCŁAW) – We wtorek była eksmisja, a my w środę o 7.00 byliśmy na ul. Łaciarskiej, gdzie chcieliśmy uregulować zadłużenie, około 4 tys. zł. Nic nie dało się zrobić – mówi Ewa Mikoś. – Już dwa lata, ja i mój mąż walczymy o sprawiedliwość.
Eksmisja miała miejsce we wrześniu 1998 roku. Właściciel mieszkania przy ul. Uniwersyteckiej 19/20/8, Czesław Mikoś, był normalnym mężczyzną, dbał o mieszkanie, pracował jako portier. Kiedy znalazł się na ulicy, porzucił pracę, zwolniono go dyscyplinarnie. Załamał się, żyje teraz na ulicy, rodzina nie ma z nim żadnego kontaktu.
- Mój teść 4 lata nie płacił czynszu. Mąż mieszkał wtedy z ojcem, oddawał pieniądze na dom. Nic nie wiedział o tym, że jego tata zalega z opłatami, ani o tym, że toczy się przeciwko ojcu sprawa o eksmisję. Nikt go o tym nie poinformował, a był i jest w dalszym ciągu zameldowany w tym mieszkaniu – tłumaczy żona Krzysztofa Mikosia. – Ojciec popełnił błąd, a my płacimy za to karę. Dlaczego nie pozwolono nam się odwołać ?

Autor artykułu: (AG)

To, co widać i czuć

Thursday, September 28th, 2000

(OBORNIKI ŚL. powiat TRZEBNICA) Między jawą a snem można by nazwać dwie wystawy otwarte w Obornickim Ośrodku Kultury. W Małej Galerii Fotografii “Kontrast” pojawiły się fotografie aż do przesady realistyczne, jakie można spotkać w starych podręcznikach. Natomiast w Galerii Plastycznej można podziwiać metaforyczne grafiki Anny Janusz-Strzyż.
- Jest to wystawa przeglądowa fotografików skupionych w Beskidzkim Towarzystwie Fotograficznym – powiedział Grzegorz Bury, lider grupy, reprezentowanej podczas wernisażu w Obornikach jeszcze przez Jarosława Bąka i Jacka Ślusarczyka. – Jest to pierwsza nasza wspólna ekspozycja. Prace 17 autorów (każdy prezentowany jest przez dwie fotografie) wykonane są różnymi technikami, lecz w większości jest to fotografia klasyczna. Jedna rzecz jest wspólna, co warto podkreślić: żadne zdjęcie nie było poddawane obróbce cyfrowej.
I rzeczywiście, choć na wystawie przeważa pejzaż, można zobaczyć i zdjęcia reportażowe, i portret, i romantyczne spojrzenie na świat – urzeczywistnione za pomocą specjalnych filtrów czy podwójnego naświetlania. Wszystkie zdjęcia zostały zrobione w roku 1999. – Artyści z Bielska planują stworzenie wystawy swoich zdjęć w roku bieżącym, więc już dziś chcielibyśmy zaprosić ich do Obornik – powiedział Marek Długosz, szef “Kontrastu”.
Zupełnie inny nastrój panuje w sąsiedniej Galerii Plastycznej. Prace wykonane są techniką graficzną tzw. suchym piórem, rodzajem akwaforty, techniką, która pozwala na niezwykle precyzyjne operowanie nawet bardzo cienką kreską.
Już same tytuły prac Anny Janusz-Strzyż, adiunkt na wrocławskiej ASP: “Nocna wizyta”, “Nadciąga świt”, “Rozgrywki z Diabłem”; sugerują inspiracje. Niestety, autorka nie dojechała na wernisaż, nie powiedziała więc skąd czerpie tematy, ale podobieństwo pierwszoplanowej postaci z jej autoportretem, każe przypuszczać, iż to właśnie ona jest obiektem nierealistycznych przeżyć, tak realistycznie zobrazowanych.

Autor artykułu: (ANB)

Szczęśliwe punkty

Thursday, September 28th, 2000

(LUBIN) Dopiero po bramce Iwony Błaszkowskiej na sekundę przed końcem meczu Cuprum Bank Zagłębie Lubin zapewniło sobie zwycięstwo w meczu z beniaminkiem serii A Słupią Słupsk (24:23). Pewny sukces odniosły jeleniogórzanki, które zwyciężyły na wyjeździe EB Start Elbląg 29:24.
W 58 min. meczu zespół beniaminka wygrywał z Cuprum Bankiem 22:20 i dopiero 20 sekund przed końcem Małgorzata Byzdra doprowadziła do remisu, a Iwona Błaszkowska niemal równo z końcową syreną zapewniła swojemu zespołowi komplet punktów.

Autor artykułu: (PR)

Akcje na gorąco

Tuesday, September 26th, 2000

(TRZEBNICA) Przytomność strażaka OSP zapobiegła – być może – poważnemu pożarowi w centrum Żmigrodu. Zauważył on ogień w stojącym na lawecie fordzie eskorcie. Zbił szybkę hydrantu, znajdującego się obok sklepu “Biedronka”, i zażegnał niebezpieczeństwo.

To zdarzenie było jedną z wielu akcji ratowniczych, przeprowadzonych w minionym tygodniu przez strażaków z powiatu trzebnickiego.
W niedzielę strażacy przy użyciu specjalistycznego sprzętu uwolnili rannego z rozbitego pod Wisznią Małą BMW, a następnie przekazali go służbom medycznym.
W Trzebnicy przy ul. Wrocławskiej dwa zastępy strażaków gasiły płonącą szopę.
Strażacy interweniowali też przy ul. Licealnej w Obornikach Śląskich. Tu z kolei płonął 130-letni dąb o obwodzie pnia 3,5 m.
- Dąb był wewnątrz nieco spróchniały, ale stał dlatego, że był domem dla ptaków, owadów i wiewiórek – mówi Ryszard Morawski, leśniczy z Rościsławic, obecny na miejscu zdarzenia. Po ugaszeniu ognia, drzewem zajął się pilarz.

Autor artykułu: (ANB)

Sztafetą pokoju do… Unii Europejskiej

Tuesday, September 26th, 2000

(NIELESTNO, powiat lwówecki) – Już wasza obecność tutaj jest zwycięstwem – powiedziała do uczestników olimpiady specjalnej, zorganizowanej przez Dom Pomocy Społecznej w Nielestnie, Krystyna Boratyńska, radna sejmiku samorządowego Dolnego Śląska. To jedno zdanie oddaje ideę tego typu przedsięwzięć.

Na przystosowanym pod potrzeby rywalizacji sportowej terenie rekreacyjnym przy DPS w Nielestnie zjawiło się ok. 70 niepełnosprawnych zawodników reprezentujących dziewięć ośrodków opieki z byłego województwa jeleniogórskiego oraz reprezentanci dwóch podobnych placówek z Danii i Czech. Tegoroczna, ósma już olimpiada specjalna pensjonariuszy DPS-ów zorganizowana została pod hasłem "Wchodzimy do Europy".
- Staraliśmy się połączyć konkurencje sportowe z popularyzacją wiedzy o krajach Wspólnoty Europejskiej. Już same nazwy konkurencji mówią o idei naszej olimpiady – komentowała zawody w trakcie imprezy jedna z ich organizatorek, dyrektorka DPS Nielestno Bożena Gubicz.
– Mieliśmy "Sztafetę Pokoju", bieg pod nazwą "Poznajemy logo Unii Europejskiej" oraz rywalizację, którą nazwaliśmy "Autokarową wycieczką wokół Europy". Takie zawody dla ludzi upośledzonych są nie tylko rywalizacją sportową. To także forma terapii zajęciowej dla naszych podopiecznych. Wszelkiego rodzaju zabawy sprawiają im ogromną frajdę, która cieszy także nas – ich opiekunów.
- Nie wynik jest dziś najważniejszy. Liczy się to, że chcieliście wystartować i walczyć – mówili do zawodników prowadzący imprezę Ryszard Kawiński i sędzia główny zawodów, wiceburmistrz Wlenia Piotr Wysocki.
– Widząc takie zaangażowanie organizatorów i uczestników można mieć pewność, że ludzie chorzy i upośledzeni w regionie dawnego województwa jeleniogórskiego mają znakomitą opiekę – komplementowała olimpiadę radna K. Boratyńska. – Relację z tej imprezy przekażę innym radnym z Komisji Opieki Społecznej sejmiku – dodała.

Autor artykułu: (AND)

Lubieżnik zatrzymany

Tuesday, September 26th, 2000

(TRZEBNICA) 46-letni mężczyzna dopuścił się czynu lubieżnego wobec trzech chłopców. Mimo gróźb ze strony przestępcy, chłopcy poinformowali o wszystkim rodziców, a ci zawiadomili policję. Lubieżnika zatrzymano.
Dwóch dziesięciolatków i jeden ośmiolatek szło w niedzielne przedpołudnie w kierunku lasu. Na ich drodze stanął mężczyzna z psem i zmusił chłopców, by udali się wraz z nim do pobliskiego baraku. Tam pokazywał im pisma erotyczne i dokonał czynu lubieżnego. Dzieci, mimo że zostały zastraszone przez sprawcę przestępstwa, powiedziały o wszystkim rodzicom. Dzięki temu policja w krótkim czasie zatrzymała lubieżnika.

Autor artykułu: (AK)

Ślicznotki

Tuesday, September 26th, 2000

(WROCŁAW/ KOWARY, powiat jeleniogórski) – Mamy swoją miss Polski! Wszystko się u nas wali, to chociaż najpiękniejsza Polka będzie naszą ozdobą! – tak komentowali uradowani kowarzanie, wiadomość, że mieszkająca w ich mieście Natalia Ścibisz została Miss Polski nastolatek. Od tygodnia koronę Miss Polski nosi też Dorota Pikuła z Mirkowa koło Wrocławia.
Najpierw Natalia wygrała w konkursie Miss Karkonoszy. Potem były eliminacje Miss Polski, również zakończone sukcesem. Wtedy pojechała do Chorwacji na trzytygodniowe przygotowania do finału.
- Nie chciałam jej puścić, gdzież jest ta Chorwacja! Jednak organizatorzy powiedzieli, że będę musiała zapłacić za niewykorzystane miejsce i Natalka mnie w końcu przekonała. Pojechała i proszę bardzo! Ona jest taka śliczna- mówi uradowana babcia Natalii, Małgorzata Kaczor.
- Gdy miałam po raz pierwszy wyjśc na środek podczas konkursu Miss Karkonoszy, bałam się potwornie, nogi się pode mną uginały. W końcu ktoś mnie pchnął na parkiet – opowiada Natalia Ścibisz. – Gdy wychodziłam na parkiet w Sali Kongresowej nie odczuwałam już nawet cienia niepokoju. Kiedy odczytano werdykt bardzo się ucieszyłam. Czuję się jak w jakimś śnie ale na tym zakończę udział w takich przedsięwzięciach.
- Cieszyliśmy się, że wnuczka wygrała. Dorotka bardzo się starała. Chodziła na aerobik, stosowała dietę – powiedziała nam babcia Doroty Pikuły. – Mam dobre wnuczki, uczynne, skore do pomocy.
Choć minął już tydzień od koncertu finałowego w Teatrze Polskim w Warszawie, pani Dorota nadal jest w stolicy. Udziela wywiadów, chodzi na spotkania. Jej komórka milczy.
19-letnia Miss Polski (także Miss Telewidzów Polsatu, patrona medialnego) w październiku rozpocznie studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Wybrała prawo. Ma 175 cm wzrostu, jej pozostałe wymiary to 87-60-91. Jest długowłosą szatynką spod znaku Barana. W wolnych chwilach czyta “Małego Księcia”, słucha Santany i rysuje. Podziwia Ala Pacino. Lubi róże, arbuzy i risotto swojej siostry. Chciałaby skończyć studia, być dobrym człowiekiem i znaleźć taką pracę, którą pozwoli jej zafundować wycieczkę dookoła świata tacie i siostrom.
Pani Dorota wraz z tytułem zebrała wiele nagród: telewizor, bieliznę, wizyty w salonie fryzjerskim, sprzęt AGD, kosmetyki, futro, aparat do masażu. Pojedzie też na wycieczkę dookoła świata, do Chorwacji, na Sri Lankę lub Malediwy.

Autor artykułu: Marek Komorowski

Palcie i kompostujcie!

Tuesday, September 26th, 2000

(WROCŁAW) Motyl – szkodnik niszczy wrocławskie kasztanowce. Wydział ochrony środowiska, twierdzi że jedynym ratunkiem dla tych drzew jest spalenie lub kompostowanie zaatakowanych liści.

Pisaliśmy już o szkodniku niszczącym wrocławskie kasztanowce. Jest to motyl (szrotówka kasztanowcowiaczka), którego larwy żerują w kasztanowych liściach. Sieją tam takie spustoszenie, że drzewo zrzuca liście wcześniej niż zwykle, nawet w lipcu. Szkodnik osłabia w ten sposób kasztanowce, które po kilku latach jego inwazji mogą całkowicie obumrzeć.
Jedynym skuteczny sposobem walki ze szrotówkiem jest palenie lub kompostowanie liści.
Latem larwy szkodnika najadły się świeżych liści i teraz leżą sobie spokojnie w suszu, czekając wiosny. Dorosłe motyle wylecą na świat pod koniec kwietnia. Wtedy znowu zaatakują kasztanowce. Aby do tego nie dopuścić, należy pozbyć się zimujących larw. Należy je spalić lub kompostować, czyli zakopać pod piętnastocentymetrową warstwą ziemi.

Autor artykułu: Tomek Kanik

Kanarzysko?!

Tuesday, September 26th, 2000

(JELENIA GÓRA) – Przyjeżdżam do was co roku na jarmark staroci – powiedziała nam pani Anna, emerytka z Warszawy. W tym roku, oprócz antycznych zakupów, zabrała z sobą mandat wystawiony przez kontrolera MZK. Pani Anna uważa, że kontroler zachował się niesłusznie. Jak mówi, tę wizytę w mieście będzie wspominać bardzo niemiło.

- Był grzeczny, ale stanowczy – mówi pokrzywdzona. – Sprawdzał bilety w “jedynce”, a ja miałam ulgowy. Poprosił o legitymację emeryta. Akurat zostawiłam ją u rodziny, gdzie się zatrzymałam. Miałam jednak przy sobie odcinek emerytury z lipca. – To nie wystarczy – powiedział kontroler. – Musi być ostatni odcinek, czyli z sierpnia – twardo stwierdził i wypisał mi mandat na 85 złotych.
Zdaniem pani Anny, kontroler mógł przymknąć oko i – choćby dla wyrobienia miastu dobrej opinii w innych częściach kraju – uznać lipcowy odcinek.
- A tak najadłam się wstydu i zdenerwowałam się: nie jestem gapowiczką, a poza tym, jak z miesiąca na miesiąc mogę przestać być emerytką? – mówi zbulwersowana warszawianka.
Do tego, kiedy kontroler przepytywał panią Annę, z autobusu migiem wysiadło kilku wyrostków. – Wiele wskazywało na to, że nie mieli biletów, bo wychodzili w popłochu – mówi pani Anna. – Kontroler bał się konfrontacji z młodymi, dlatego czepił się mnie, Bogu ducha winnej emerytki. Zabrał też lipcowy odcinek emerytury – twierdzi.
Na mandacie widnieje nazwa firmy z Gdańska “Renoma”. Do tego żąda się, aby pieniądze zostały zapłacone przed ewentualną procedurą odwoławczą.
Jak nam udało się ustalić, kontroler nie zabrał pasażerce wspomnianego odcinka emerytury.
Z drugiej strony, pasażerowie na gapę to bolączka Miejskich Zakładów Komunikacyjnych. Straty z ich powodu są na tyle poważne, że MZK zalegających z zapłatą kar pasażerów pozywa do sądu.

Autor artykułu: (CG)

Listy po nowemu

Friday, September 15th, 2000

(OLEŚNICA) – Gdzie są tamte panie z tej poczty? – pytają mnie klienci. – Pracują we Wrocławiu. – Czyli teraz tam są kolejki?
Od początku wakacji w miejscu dawnej poczty na Placu Zwycięstwa funkcjonuje agencja pocztowa. Od swej poprzedniczki różni się tylko tym, że ma o wiele ładniejszy wystrój i nie wykonuje pewnych usług. Właścicielem agencji jest młody oleśniczanin Mirosław Płaczkowski, który dotychczas zajmował się usługami totolotka w kiosku obok. – Przeczytałem w lokalnej gazecie, że poczta chce się pozbyć tego lokalu – wspomina. Stara poczta nie była przyjazna dla klientów. Wielkie schody, zawsze kolejka i wiecznie trzaskające przy przeciągu drzwi. Teraz jest nowocześnie i bardzo estetycznie. Agencja zatrudnia tylko dwie osoby (na poczcie pracowało sześć), a mimo to o kolejkę tu trudniej niż wtedy. Do środka można wjechać na wózku inwalidzkim, co nie jest możliwe w innych oleśnickich urzędach pocztowych. Na głównej poczcie ciężko wdrapać się nawet zdrowym ludziom. Obsługa agencji zna angielski i niemiecki, co przydaje się przy wysyłanych często faxach zagranicznych.
Trochę okrojone są możliwości agencji: na razie nie mogą wysyłać paczek, pocztexów, ani opłat na ZUS. – Jesteśmy do tego przygotowani – twierdzi Mirosław Płaczkowski – mamy komputery i przeszkolonych pracowników. Ale póki co odgórne przepisy pocztowe na to nie zezwalają.
Wcześniej Mirosław Płaczkowski z pocztą nie miał nic wspólnego. – To kosztuje mnie bardzo dużo pracy, ale rosnąca liczba klientów jest budująca – mówi agent pocztowy.

Autor artykułu: (ŁUB)