Archive for August, 2000

14 dolnośląskich szpitali do likwidacji

Thursday, August 31st, 2000

(WROCŁAW) Około 100 milionów złotych z budżetu państwa pochłoną koszty likwidacji i prywatyzacji kilkunastu dolnośląskich szpitali w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat. Korzyści zaś – Krzysztof Prędki, wicemarszałek województwa dolnośląskiego – ocenia na 130 mln – 140 mln złotych rocznie.
Po wczorajszym spotkaniu Dolnośląskiego Regionalnego Komitetu Sterującego znana jest ostateczna lista szpitali przewidzianych do likwidacji w naszym województwie. Znalazło się na niej 16 placówek.
- Program restrukturyzacji placówek służby zdrowia musi zatwierdzić Krajowy Komitet Sterujący – zastrzega Barbara Misińska, dyrektor Dolnośląskiej Regionalnej Kasy Chorych. – Wtedy dopiero będę mogła mówić o skutkach i racjonalnej polityce finansowej. Na tej podstawie określimy na przykład ogólne kierunki kontraktowania świadczeń medycznych na przyszły rok, w których weźmiemy pod uwagę liczbę hospitalizowanych w likwidowanych placówkach, ich wyposażenie i stan techniczny, stan epidemiologiczny na danym terenie, itp.
Placówki przewidziane do przekształcenia
* Zespół Opieki Zdrowotnej Lądek Zdrój – szpital;
* Zespół Opieki Zdrowotnej w Dusznikach Zdroju;
* Wojewódzki Specjalistyczny Zespół Opieki Zdrowotnej Chorób Płuc w Sokołowsku;
* Wojewódzki Szpital Psychiatryczny w Złotoryi.
Szpitale do likwidacji
* Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Wiązowie (oddział wewnętrzny);
* Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Żmigrodzie (szpital rehabilitacyjny);
* Zakład Opieki Zdrowotnej Szpital Rejonowy w Bogatyni;
* Szpital Chirurgiczny w Legnicy;
* Szpital Rejonowy w Chojnowie;
* Zakład Opieki Zdrowotnej w Bielawie;
* Szpital Zakaźny w Pieszycach;
* Zespół Opieki Zdrowotnej w Świebodzicach;
* Zespół Opieki Zdrowotnej w Bystrzycy Kłodzkiej (oddział w Międzylesiu);
* Zespół Opieki Zdrowotnej w Ziębicach;
* Szpital Kliniczny nr 5 we Wrocławiu;
* Specjalistyczny Zespół Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem we Wrocławiu;
* Zespół Opieki Zdrowotnej dla Szkół Wyższych – szpital we Wrocławiu;
* Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej Wojewódzki Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Sieniawce;
* Wojewódzki Specjalistyczny Zespół Opieki Zdrowotnej Chorób Płuc w Rościszowie;
* Szpital im. Rydygiera we Wrocławiu.

Autor artykułu: (ELER)

Polska MiedĽ najlepiej płaci… byłym prezesom

Thursday, August 31st, 2000

(NIK/KGHM) Sama tylko wymiana zarządu KGHM, do której doszło w ubiegłym roku, kosztowała tę firmę 9,6 mln zł. Tyle zapłacono zaledwie pięciu osobom, które opuściły zajmowane stanowiska, z tytułu odpraw i odszkodowań “za powstrzymywanie się od działalności konkurencyjnej”. Takie są ustalenia Najwyższej Izby Kontroli, o których poinformowano wczoraj w Warszawie. My o szaleństwie płacowym na szczytach Polskiej Miedzi pisaliśmy grubo przed rokiem…
Gdy po raz pierwszy opublikowaliśmy informację, że – tylko w roku 1998 roku – sześcioro członków zarządu KGHM zarobiło ponad 5 mln zł – mało kto dawał wiarę tym informacjom. A już prawie nikt nie wierzył, że – dla niektórych członków kierownictwa Polskiej Miedzi – były to tylko dodatki do horrendalnych kwot wypłacanych z tytułu mocno naciąganej działalności racjonalizatorskiej. W części dotyczącej tylko jednego oddziału firmy czyli kopalni “Rudna” potwierdził to dopiero dużo póĽniejszy raport NIK w tej sprawie.
Podobne reakcje wywołała nasza publikacja z początku tego roku. Tym razem z niedowierzaniem przyjęto wiadomość, że zwolniony dziewięć miesięcy wcześniej prezes KGHM nadal pobierał comiesięcznie z kasy firmy niemal… trzy razy więcej niż jego następca, co rocznie dawało pobory dużo większe niż te, płacone kanclerzowi bogatych Niemiec…
Co jeszcze ciekawsze, od czasu tej publikacji wynagrodzenie byłego prezesa nadal systematycznie rosło (!) osiągając brutto – to szacunek – około 170 tys. zł miesięcznie. To z kolei za sprawą sprytnych zapisów w kontrakcie, które systematycznie indeksowały pobory bonzów z KGHM, bowiem płace ustalono jako wielokrotność przeciętnego wynagrodzenia, które rosło i nadal rośnie.
Tyle – prawdopodobnie ostatni (bądĽ przedostatni…) raz – były prezes skasuje jeszcze za sierpień tego roku, kiedy to kończy mu się okres wypowiedzenia kontraktu. Inna rzecz, że liczonego dopiero po sześciomiesięcznym okresie przebywania na zwolnieniu lekarskim (a zatem zanim zaczął mu płacić KGHM, najpierw krocie był zmuszony płacić ZUS…).
Obecny prezes KGHM Marian Krzemiński zarabia (brutto) około 40 tys. zł miesięcznie.

Autor artykułu: Grzegorz Żurawiński

Barwny korowód rozpoczął Mistrzostwa Świata

Thursday, August 31st, 2000

(ZŁOTORYJA) Uroczystym korowodem zaczęły się wczoraj póĽnym popołudniem Mistrzostwa Świata w Płukaniu Złota. Organizatorem jest Polskie Bractwo Płukaczy Złota. Kilkuset młodych ludzi w średniowiecznych strojach, oraz kilkanaście reprezentacji obserwowały tysiące złotoryjan, oraz przedstawiciele Konsulatu Generalnego RFN we Wrocławiu.
Wśród widzów zauważyliśmy także byłego wiceprezes KGHM “Polska MiedĽ” SA Pawła Ofmana, szefa mniejszości niemieckiej w dawnym Legnickiem Jurgena Gretschela, radnego sejmiku dolnośląskiego SLD Ryszarda Maraszka, oraz posłankę SLD Bronisławę Kowalską.
Faktycznie impreza trwa od poniedziałku, w tym czasie nad zalewem ćwiczyli już przybyli na mistrzostwa płukacze. Wśród nich znaleĽli się zawodnicy z RPA, Australii, Kanady, Japonii, Nowej Zelandii, Niemiec, Austrii, Szwajcarii.
Organizatorzy przewidzieli konkurencje zarówno dla amatorów, jak i zawodowców. Niewątpliwą atrakcją będzie też “Jack Pot”, czyli wypłukiwanie złota na czas. Będzie też można nauczyć się wypłukiwania złotego kruszcu w czasie specjalnych kursów. Wczoraj po uroczystym korowodzie widzowie i uczestnicy podziwiali pokaz tańców średniowiecznych.
Mistrzostwom towarzyszą występy zespołów artystycznych, giełda minerałów. można też zwiedzać muzeum złota, gdzie zaprezentowano historyczne narzędzia i miski służące do odzyskiwania złota. W programie znalazł się też wątek włoski – w roku 2001 to właśnie Włosi będą organizowali mistrzostwa świata. Do Złotoryi przywieĽli wstępny program.

Autor artykułu: Zbigniew Budych

Radny umorzony

Friday, August 25th, 2000

(WAŁBRZYCH) W czwartek Sąd Rejonowy w Wałbrzychu wydał postanowienie o umorzeniu sprawy przeciwko Longinowi Rosiakowi. Wałbrzyski policjant, szef komisji przestrzegania prawa i porządku publicznego oraz komisji rewizyjnej Rady Miejskiej Wałbrzycha, był oskarżony o ujawnienie tajemnicy państwowej. Uzasadnienie do postanowienia jest tajne.
- Nie mam nic do ukrycia. Sprawę przeciwko mnie zainspirowano w celu odebrania mi możliwości dalszego awansu – powiedział nam na dzień przed rozprawą Longin Rosiak.
Dziennikarze spędzili ponad pół godziny na poszukiwaniu sali rozprawy. Nie została wypisana na żadnej wokandzie, a kierownictwo wydziału karnego twierdziło, że nic nie wie o takiej sprawie. Przypadkiem dojrzeliśmy Longina Rosiaka, czekającego wraz z adwokatem na korytarzy sądu. Ze względu na klauzulę tajności sprawy, dziennikarze nie mogli wejść na salę. Nie musieli jednak długo czekać na korytarzu sądu. Po 15 minutach Longin Rosiak, wraz ze swoim adwokatem wyszedł. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, ponieważ zabronił mu tego jego obrońca. Również sędzia prowadzący sprawę nie udzielił nam żadnych informacji, odsyłając nas do rzecznika sądu. Jak się okazało po naszym telefonie, rzecznik jest na urlopie w Hiszpanii. Próbowaliśmy więc skontaktować się z rzecznikiem prokuratury okręgowej, Małgorzatą Stanny. Niestety, cały wczorajszy dzień była na wokandzie. Odesłano nas do innego prokuratora.
- Wyrok w tej sprawie nie zapadł. Nie mogę udzielić dodatkowych informacji. Proszę dzwonić do sądu rejonowego – powiedział nam prokurator Sławomir Wilczyński.
Uczyniliśmy to. Niestety kierownik II wydziału karnego powiedziała nam tylko, że nic o takiej sprawie nie wie, trzeba dzwonić do rzecznika. Wiedzieliśmy, że jest na urlopie, ale zadzwoniliśmy.
- Pan Górski jest na urlopie do połowy września – poinformowała nas miłym głosem sekretarka.
- Kto go zastępuje?
- Chyba nikt – odpowiedział miły głos.
- A kto może udzielić informacji w tej sprawie?
- Połączę panią z kierowniczką.
Niestety, kierowniczka też nic nie wiedziała. Poradziła jednak, by zadzwonić do prezesa Sądu Okręgowego w Świdnicy. Ten zaś podesłał nas do wiceprezesa Sądu Rejonowego w Wałbrzychu.
- Zapadło postanowienie o umorzeniu postępowania. Utajnione jest jednak uzasadnienie do postanowienia. Na razie wyrok nie jest prawomocny. Tylko tyle mogę powiedzieć – wyjaśnił Jerzy Szafrański, wiceprezes wałbrzyskiego sądu.
Co najmniej dziwne jest, że tylu urzędników musiało być zaangażowanych w to, byśmy mogli uzyskać jedną informację. Nie wiadomo do końca dlaczego miejsce, w którym miała odbyć się rozprawa, miało pozostać dla nas tajemnicą.

Autor artykułu: Magdalena Sośnicka, (RQP)

Na pamiątkę i do sklepu

Friday, August 25th, 2000

(NBP/LEGNICA) 23 sierpnia weszły do obiegu nowe monety wydane na dwudziestolecie NSZZ “Solidarność”. Złota dwustuzłotówka i srebrna stuzłotówka trafią zapewne w ręce kolekcjonerów. Do zwykłego obiegu trafią monety dwuzłotowe.
- Zawsze, kiedy płacę takimi okolicznościowymi monetami, wzbudzam w sklepie nieufność. Panie najczęściej myślą, że to nie są prawdziwe pieniądze i nie chcą ich przyjmować. W sklepie przy moim domu już się przyzwyczajono – mówi Robert Raczyński, dyrektor legnickiego oddziału Narodowego Banku Polskiego.
Złota dwustuzłotówka i srebrna stuzłotwóka trafią zapewne w ręce kolekcjonerów. Jest to pewien wydatek, ponieważ za złote dwieście złotych trzeba zapłacić złotych 1.150. Niestety, nie znaczy to, że tyle będą one warte w sklepie, bo monety kolekcjonerskie są jak najbardziej prawnym środkiem płatniczym w Polsce.
NBP wydało 2,5 tys. takich monet. Po raz pierwszy będą to monety emaliowane. Na czerwono będzie się odznaczał napis “Solidarność”. Srebrną stuzłotówkę wydano w 40 tys. egzemplarzy. Monetę dwuzłotową wydano w niezwykłej, jak na okolicznościowe emisje, liczbie aż 750 tys. egzemplarzy.
- Dlatego najprawdopodobniej trafią one do zwykłego obiegu. Te wydawane do tej pory ludzie trzymają w szufladach. NBP to cieszy, bo tym samym tłumią inflację – żartuje Robert Raczyński.
Okolicznościowe monety NBP wydaje prawie co miesiąc. Z tym, że do tej pory wybijane były w bardzo małej liczbie, dlatego tak trudno na nie trafić.
Ostatnio na dwuzłotówkach pojawiła się seria “Ptaki polskie”. Wydawana jest także seria ze sławnymi Polakami. ZnaleĽli się na nich na przyklad Henryk Sienkiewicz i Juliusz Słowacki. Specjalnymi monetami uczczono także jubileusz tysiąclecia Wrocławia i dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa.

Autor artykułu: Piotr Krysa

Spóˇniona i kłopotliwa darowizna

Friday, August 25th, 2000

(LEGNICA) Od wczoraj gmina jest bogatsza o dwa leningrady (poradzieckie, betonowe bloki mieszkalne) jedną halę sportową, sześć garaży oraz pięć innych budynków o przeznaczeniu gospodarczym położonych na ponad 14 hektarach powierzchni. To wszystko przekazał wojewoda dolnośląski na rzecz samorządu. Stało się to po dwóch latach starań.
Chodzi o część tak zwanego kompleksu R – 32 w Lasku Złotoryjskim, gdzie do września 1993 roku stacjonowały wojska Federacji Rosyjskiej. Zaraz po ich wycofaniu liczne budynki, hangary, garaże przejął skarb państwa, który nie miał żadnego pomysłu na wykorzystanie tego majątku.
Do końca 1998 roku, gdy w Legnicy działał jeszcze Urząd Rejonowy nadzorujący państwowe mienie, cały teren był dozorowany. Po likwidacji województwa legnickiego zniknęli także stróże z kompleksu R – 32, pojawili się za to licznie szabrownicy i pospolici wandale.
Tymczasem gmina jesienią 1998 roku złożyła wniosek do ówczesnego wojewody legnickiego Wiesława Sagana o przekazanie tego terenu dla samorządu. Prawicowy wojewoda odmówił lewicowemu prezydentowi Legnicy.
Dzisiaj cały teren bardziej przypomina pobojowisko, niż dawne osiedle mieszkaniowe.
- Najbardziej zniszczone są dwa leningrady, dlatego najpierw powołamy biegłych, aby orzekli, czy konstrukcja nie grozi zawaleniem – wyjaśnia wiceprezydent Ignacy Bochenek, odpowiedzialny za mienie komunalne w Legnicy. – Potem najprawdopodobniej przekażemy je dla małych spółdzielni mieszkaniowych, gdyż nie stać nas na adaptacje tych budynków na komunalne mieszkania.
Wojewoda przekazał gminie tą część kompleksu R – 32, która przebiega po obu stronach planowanej obwodnicy zachodniej. W tym pasie władze miasta chcą m.in. zbudować duży parking dla TIR – ów. Obecnie miasto nie ma takiego specjalnego parkingu.
Pozostała część kompleksu R – 32, w tym kilka budynków koszarowych wzdłuż ulicy Złotoryjskiej, nadal jest w gestii wojewody. Pierwotnie planowano tam budowę siedziby Urzędu Celnego. Teraz jest jasne, że UC będzie likwidowany, a część załogi przeniesiona do Wrocławia, lub nad wschodnią granicę.
Co więc stanie się z tym majątkiem? Nie wiadomo. W każdym razie gmina chętnie objęłaby także i tę część kompleksu R – 32.

Autor artykułu: Zbigniew Budych

Andrzej Głyda do Sydney!

Thursday, August 17th, 2000

(WROCŁAW) – Ogromnie się cieszę, że przypuszczalnie wystartuję na igrzyskach w Sydney, ale na ostateczną decyzję muszę poczekać jeszcze do 21 sierpnia, kiedy zbierze się prezydium Polskiego Komitetu Olimpijskiego – powiedział wczoraj Gazecie 21-letni strzelec wrocławskiego Śląska Andrzej Głyda, który dzięki otrzymaniu od Międzynarodowej Federacji Strzeleckiej dzikiej karty wystąpi w Sydney w skeecie.
O tym, że Andrzej Głyda poleci z dziką kartą do Sydney, sam zawodnik dowiedział się kilka dni temu w czasie wakacji, które spędzał w Grecji. – Musiałem skrócić urlop i szybko wrócić do kraju, by załatwić wszystkie formalności związane z wyjazdem na igrzyska – mówił nam wczoraj aktualny mistrz kraju w skeecie, Andrzej Głyda. – Otrzymałem dziką kartę, ale pewny wyjazdu do Australii mogę być dopiero 21 sierpnia, kiedy prezydium PKOl zatwierdzi moją kandydaturę. Nie trenowałem od półtora miesiąca, więc teraz muszę ułożyć błyskawicznie plan przygotowań do igrzysk.
Prezes PZSS Jerzy Adam Kozłowski mówił nam wcześniej, że bardzo liczy na dziką kartę dla Julity Macur w pistolecie. Polska nie miała jednak swojego reprezentanta właśnie w skeecie, więc światowa federacja, mając w pamięci srebro Mirosława Rzepkowskiego z Atlanty, przydzieliła jedno miejsce naszemu reprezentantowi, a Macur musiała obejść się smakiem.
– Naprawdę trudno powiedzieć, co mogę osiągnąć w Australii. Tym bardziej, że odbyłem jeden trening po czerwcowych mistrzostwach Polski (zawody odbyły się we Wrocławiu, a Głyda wywalczył wówczas złoto – przyp. WoK) – mówił nam wychowanek Sokoła Piła. – Strzelectwo zawsze było dla mnie dodatkiem, dość rozwiniętym hobby do tego, czym będę się zajmował w przyszłości. Jestem studentem III roku Akademii Medycznej w Poznaniu – wyjaśnił nam strzelec z zamiłowania, którego rodzice są lekarzami. Oby cała trójka znalazła jakąś receptę na udany start w Sydney, gdzie wystąpią również inni strzelcy Śląska Wrocław – Renata Mauer-Różańska i Krzysztof Kucharczyk.

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Odcięci od Źródła

Thursday, August 17th, 2000

(WROCŁAW) Na osiedlu Strachowice budowana jest sieć wodociągowo-kanalizacyjna. Jednak nie wszyscy mieszkańcy będą mogli pochwalić się takim luksusem. Właściciele dwunastu posesji z ul. Granicznej nadal będą czerpać wodę ze studni.
- Woda ze studni jest niezdatna do picia. Próbki badał sanepid – mówi Henryk Woleński z ul. Granicznej. – Nadaje się jedynie do celów sanitarnych.
Mieszkańcy dopominają się o wodę od piętnastu lat. Pan Henryk pamięta, bo działał wtedy w radach osiedla. Korespondencja z urzędnikami zajęła cały segregator. Udało się zelektryfikować osiedle, a na początku lat dziewięćdziesiątych pociągnąć kable telefoniczne. Z wodą i ściekami łatwo nie poszło. Najpierw nie było pieniędzy. Teraz fundusze się znalazły, ale i tak nie wszyscy mieszkańcy Strachowic będą podpięci do sieci miejskiej. Kilkunastu właścicielom z ul. Granicznej (a ciągle budują się nowe domki) obiecuje się, że może w przyszłym roku. Na Granicznej jest granica…
- Chcielibyśmy, żeby instalację dociągnęli do klubu oficerskiego – Henryk Woleński wskazuje żółty budynek, oddalony o kilkaset metrów od swojego domu. – Właściciele zgodziliby się nawet, żeby rury szły przez ich działki.

Problemów z wodą nie miała i nie ma jednostka wojskowa. Na jej terenie są studnie głębinowe. Port lotniczy i jednostka straży pożarnej w pobliżu pasa startowego czerpią wodę właśnie z wojskowych ujęć. Podpięli się także niektórzy mieszkańcy. Za przyzwoleniem, oczywiście.
Jak dowiedzieliśmy się w dziale inwestycji portu lotniczego, kilka lat temu był pomysł doprowadzenia wody z sieci miejskiej. Ale to był jedynie plan.
Strachowice leżą ok. 10 km od centrum. Tu jest strategiczne miejsce, które w zamyśle władz ma być wizytówką stolicy Dolnego Śląska – port lotniczy. Rozbudowywane od kilku lat lotnisko jest nowoczesne, funkcjonalne, estetyczne. Droga do niego wiodąca – ul. Graniczna – ma być poszerzona. Co pół godziny kursuje tu autobus. Także luksusowe samochody z prominentami śpieszącymi na samolot. Domy jednorodzinne zadbane. Zielono i czysto. I jeden wspólny element: studnie na każdym podwórzu.
- Jak w średniowieczu – komentują mieszkańcy.

Projekty domów - kompletne projekty architektoniczno – budowlane

Autor artykułu: Elżbieta Guzowska

Dworskie ekobranie

Thursday, August 17th, 2000

(JELENIA GÓRA) – Nazywam się Danuta Sawicz i jestem “jeleniogórską pogromczynią makrobiotyki” – przedstawiła się dyrektorka Miejskiego Ośrodka Kultury. Według przedstawicieli miasta i ośrodka Fundacja Ekologiczna Jacka Jakubca (mieszcząca się w dworze na Czarnym) i organizacje jej podobne okradają miasto…
Danuta Sawicz zaprzecza, jakoby fundacja wybudowała zajmowane w MOK-u pomieszczenia. – Zostały one tylko wyremontowane, a kwota włożona w ich remont przez 5 lat odbierana była z czynszu i zmieniana o inflację, zgodnie z umową – tłumaczy. – My przez wszystkie te lata administrujemy budynkiem i ponosimy związane z tym koszty.
Korespondencja między instytucjami ciągnęła się od miesięcy. Sprawa znalazła finał w sądzie. Ten wydał wyrok nakazujący opuszczenie pomieszczeń zajmowanych przez Fundację, a należących do MOK-u. Prokuratura umorzyła również postępowanie wszczęte na wniosek fundacji i podmiotów podnajmujących od niej lokale. Uznano, że MOK miał prawo odłączyć wodę i prąd.
Według dyrekcji Miejskiego Ośrodka Kultury Fundacja Jacka Jakubca od 13 miesięcy nie opłaca czynszu, narażając tym samym instytucje na ogromne koszty.
- W sumie daje to kwotę ok. 35 tys. złotych – mówi D. Sawicz. – Dla nas jest to kwota ogromna, gdyż 30 tys. wynosi nasz budżet na organizacje imprez. Umowa o najem lokalu wygasła z dniem 31 stycznia 99 roku. Wygasła na wniosek najemcy, czyli Fundacji Kultury Ekologicznej. Osobną sprawą natomiast jest podnajmowanie pomieszczeń dwóm firmom należącym do Aldony Kujawy i Danuty Rybak-Jakubiec. Jak podkreślali członkowie zarządu miasta Józef Pawłowski i Kazimierz Piotrowski, pomieszczenia wynajmowane były firmom zarejestrowanym na osoby prywatne, a ich działalność nie miała nic wspólnego z krzewieniem kultury ekologicznej.
- Pod sztandarem idei ekologicznej zarabia się po prostu pieniądze, kłamiąc w żywe oczy, zarzucając nam i dyrekcji MOK- u, że my niszczymy ekologiczne inicjatywy – mówili. – Jest to zwyczajne okradanie miasta i społeczeństwa. Te pieniądze, które miały wpłynąć do budżetu MOK-u, powinny służyć działalności ośrodka. Tymczasem miasto będzie musiało borykać się z 35 tysięczną dziurąąaa w funduszach ośrodka kultury. Pozostaje mieć tylko nadzieje, że pan Jakubiec nie będzie czekał aż wyrok się uprawomocni i w pomieszczeniach pojawi się komornik…

Autor artykułu: (KOM)

Świt do Guinessa

Monday, August 7th, 2000

<b>(NOWY DWÓR MAZ.) Po pierwszej połowie spotkania Świt Nowy Dwór Maz. – Polar Wrocław, gospodarze prowadzili 3:0 i wydawało się, że już nic nie jest w stanie odebrać im zwycięstwa. A jednak, po przerwie Polar górował na zmęczonym Świtem i doprowadził do wyniku 3:3.</b><br>
Nowodworzanie mają chyba receptę na znalezienie się w księdze rekordów Guinessa. Zremisować mecz, w którym do przerwy prowadzi się 3:0 to duża sztuka. Przyznał to po meczu w II trener Świtu, Andrzej Prawda pytając na konferencji prasowej: – Czy może któryś z Panów jest przedstawicielem biura konkursów bicia rekordu Guinessa?<br>
Gospodarze przystąpili do tego spotkania bez Tomasza Reginisa, którego w czwartek wypożyczono do Polonii Warszawa, z możliwością zakupu definitywnego.<br>
Po uzyskaniu łatwego prowadzenia w pierwszej połowie kibice Świtu obawiali się, że ich ulubieńcy w drugiej części meczu mogą zagrać gorzej. Czarny scenariusz się sprawdził. Już w 52 minucie po błędzie obrony pierwszego gola zdobył Marcin Narwojsz. Siedem minut póˇniej w podobny sposób ten sam zawodnik zdobył kolejną bramkę.<br>
W 63 minucie, przy stanie 3:2 dla Świtu w sytuacji sam na sam z Robertem Romanowskim znalazł się Marek Grabowski. W tym samym czasie na płycie boiska pojawił się czarny, kudłaty pies. "Murzynek" – bo tak nazwali go kibice na tyle skutecznie zaabsorbował uwagę piłkarzy, że piłka po strzale Grabowskiego przeleciała bardzo wysoko nad poprzeczką.<br>
W końcówce Polar ponownie zaatakował. W 84 min. w zamieszaniu podbramkowym na strzał z bardzo ostrego kąta zdecydował się Łukasz Augustyniak. Piłka minęła Rusłana Kondraszuka i wpadła w długi róg bramki obok bezradnego Romanowskiego.

Autor artykułu: Tomasz Hucał