Archive for June, 2000

Msza Tysiąclecia na milenium Wrocławia

Monday, June 26th, 2000

(WROCŁAW) – Pozdrów w moim imieniu cały lud Śląska – takie słowa Ojca Świętego przekazał legat papieski Casimir Szoke na Mszy Tysiąclecia – i przekaż, że obejmuję go całym sercem.
W Mszy Tysiąclecia uczestniczyli m.in. prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski, premier Jerzy Buzek, prymas Józef Glemp, marszałek sejmu Maciej Płażyński i wielu, wielu innych dostojników naszego państwa i Kościoła.
- Często myślimy, że jesteśmy w Warszawie niedostrzegani, ale wizyta takich znakomitych gości rozwiewa nasze wątpliwości – mówił przewodniczący Rady Miejskiej Jarosław Obremski.
- Dziękuję, że to naszemu pokoleniu pozwolono obchodzić to tysiąclecie – przemawiał kardynał Henryk Gulbinowicz. – Boże błogosław naszym zamiarom.
Cała msza miała wspaniałą oprawę muzyczną. Chór odśpiewał między innymi utwory Mozarta i Haendla.
Po uroczystej mszy goście spotkali się w Ratuszu.
- Jestem przekonany, ze Wrocław to jedno z najbardziej europejskich miast – mówił Aleksander Kwaśniewski.
- Polacy z dumą myślą o Wrocławiu – dodał premier Buzek.
W sobotę wieczorem w sali Ratusza zabrzmiał hymn Polski. – Zawsze uroczyste sesje Rady Miejskiej rozpoczynamy hymnem – powiedział Jarosław Obremski. Na sesji przyznano honorowe obywatelstwo Wrocławia Janowi Nowakowi – Jeziorańskiemu legendarnemu kurierowi i dyrektorowi sekcji polskiej Radia Wolna Europa. – Wrocław jest szczególnie bliski memu sercu – mówił Jeziorański. – Z Wrocławiem związała mnie walka o Panoramę Racławicką. A Ossolineum uczyniłem spadkobiercą dokumentów z historii najnowszej Polski.
Honorowy Obywatel Wrocławia stwierdził, że Wrocław nie różni się już niczym od największych miast Europy Zachodniej. – Jego mieszkańcy mogą czuć się dumni. Niech żyje Wrocław – zakończył.

Autor artykułu: (MJG)

Trucizna z uszkodzonej cysterny skaziła teren

Monday, June 26th, 2000

(KŁOBUCZYN, gm. POLKOWICE) Zagrożenie na nie notowaną dotąd skalę. Wypadek niemieckiej cysterny z kilkudziesięcioma tysiącami litrów silnie trującej substancji w pobliżu wsi Kłobuczyn postawił na nogi wszystkie jednostki ratownictwa chemicznego w regionie.
Z rozprutej cysterny wyciekało pół litra trucizny na minutę. Dwaj policjanci, którzy jako pierwsi znaleĽli się na miejscu katastrofy, trafili do szpitala z objawami zatrucia.
Jak doszło do tragedii? Najprawdopodobniej niemiecki kierowca nie zapanował nad ciężkim TIR – em i znalazł się w rowie. Ciągnik siodłowy oderwał się od przyczepy i pozostał na jezdni, ale cysterna z trucizną wylądowała w rowie. Powłoki ochronne zostały uszkodzone.
Godzina 9.30. Jedna z dróg dojazdowych do miejsca katastrofy blokowana jest przez policyjny radiowóz. Auto ma zamknięte drzwi i podniesione szyby. Policjant opuszcza na chwilę jedną z nich i nakazuje natychmiast odjechać.
- My też zaraz odjeżdżamy, przyjedzie druga zmiana, a my pojedziemy prosto na badania do szpitala – wyjaśnia funkcjonariusz.
Godzina 10.00. Od strony Głogowa jest korzystny wiatr, więc można podjechać niemal do miejsca katastrofy. Sto metrów przed cysterną drogę przegradza kolejny policyjny radiowóz. Dwóch funkcjonariuszy stoi tam bez przerwy od siódmej rano. Nie zauważyli u siebie żadnych alarmujących objawów, ale są zaniepokojeni.
- Niemiec może mieć w papierach jedno, a w zbiorniku drugie – mówi jeden z nich. Tuż przy cysternie kilkunastu strażaków, jest karetka pogotowia. Co robić w przypadku bólu głowy?
- Trzeba natychmiast jechać do szpitala, można też zrobić inhalację z wody fizjologicznej – radzi lekarka dyżurująca na miejscu katastrofy.
Ściągnięto tłumacza przysięgłego, aby zapoznać się z treścią niemieckich dokumentów przewozowych. Obok dyżurują aż trzy wozy ratownictwa chemicznego straży pożarnej z Głogowa, Polkowic i Lubina. To wszystkie takie auta, jakie są w dawnym Legnickiem.
Godzina 14.00. Nadal trwa prowizoryczne uszczelnianie rozprutej powłoki. Równolegle kierownictwo akcji szuka ciężkich dĽwigów do podniesienia cysterny i nowej specjalnej cysterny, do której będzie można przepompować truciznę. Najbliższa jest w Zielonej Górze.
Na razie nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, jak dalece skażony został grunt wokół miejsca wypadku, co z roślinami na pobliskich polach. Trzeba najpierw usunąć tę ekologiczną bombę…

Autor artykułu: Zbigniew Budych, Maja Grohman

II LIGA

Friday, June 23rd, 2000

Polar Wrocław – KP Konin Bydgoszcz 7:3 (2:1), Siarka Tarnobrzeg – Śląsk Wrocław 1:5 (0:2).
RKS Fameg Radomsko – Świt Nowy Dwór Maz. 0:0; Hutnik Kaków – Lechia Gdańsk 1:1 (1:1), Prokop (22-k.) oraz Borkowski (38); Raków Częstochowa – Hetman Zamość 2:1 (0:0), Synoradzki (60), Maślanka (82) oraz Ziarkowski (77); Ceramika Opoczno – Górnik Łęczna 3:0 (2:0), M. Kowalczyk 2 (17, 29), Majewski (73); Korona Kielce – Ryan Odra Opole 0:4 (0:3), Sobotta (8), Czajkowski (36), Kucharski (37-k.), Dębicki (85); Grunwald Ruda Śląska – Polonia Bytom 2:0 (1:0), Wiśniewski (40-samob.), Bodzioch (51-k.); Włókniarz Kietrz – KSZO Ostrowiec 1:2 (1:1), Nikodem (37-k.) oraz Pietrasiak (25), Lasocki (80); GKS Katowice – GKS Bełchatów 0:0; Jeziorak Iława – KS Myszków 2:0 (1:0), Amafuele (35), Dymowski (72); Odra Pomerania Szczecin – Stal Stalowa Wola 1:0 (0:0), Blasius (75).

Autor artykułu: (!!!)

Wrocławski VAT w legnickiej prokuraturze

Monday, June 19th, 2000

(LEGNICA) Czy prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski złamał prawo i zasiądzie na ławie oskarżonych? Na razie wiadomo, że został przesłuchany przez legnickiego prokuratora, który prowadzi słynną sprawę uchylania się przez wrocławski zarząd miasta od płacenia podatku VAT. Chodzi o 9,5 miliona złotych.
Jeszcze w tym miesiącu Prokuratura Okręgowa w Legnicy przedstawi ocenę prawną tego przypadku. Na razie zarzut postawiono byłej skarbniczce, która wcześniej sama zrezygnowała z zajmowanego stanowiska.
Przypomnijmy. Mimo że Wrocław nie płacił tego podatku także w 1994 i 1995 roku, chodzi wyłącznie o VAT za rok 1996. W dwóch poprzednich latach decyzją Izby Skarbowej odstąpiono na wniosek zarządu Wrocławia od poboru tego podatku. Rok póĽniej zmieniono zdanie i zażądano zwrotu nie zapłaconej kwoty.
Naczelny Sąd Administracyjny odrzucił odwołanie wrocławskich władz w tej sprawie utrzymując decyzję Izby Skarbowej. Sprawa trafiła do Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu, która – by uniknąć podejrzeń o wpływanie zainteresowanych na przebieg śledztwa – przekazała ją poza Wrocław, do Legnicy.
Teraz trwają przesłuchania członków zarządu. – Sprawa jest trudna, wymaga sprawdzenia wielu dokumentów, w międzyczasie zmieniły się przepisy karno – skarbowe, co dodatkowo utrudniło śledztwo, dlatego na wyrok w tej sprawie trzeba będzie jeszcze poczekać – mówi Leonard Michalak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Rzecznik prasowy zarządu o całej sprawie miał niewiele do powiedzenia. – Nie wiem o jaki okres i o jaką sumę chodzi, jestem rzecznikiem prasowym a nie skarbnikiem miasta – takie “wyjaśnienia” usłyszeliśmy od Jacka Protasiewicza, rzecznika urzędu miasta Wrocławia.

Autor artykułu: Maja Grohman

Złoty motocykl

Monday, June 19th, 2000

(WROCŁAW) Żużlowcy Atlasa, osłabieni brakiem kontuzjowanego Roberta Sawiny, zremisowali wczoraj na Stadionie Olimpijskim z Polonią Piła 45:45. Po czternastu biegach wrocławianie przegrywali 41:43, a w ostatnim wyścigu zwyciężył Greg Hancock przed Jackiem Gollobem i Jackiem Krzyżaniakiem, bo prowadzącemu Rafałowi Dobruckiemu “wybuchła” opona i pilanin upadł.
Szkoda, że do ostatniego biegu na złotym motocyklu Mariusza Węgrzyka nie wyjechał Jacek Krzyżaniak, choć już na nim siedział. – Z opony uszło po prostu powietrze – wyjaśniał po zawodach “Krzyżak”, który w pośpiechu przesiadł się na własny motocykl. Ze startu najszybciej wyszedł Rafał Dobrucki, którego ścigał Greg Hancock, a trzeciego Jacka Golloba kąsał Krzyżaniak. Przez moment to wrocławianie prowadzili 4:2, ale na stałe wynik odwrócił się dopiero po upadku “Rafiego”. Na kresce “Krzyżak” był wolniejszy od Golloba zaledwie o pół koła…
Atlasowcy prowadzili do 9. biegu (28:26), ale losy meczu rozstrzygnęły się między 7. a 10. wyścigiem (16:8 dla pilan). Zaczęło się od scysji w pierwszym biegu Piotra Winiarza z… Robertem Flisem. Trzeba jednak przyznać, że tym razem “Krwawy Robert” był bez winy, a na granicy faulu rozpychał się łokciami nasz rzeszowianin. W trzecim wyścigu niespodziewanie zamknął na mecie stawkę jakby defektujący Chris Louis, którego w polu wyprzedził Dariusz ŚledĄ. – Louis miał w maszynie za bardzo wysuniętą iglicę, stąd problemy z dopływem paliwa – mówił po zawodach menedżer Polonii Janusz Michaelis, zaznaczając jednak, że nie jest to dla Anglika żadnym wytłumaczeniem. Zwyciężył piekielnie szybki wczoraj Jarosław Hampel (to zasługa Zdzisława Dobruckiego, który rasuje sprzęt syna oraz Flisa i właśnie Hampela) przed Węgrzykiem.
Po 6. odsłonach Atlas prowadził już sześcioma oczkami (21:15), więc w kolejnym biegu w ramach rezerwy taktycznej pojechał Hampel i odniósł podwójne zwycięstwo nad Śledziem i Węgrzykiem. Szkoda tylko, że sędzia nie nakazał powtórki do tego biegu, bo “Rafi” po prostu ukradł start.
Przed biegami nominowanymi goście wygrywali 37:35. Za chwilę Węgrzyk postarał się, by przewaga nie wzrosła, pokonując Hampela i Flisa. Po starcie drugi był Brian Andersen, ale błyskawicznie ośmieszyli go obaj rywale. – Gdyby Duńczyk miał duszę Cooka, wygralibyśmy ten mecz – podsumował start Andersena prezes WTS-u Ryszard Czarnecki. Siedząca na trybunach małżonka Duńczyka chyba również wstydziła się za swojego mężczyznę, bo siedziała w cieniu w okularach przeciwsłonecznych. W 14. wyścigu wygrał wreszcie ŚledĄ, bo dosiadł motocykla Węgrzyka. Miał z niego skorzystać za moment także Krzyżaniak, ale z opony uszło powietrze. Szkoda, bo…

Autor artykułu: Wojciech Koerber, Tomasz Magiera

Lotny prezydent

Monday, June 19th, 2000

(WROCŁAW) Nazajutrz po wyznaczeniu przez marszałka Sejmu daty tyegorocznych wyborów prezydenckich na 8 października – pełniący ten najwyższy urząd w państwie i starający się o reelekcję Aleksander Kwaśniewski gościł we Wrocławiu i okolicach. W sobotę w ciągu niespełna 8 godzin odwiedził 6 miejscowości i uczestniczył w 7 imprezach.
Zaraz po przylocie z Warszawy do Wrocławia, Aleksander Kwaśniewski, jako zwierzchnik sił zbrojnych, był na promocji absolwentów Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Tadeusza Kościuszki, gdzie m.in. osobiście awansował na stopień podporucznika tegorocznego prymusa uczelni Piotra Kowalskiego (średnia ocen 4,8), wręczając mu szablę i złoty pierścień.
Potem, juz w ramach kampanii wyborczej, spotkał się kolejno: w Sali Rycerskiej Ratusza – z przedstawicielami tutejszych środowisk naukowego, kulturalnego i gospodarczego oraz w Brzegu Dolnym, Wołowie, Obornikach Śląskich, Prusicach i Trzebnicy – z mieszkańcami tych miejscowości.
Prezydent Kwaśniewski wszędzie witany był sympatycznie. Nigdzie żadnych okrzyków “anty” (jeden w Prusicach nie dotyczył prezydenta). Zazwyczaj śpiewano “sto lat!”. Nikt głośno nie wypominał wieloosobowej ochrony ze snajperami na dachach i jeżdżenia po Polsce za pieniądze podatników. Pojedyncze, słabiutkie gwizdy zdarzyły się tylko w Trzebnicy. Tamże jednak dostał szczególnie głośne oklaski – po obietnicy, że… miasteczko to odwiedzi wkrótce również jego żona Jolanta (“Wczoraj miała huczne imieniny, dziś jeszcze trochę gości zostało i musiała się nimi zająć” – uprawiedliwiał jej nieobecność).
W wystąpieniach prezydent Kwaśniewski najczęściej wspominał o konieczności nowoczesnej edukacji młodzieży (języki obce, internet itp.). Stałym punktem wszystkich jego spotkań było podchodzenie bezpośrednio do ludzi, ściskanie im rąk i rozdawanie swoich zdjęć z autografem (zajmowało to mu najwięcej czasu).
Zwracała uwagę nieobecność prezydenta Wrocławia Bogdana Zdrojewskiego w ratuszu i wojewody dolnośląskiego Witolda Krochmala w zamieszkiwanym przez niego Wołowie. SLD-owscy organizatorzy wizyty zapewniali, że zapraszali również ich…
Pogoda “w kratkę” – słońce i deszcz na przemian – kilkakrotnie (Wrocław, Oborniki Śl., Trzebnica) przypomniała prezydentowi Kwaśniewskiemu ostatnią wizytę papieża Jana Pawła II w stolicy Dolnego Śląska. Pamiętał nawet dokładną datę: 31 maja 1997 r.
- Było zimno, lało – opowiadał. – Zmarzliśmy i przemokliśmy już na lotnisku. Zwróciłem się wtedy do Ojca Świętego: “Wrocław przygotował się do powitania najlepiej jak mógł, ale pogoda jest bardziej w rękach waszych, niż organizatorów, czy moich”. Papież uśmiechnął się dobrotliwie: “Panie prezydencie, pan przecenia moje kontakty…”.
Kwaśniewski obrócił też w żart ciut spóźnione wniesienie tac z winem do toastu.
- Ostatnio byłem w Poznaniu, gdzie gospodarze mówili mi, że ponieważ są oszczędni, życzą mi zwycięstwa w wyborach prezydenckich już w pierwszej rundzie, by nie trzeba było wydawać pieniędzy z budżetu państwa na powtórkę. Przed chwilą obawiałem się, że tu, we Wrocławiu, jesteście jeszcze bardziej oszczędni i potraficie wzniosić toasty bez napitków.
- Chcę też pozdrowić sklep “Alex” – powiedział na Rynku w Wołowie, po zauważeniu nazwanej tym imieniem placówki handlowej z artykułami sportowymi. – Czy to na moją cześć?!
Samego prezydenta najbardziej chyba rozbawił moment, gdy młodziutcy tancerze z Obornik Śląskich zaczęli swój występ na podkładzie piosenki Kazika: “Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma w domu dzieci – to jesteśmy niegrzeczni…”.
Prezydent Kwaśniewski często nawiązywał – przynajmniej pośrednio – do swych pasji sportowych. Był m.in. “na bieżąco” z wynikami piłkarskich ME.
We Wrocławiu wyraził opinię, że mimo korzystnych dla niego wyników sondaży, wybory prezydenckie nie są już rozstrzygnięte.
- Kibice koszykarzy drużyny Zepter Śląsk wiedzą – wtrącił – że trzeba walczyć do końca, bo przypadkowy rzut z kilkunastu metrów w ostatnich sekundach potrafi zmienić historię.
Termin wyborów nie ma dla niego zasadniczego znaczenia.
- To jest tak, jak w sporcie: dobry zawodnik jest dobry w każdym terminie – argumentował.
W Brzegu Dolnym, gdy burmistrz Aleksander Skorupa poinfornmował, że zwiedzana kryta pływalnia “Aquasport” powstała z inspiracji Eugeniusza Pietrasika – zaregował:
- Dziękuję za pamięć o nim, działaliśmy razem w ruchu studenckim i olimpijskim. I byłem też w tym tragicznym momencie podczas inauguracji letnich igrzysk w Atlancie 4 lata temu, kiedy jako szef polskiej reprezentacji doprowadził on naszych sportowców na płytę stadionu i tam dopadł go straszliwy, rozległy zawał serca.
- Polska może i musi grać w europejskiej I lidze – tymi słowy podkreślał w Wołowie potrzebę przystąpienia do Unii Europejskiej.
- Do tego miejsca mam szczególny sentyment – rozrzewnił się w Ośrodku Sportu i Rekreacji w Obornikach Śląskich. – W 1987 r. wmurowywałem tu kamień węgielny pod halę. Miałem nawet okazję zagrać na tutejszych kortach.
- Pan burmistrz – powiedział w Prusicach o Janie Hurkocie – jest bliski mojemu sercu, bo zajmuje się sportem. Wychował m.in. mistrza judo Rafała Kubackiego, który, mam nadzieję, powalczy podczas olimpiady w Sydney. I wierzę, że się mu również powiedzie na planie filmu “Quo vadis” w roli Ursusa.
Najbardziej eksponowaną postacią obok Kwaśniewskiego nie byli ani szef jego sztabu wyborczego Ryszard Kalisz, ani liderzy SLD Jerzy Szmajdziński i Aleksandra Jakubowska, lecz rektor wrocławskiej Akademii Ekonomicznej, prof. Marian Noga – kandydat na senatora w wyborach uzupełniających. Przy każdej okazji rekomendowali siebie wzajemnie jako najlepszych kandydatów do Pałacu Preyzdenckiego i do gmachu parlamentu.

Autor artykułu: Adam Kłykow

Awantura o basen

Tuesday, June 13th, 2000

(WROCŁAW) Zgoda sanepidu i WOPR-u. To dokumenty niezbędne, aby miejskie kąpielisko mogło zostać otwarte. Takich kąpielisk jest we Wrocławiu kilka. Nie we wszystkich sanepid przebadał już wodę. Tylko trzy postarały się o opinię wodnego pogotowia ratunkowego. Mimo to można się w nich kąpać. Dlaczego? I kto za to odpowiada?
W niedzielę na nieczynne jeszcze kąpielisko “Morskie Oko” nielegalnie wdarło się około półtora tysiąca ludzi. Taka jest oficjalna wersja kierownika obiektu. Prawdopodobnie jednak wiele osób, które tego dnia wypoczywały na “Morskim Oku”, nie miało pojęcia, że łamie prawo. Większość “wdzierała się” przecież przez otwarte bramy kąpieliska. W ten sposób półtora tysiąca osób korzystało z uroków wody nieprzebadanej przez sanepid.
- Próbki wody z “Morskiego Oka” zostały pobrane. Nie ma jeszcze oficjalnych wyników, wiem jednak, że wszystko jest w porządku. Osoby, które kąpały się tam w niedzielę, raczej nie powinny mieć problemów zdrowotnych – mówi Wiesława Iwanków, kierownik Pracowni Higieny Komunalnej Miejskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej.
Oficjalne otwarcie “Morskiego Oka” zaplanowano na 15 czerwca. Do tego czasu oprócz zgody sanepidu, zarządcy obiektu powinni otrzymać również zgodę WOPR-u. Oczywiście, jeśli zatrudnili tylu ratowników, ilu potrzeba i mają sprzęt ratowniczy i medyczny w dobrym stanie.
- Na razie naszą pozytywną opinię uzyskały Glinianki na Pilczycach, obiekt przy Wejherowskiej i na Skarbowców – mówi Elżbieta Piotrowska, kierownik biura Wojewódzkiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego we Wrocławiu. – Inni się nie zgłosili, mimo że tego wymagają przepisy.
Za opinię trzeba zapłacić 600 zł. Elżbieta Piotrowska przypuszcza, że to jedna z przyczyn, dla których kierownicy kąpielisk “zapominają” o opinii WOPR-u. Druga to niefrasobliwość. Bo jeśli zdarzy się wypadek…
- Basen na Ślężnej działa od maja – mówi Marek Danielak, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji “Południe”. – Mamy zgodę sanepidu. WOPR? Pewnie też. Zawiadomienia o otwarciu wysyłaliśmy wszędzie. To muszę sprawdzić, bo byłem na urlopie.
- Właśnie dzwonił dyrektor ze Ślężnej – kilka minut po rozmowie z dyrektorem Danielakiem dzwonię do WOPR. – Chciał się umówić na termin komisji – mówi Elżbieta Piotrowska
.
- Za wszystko, co dzieje się na miejskich kąpieliskach, odpowiadają dyrektorzy trzech Miejskich Ośrodków Sportu i Rekreacji – mówi Jerzy Bocheński, zastępca kierownika wydziału kultury i sportu urzędu miejskiego. – Jeśli ktoś nie dopełnił obowiązków, poniesie za to konsekwencje.

Autor artykułu: Izabela Czuban

MPK domaga się pieniędzy od ZDiK-u

Tuesday, June 13th, 2000

(WROCŁAW) Z nieba leje się ukrop. Na ulicy Świdnickiej kilku pochylonych mężczyzn skrobie szyny tramwajowe. Najpierw smarują je naftą.
Nie jest to scena z komedii. Każdy, kto w niedzielę przejeżdżał Świdnicką po godzinie 22.00 mógł zobaczyć taką właśnie scenę. Szyny tramwajowe na skutek gorąca zalał ciekły asfalt. Uniemożliwiło to przejazd tramwajów. Na pomoc wezwano firmę “Spółka torowa”, która musiała doprowadzić tory do użytku. Najpierw poczekano jednak aż jezdnia ostygnie. Od godziny 15.00 do późnych godzin nocnych ulicą Świdnicką nie przejechał żaden tramwaj.
- Ponieśliśmy straty i ZDiK musi je pokryć. Wczoraj złożyliśmy pismo z wnioskiem o pokrycie naszych strat – powiedział rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji, Janusz Rajces. – Wszystkie tramwaje musieliśmy puścić objazdami i wysłać cztery autobusy.
ZDiK nie poczuwa się do winy. Rzecznik ZDiK, Krzysztof Kiniorski poinformował nas, że za wylewający się asfalt odpowiedzialna jest firma Przedsiębiorstwo Drogowe “Ziajka”. Zastosowali oni do budowy drogi asfaltu, którego użycie nie jest zgodne z polskim prawem budowlanym. Od dwóch lat sprawa jest w sądzie.
- I od 1997 roku asfalt w ciepłe dni zawsze wylewa się spod torów – powiedział Krzysztof Kiniorski. – Najgorzej było w 1997 roku, wtedy miasto zostało zablokowane na kilka dni.
Dodaje jednak, że nigdy nie było problemów z wyegzekwowaniem zwrotu pieniędzy za straty poniesione przez MPK.

Autor artykułu: (MJG)

“TAK” dla Unii

Monday, June 12th, 2000

(ŚWIDNICA) – Do Europy? Tak, byle nie do południowej… – mówił wczoraj starszy świdniczanin (ocierając pot perlący się mu na czole), który stał przed wejściem do lokalu, gdzie mieszkańcy miasta opowiadali się za lub przeciw wejściu do Unii Europejskiej. Wśród tych, którzy poszli do urn, przeważali zwolennicy zjednoczonej Europy.
W niedzielę mieszkańcy Świdnicy mogli, jako jedyni i pierwsi w Polsce opowiedzieć się za lub przeciw wejściu naszego kraju w szeregi Unii Europejskiej podczas specjalnego prareferendum. Żar lejący się z nieba w niedzielę odstraszył jednak głosujących. Frekwencja wyniosła zaledwie 18 procent.
Ci, którzy zdecydowali się głosować, przeważnie opowiadali się za integracją z krajami “piętnastki”, choć na Rynku można też było spotkać narodowców, wykrzykujących “Unia Europejska? Nie, dziękuję!”.
Wieczorem na świdnickim Rynku rozpoczął się wielki festyn telewizyjnej “Dwójki”. Wśród gwiazd mogliśmy zobaczyć m.in. Marylę Rodowicz, gorąco oklaskiwaną przez setki mieszkańców Świdnicy. Zabawa zakończyła się dopiero późną nocą.

Autor artykułu: Rafał P. Palacz

Legnickie starostwo powiatowe zastawi tzw. geringówkę

Thursday, June 8th, 2000

(LEGNICA) Zarząd legnickiego starostwa podjął decyzję o poręczeniu kredytu bankowego zaciągniętego przez samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Chojnowie. Chodzi o milion złotych, które mają uratować placówkę.
O kłopotach zadłużonego chojnowskiego szpitala pisaliśmy wielokrotnie. Podobnie, jak o wprowadzanym w nim programie redukcji kosztów i przystosowania do nowych warunków walki o pacjentów. Zadłużona placówka miała program, nie miała jednak szans na bankowy kredyt.
Od początku pomoc deklarowało legnickie starostwo powiatowe. I dotrzymało obietnicy. Dzięki poręczeniu majątkiem starostwa, szpital będzie mógł zaciągnąć milionowy kredyt w jednym z banków, co pozwoli na zredukowanie długu, zwłaszcza wobec ZUS.
Ciekawostką jest fakt, że poręczeniem będzie legnicka “geringówka”, zarówno przed wojną jak i po niej obiekt używany przez wojsko. Najpierw niemieckie, później – radzieckie. Nieruchomość niedawno stała się własnością starostwa dzięki decyzji wojewody Witolda Krochmala.

Autor artykułu: Grzegorz Żurawiński