(WROCŁAW) Polscy judocy wywalczyli tylko jeden medal podczas zakończonych wczoraj we Wrocławiu mistrzostw Europy. W sobotę brązowy krążek zawisł na szyi Roberta Krawczyka (Czarni Bytom, kat 81 kg). Wczoraj boje o brązowe medale przegrali kolejno Jarosław Lewak (66 kg), Rafał Kubacki (open) i Jacek Cyran (60 kg). Żaden z naszych reprezentantów nie wywalczył we Wrocławiu nominacji olimpijskiej.
W sobotę honoru polskiego judo skutecznie bronił Robert Krawczyk, zdobywając w kat. 81 kg brązowy krążek. 22-letni zawodnik Czarnych Bytom pokonał najpierw Niemca Dirka Radszata (trzymanie), a później – w walce o medal – Rosjanina Aleksandra Czerszniewa (ippon w 24 sek!). – Teraz będę musiał nadrobić zaległości w szkole – mówił po udekorowaniu Krawczyk. W kat. 78 kg szansę na bój o brąz miała także Anna Koroza, ale uległa Włoszce Emanueli Pierantozzi. Podobnie jak i wrocławianka Małgorzata Górnicka, która w kat. open przegrała przez wskazanie (1:2) z Brytyjką Simone Callender. Straciła tym samym szansę na brąz. Na podium nie zasłużyła – stoczyła na mistrzostwach 4 walki, nie wykonując w tym czasie żadnego, ocenionego przez sędziów rzutu!
Rafał Kubacki zaczął wczoraj od zwycięstwa przez ippon nad Węgrem Zoltanem Csimadą. Dzięki temu w walce o brąz stanął naprzeciw Niemca Franka Moellera, z którym miał do tej pory remisowy bilans walk 3:3. Nasz “Ursus” chciał rozpocząć od mocnego uderzenia, ale został skontrowany na yuko, a później otrzymał już tylko kokę za pasywność rywala. – Wszędzie gdzie startowałem, ściany pomagały gospodarzom. Tu jest odwrotnie. Być może nie dopieszczono sędziów – mówił po występie Kubacki, nawiązując nie tylko do swojej walki, ale także do pojedynków Jarosława Lewaka i Jacka Cyrana. Pewnym usprawiedliwieniem dla “Ursusa” był fakt, że cały okres przygotowawczy oraz turniej zniósł dzielnie tylko dzięki środkom przeciwbólowym, które znieczulały kolana. – Zdaję sobie sprawę ze stanu swojego zdrowia i dlatego po Sydney kończę karierę – wyjaśniał.
W walce o finał kat. 66 kg Lewak miał stosunkowo łatwego rywala – Węgra Jozefa Csaka. Pojedynek zakończył się jednak remisowo, a sędziowie głosami 2:1 orzekli zwycięzcą Węgra. To prawda, że Polak opadał z sił, ale z pewnością był aktywniejszy od rywala. – Dla mnie ta decyzja jest niezrozumiała. Lewak powinien wygrać 3:0, a z Bułgarem będzie miał o brąz trudniejszą przeprawę – komentował dla nas Wiesław Błach. Tak też się stało. Nie dość że warszawianin przegrał przez ippon w 1 min. z Gieorgijem Gieorgijewem, to nie wywalczył tym samym kwalifikacji olimpijskiej (musiał być przynajmniej “brązowy”). Jacek Cyran zaczął od zwycięstwa nad Ormianinem Vardanem Voskanyanem, ale w trakcie walki nabawił się kontuzji kolana, co nie wróżyło dobrze przed pojedynkiem o brąz. – Poskręcałem go tak, że albo mu noga odpadnie, albo nie wiem – spowiadał się przed tą walka masażysta polskiej reprezentacji trenerowi Markowi Rzepkiewiczowi.
- Po walce od razu do gipsu z nim – rozkazał ten drugi. Ambitny bytomianin prowadził jeszcze na 40 sek przed końcem, ale sędziowie orzekli jego pasywność, co oznaczało porażkę. – Sami widzieliście – mówił w tym momencie do dziennikarzy “Kuba”, nie godząc się z postawą arbitrów. I tak, Polacy skończyli z jednym brązowym krążkiem.
Autor artykułu: Wojciech Koerber