Komornik już nie zapuka


(WROCŁAW) Wiwat Sąd – chciało się krzyknąć, gdy w ubiegły piątek w sali rozpraw ogłoszono, że pani Marzena Maciorek nie będzie eksmitowana z mieszkania. Były łzy szczęścia i ulga, że to nareszcie koniec.

Pani Maciorek wróciła szczęśliwa do domu. Domu, w który czekała na nią czwórka dzieci. Najmłodsza 9-miesięczna dziewczynka, para 6-letnich bliźniąt i 12-letni syn.
- To był chyba mój najszczęśliwszy dzień w życiu. Pamiętam, że kiedy wieczorem karmiłam małą, pierwszy raz pomyślałam, że wreszcie nikt nas stąd nie może wyrzucić. To była najwspanialsza noc, bez strachu, gdy słychać mocne pukanie do drzwi – zwierza się nam pani Maciorek, kiedy odwiedzamy ją kilka dni po rozprawie.
Pani Marzena jest we Wrocławia od kilku lat. Mąż opuścił ją, kiedy dowiaduje się, że na świat przyjdą bliźnięta. Kobieta sama ledwo wiąże koniec z końcem. Pracuje u ludzi za dach nad głową. Potem ktoś mówi jej o pustym mieszkaniu na Podwalu. Bez namysłu wprowadziła się tam z dziećmi.
- Pół roku nikt nie wiedział, że tam mieszkałam. Potem przyszli jacyś urzędnicy i zagrozili sądem. Starałam się wszystko legalnie załatwić, żeby nie wylądować na ulicy. Odbyła się pierwsza rozprawa i sąd rejonowy na szczęście odrzucił wniosek o eksmisję. Może ze względu na czwórkę dzieci, na złą sytuację materialną – kobieta zaczyna płakać.
Mieszkanie, które zajmuje, ma niewiele ponad dwadzieścia metrów kwadratowych. Pokój jest pomalowany, a na półkach stoją równo poukładane zabawki. Dzieci uśmiechają się do nas.
- Myślałam, że to już koniec tego koszmaru, ale znów przyszło wezwanie na rozprawę. Gmina nie dała za wygraną i złożyła apelację. Na szczęście sędzia był dobrym człowiekiem i pozwolił nam tu mieszkać. Teraz trzeba tylko znaleźć pracę, bo z samych alimentów ciężko wyżyć.
Kobieta poprawia włosy i bierze córeczkę na ręce. Sześcioletni chłopiec odprowadza nas do drzwi. Tu nie zapuka już komornik.
Tego dnia pani Marzena Maciorek jeszcze kilka razy dziękowała nam za obecność w sądzie. Nie my jednak odrzuciliśmy apelację gminy. To sąd okręgowy wzniósł się na wyżyny człowieczeństwa podejmując taką decyzję. – W dzisiejszych czasach nie można działać na szkodę obywateli pokrzywdzonych przez los. Nie można dopuścić również do tego, żeby na ulicach polskich miast pojawiły się bezdomne dzieci – mówił wtedy sędzia.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że była to pierwsza tego typu sprawa, gdzie nie ogłoszono nakazu eksmisji.

Autor artykułu: (PP)

Comments are closed.